33 obserwujących
187 notek
168k odsłon
198 odsłon

Notka o krawcu napisana i opublikowana tutaj w grudniu 2015 roku

Wykop Skomentuj17

Krawiec nazywał się Kujawa. Miał pracownię na ostatnim piętrze kamienicy przy Piotrkowskiej w Łodzi. To był dobry krawiec, żeby nie powiedzieć, że był to krawiec znakomity. W garniturach, które szył wszywał metkę z takim napisem: Krawiec Kujawa – Łódź ul. Piotrkowska ileś tam. Metka była czarna, a napis stylizowany i elegancki.

Pamiętam pracownię krawca Kujawy przy ulicy Piotrkowskiej w Łodzi. Mimo upływu niemal sześćdziesięciu lat, pamiętam ją z najdrobniejszymi szczegółami.

Gdy tylko przymknę oczy widzę walające się po podłodze skrawki materiałów, widzę drżącą żarówkę niedbale zwisającą nad krawieckim stołem, uczepioną sznura zawiniętego jakoś tak podwójnie i obciążonego białym, fajansowym ciężarkiem. I widzę też na ścianie przytwierdzony pinezkami tekturowy kalendarz.

Był rok 1956. Wczesna wiosna. Wiosna tak wczesna, że prawie niezauważalna.

Ja miałem dopiero pięć lat. Przyszliśmy do krawca Kujawy na przymiarkę. Ojciec szył u niego garnitur z gabardyny w kolorze piaskowym. W pracowni panowała cisza, szemrało tylko radio. Stało na drewnianej półce tuż nad stołem i sączyła się zeń łzawa muzyka. Był wczesny wieczór.

I wtedy nagle krawiec Kujawa powiedział tak: „Wreszcie szlag trafił tego skurwysyna, panie mecenasie!”

Dokładnie pamiętam każde słowo. Każde słowo, a nawet intonację głosu krawca, lekkie jego drżenie i jakby wplątany weń niewidzialny strach. To jedno zdanie krawca utkwiło mi w pamięci. Zdanie wypowiedziane z przestrachem przez krawca Kujawę w pracowni krawieckiej na ostatnim piętrze kamienicy przy ulicy Piotrkowskiej w mieście Łodzi podczas przymiarki garnituru z gabardyny w kolorze piaskowym przez mego ojca.

Utkwiło mi ono w pamięci, choć nic z niego nie zrozumiałem, bo miałem zaledwie pięć lat...

Musiało upłynąć wiele czasu, abym pojął kogo krawiec Kujawa żegnał z taką atencją.

Mój syn też jest adwokatem. Mój wnuk skończył rok. Za cztery lata będzie miał pięć, czyli dokładnie tyle, ile i ja miałem podczas wizyty u krawca Kujawy.

Oni dwaj nigdy wizyty u krawca Kujawy nie złożą, bo nikt dzisiaj nie szyje się garniturów z gabardyny, a i krawiec Kujawa od dawna nie żyje. Lecz podobne słowa mogą znów paść, tu i tam, wszędzie. Zastanawiam się czy mój wnuk je kiedyś usłyszy i czy będzie o nich, tak jak ja, długo pamiętał.

Wykop Skomentuj17
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale