caro caro
486
BLOG

Wigilia -sen

caro caro Kultura Obserwuj notkę 0

Wszystkie sny są dziwne, wszystkie, jak pomyśleć: jedne zastanawiające, inne mogą przyprawić o palpitacje... a ten???

I dlaczego w czasie wigilii, on - Wiktor?

Dlaczego uczestniczy w najintymniejszych rytuałach rodzinnych?

Dlaczego jest głosem tak dwuznacznej trzeźwości w całym tym niejasnym szaleństwie???

Czemu jest punktem oparcia dla mojego zmysłu rozsądku?

I po cholerę go słucham...

Wigilia.

Ja, żona, teściowie, siostra z mężem, chmara dzieci różnych kształtów i wielkości, świąteczny nastrój spokojnej i trochę jaskrawej mistyki i... Wiktor.

Po uściskach, całuskach, przytulankach, podrzucaniach, prezentach i śpiewach, które tę słodką rodzinność barwią na niebiesko, kolacji - zbyt obfitej, jesteśmy uśmiechnięci, ufni i zmęczeni: pęknięcia są zaordynowane barszczem z uszkami, zaklejone makowcem, konflikty i napięcia rozpłynęły się w błogim trawieniu, poważne rozmowy odłożono na dwa dni...

Na straży chrześcijańskich cnót wsparta o Krzyż Pana Boleściwego, który wprawdzie nic jeszcze nie wie o swoim  Przeznaczeniu - ( z wypełnionym po brzegi brzuszkiem śpi, jak róźowiutki bąk, spity mleczkiem tak, że nie chce mu się nawet przebierać tłustymi nóżkami...) stoi Choineczka z jaskrawozielonego poliuretanu, mruga światełkami, ugina się od ozdób budząc niezmordowany entuzjazm dzieci...

Dobro tańczyłoby ze Szczęściem z aprobatą Wieczności, gdyby nie leżało posapując, błogo uśmiechnięte przed telewizorem, popatrując leniwie na Znanych i Lubianych w Wiązance Wigilijnej...

I w tej to miłej, świątecznej atmosferze podchodzę, czy też przetaczam się pod choinkę.

Coś widzę...

Błyszczy, jak jajecznica żółte,duże, drgające, ciamkate, prawdę mówiąc - wielkie, jak żaba!!!

Spadłe z choineczki, szczególnie dorodne cacko? Jakiś zapomniany prezent?

...Schylam się po to,uff...Boże Wszechmogący, święci Pańscy! z bliska jeszcze wstrętniejsze, tfu, tfu...a cóż to znowu???Nie to, nie tutaj, nie teraz!!! NIE, NIE!!!

Żółty, to kolor słońca, złota z jego podwójną, czy jak kto woli dwuznaczną wykładnią, jajek - z których rozwinie się życie, jaskrawych aspektów bogactwa, dynamizmu, pozycji...

A tu... w TYM... bijąca w oczy żółć jest jak na przynętę,: pokusić pozłótką, włożyć słoninkę do łapki na myszy, głosem stęsknionej łani zwabić jelenia prosto na stanowisko rechocących myśliwych...

I czuję, cóż...tak...tym teraz będę, nigdy się nie wymknę (!!!?)

I słyszę głos Wiktora:

- A cóż to tu masz, nie chowaj tak, pokaż... fuj, jakie wielkie...uee...świństwo...

- Co ty, nie wiesz, co z tym zrobić?

Nikomu nie pokazuj, bo się porzygają, a dzieci nie zasną, otwórz okno szeroko, ooo tak, ...i po prostu wyrzuć... ...mróz, jak cholera, jak nie zdechnie, to sobie gdzieś polezie, albo ktoś se to weźmie do domu, he, he,he, jakiś idiota, a kij mu w oko, co nam do tego, jak taki głupi...

- i już otwiera okno.

A ja robię to, co mi radzi, rada jest rozsądna, lubimy rozsądne rady, rozsądnie jest pytać mądrzejszych, kiedy nie wiemy, co robić: w ogóle dobrze jest w życiu kierować się rozsądkiem...

Potem zamykam okno.

To niby żadna różnica, ale chyba jeszcze nie zdążyło się rozmnożyć...

 

Ale to sen, to tylko sen...

A cóż to jest se? - złuda, fałsz,mgła rozwiewająca się z pierwszym promieniem słońca...

Otwieramy oczy, przecieramy, przemywamy zimną wodą, zmywamy lepki osad koszmaru pod prysznicem...

Jest dzień, mroźny poranek 24 grudnia. Piękny zimowy dzień...

caro
O mnie caro

ciekawy,zdziwiony

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura