Nie trzeba być mędrcem by zauważyć, że decydującą rolę w naszym ustroju odgrywają media massowe. To najszerszy kanał kamunikacji z ludem. Tworzy on sprzężenie zwrotne między rządzącymi a podatnikami, którzy łożą na tych pierwszych. W tym układzie jednak decydujący jest nadawca. Bez niego system nie powstaje. A co robi nadawca? Wytrawny, czyli polityk planujący długie bycie w parlamencie czy, generalnie, beneficjent ustroju, chce przypodobać się publiczności i zyskać w tym przewagę nad konkurencją.
I tu pojawia się owa cecha ludowego układu, tak dla niego charakterystyczna. Otóż świadomie lub nie, stosowana jest przez nadawców najprostsza, ale i najskuteczniejsza metoda wpływania na masy: ,,coś” powiedziane wiele razy staje się prawdą (popularyzacja: Goebels). I nie ma tu znaczenia czy w rzeczywistości jest to prawda, ontologicznie. To ma być prawda dla ludu, przynajmniej na pewien czas. W ten sposób powstają banały, czyli zdania klucze, które stają się oczywistością dla wielu. Niewielu wpada w namysł nad nimi, bo to przecież ,,oczywistość”. Tak oto ,,tworzy się” rzeczywistość zredukowaną do świata massmediów; coraz dalszą od prawdy.
To może odpowiedni moment, by uogólnienia ustąpiły pola przykładom z ostatnich dni.
Banał nr 1, rozbudowany, bo dość ,,subtelny”.
Niedawno pojawił się spór o liczbę osób w jakiejś komisji sejmowej. Pomijając merytoryczną stronę tych pomysłów warto zwrócić uwagę na jeden ciekawy nibyargument. Włączam telewizor a tu Pani Pitera, dobrze już znana masom, mówi że im mniejsza ilość posłów w komisji tym prawdopodobieństwo przecieku mniejsze – wcześniej słyszałem to już kilka razy w radiu i informatorach telewizyjnych. Mądrze brzmi, nieprawdaż? I co się dalej dzieje? Nic. Rzucono piłeczkę i już nikt nie chce jej przechwycić. A w rzeczywistości, tej prawdziwej, taka teza powinna być uzasadniona. Przecież wiele osób otarło się w swoim życiu o ,,prawdopodobieństwo” i ,,statystykę”. O ile wiem w materii nieożywionej, a więc łatwiejszej do badania ze względu na jej ,,nieskoplikowaność” aby stwierdzić jak jest trzeba wykonać kilka pomiarów. Na przykład aby stwierdzić jaka jest waga monety, dajmy na to 2 zł, należy kilka takich teoretycznie równych krązków zważyć. I co z tego wynika? Otóż aby wynik był dla badacza wiarygodny musi on wykonać od 3 do kilkudziesięciu, a może i kilkuset pomiarów czyli tyle monet musi mieć. Pomijając szczegóły można powiedzieć, że aby otrzymany wynik był prawdopodobny dla badacza trochę trzeba się namęczyć. Nota bene w statysce za małą próbę uważa się ilość nie większą od 30-tu. To tyle o prostych nieożywionych, teoretycznie identycznych krążkach. A co z nieco bardziej skomplikowanymi układami jakimi są posłowie? Ile wynosi różnica w prawdopodobieństwie przecieku między pięcioosobowym zespołem różnych ludzi a siedmioosobowym? Czy układ siedmiu księży jest porównywalny z układem pięciu szpiegów?
Banał nr 2 już bardzo rozpowszechniony – podatek liniowy.
Od dłuższego czasu ,,podatek liniowy” jest przedmiotem sporów, agitacji i propagandy. Mimo tego od dawna nie słychać konkretów, tzn.: odpowiedzi na pytanie jakie są szczegóły owej propozycji nad którą odprawiane są te wszystkie gusła i zaklinania? A przecież to od nich właśnie zależy czy to jest propozycja obniżenia czy podwyższenia podatków. Aby ukierunkować swoje myśli wystarczy przecież zastanowić się co dla mnie jest lepsze podatek liniowy, dajmy na to 15%, czy podatek progresywny, również proporcjonalny z 24-ema progami między 1 a 10% (pozostałe sczegóły, tj. ulgi i wolne kwoty uznajmy za identyczne w obu przypadkach)? Kiedy ostatnio w massowych mediach podobny namysł się pojawił? A banał funkcjonuje i to dość intensywnie. Choć ze względu na tradycyjne już dotrzymywanie obietnic przez nibyliberałów zapewne trochę medialnego blasku straci w najbliższym czasie.
Banały bardziej fundamentalne.
Przypadkowo wpadł w moje ręce dodatek telewizyjny do ,,Gazety Wyborczej”. Mimo iż jest ona zapewne jednym z przodowników banalizacji życia nie spodziewałem się aż takiego zaawansowania owego procesu. Oto tamtejszy fragment recenzji filmu ,,Buntownik z wyboru” podpisanej przez Pana K.J.Zarębskiego. Cytuję:
,,...Najbardziej kasowe dzieło (...)jest pochwałą matematyki, psychoanalizy i mądrej przyjaźni. Matematyki – za jej demokratyczność, psychoanalizy – za jej umiejętność docierania do sedna...”.
I czego tu się czepiać? A widział ktoś kiedyś jakiś związek między uniwersalnymi prawami a takim ludowym ustrojem politycznym? Nie wiem co miał na myśli autor ale strasznie poważnie brzmi taka zbitka: matematyka i demokracja. A jakie to ważne... No i psychoanaliza i sedno. Ciekawe tylko czego to jest sedno? Wszechświata? A może psychoanaliza umiejętnie dochodzi do sedna samej siebie?
Przykłady są z różnych poziomów banalizacji. Nie zmienia to faktu, że wraz z rozwojem massmediów w ,,najlepszym z ustrojów” rzeczywistość staje się coraz bardziej wirtualna. Środowisko, w którym żyjemy staje się coraz gęstsze od banałów i wypowiadających je ,,autorytetów”. I nawet pogoda staje się bardziej rzeczywista w telewizorze niż za oknem... Co dalej?


Komentarze
Pokaż komentarze