Siedziałaś sama dziś
nad pustą szklanką
głęboko zapatrzona w nieme dno.
A księżyc za firanką
całował cię
równie cicho.
Przez krótką chwilę to spostrzegłem
wciskając drżącą rękę w szparę w drzwiach
zwabiony twoim śpiewnym szeptem…
Stanąłem obok,
jak na czatach.
To księżyc plam pokryty rudą czaszą
rozjaśnił iskrą promienistą swą
pokrętnie tkaną linię życia naszą
na dłoni -
wiotką pajęczyną.
Bo z księżycowych plam utkani
wiosennie młodzi, w kuchni drzwiach
pustkę spijamy już szklankami…
I tego nie zabraknie nam!
1984 r.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)