Trudno jest zrozumiec pokretnosc rozumowania JKaczynskiego i jego ludzi, dlaczego np uwazaja, ze premier czy obecny prezydent powinni odpowiadac politycznie-kryminalnie za (ewentualne) niedopelnienie obowiazkow ich sekretariatow, mechanikow, roznego typu technikow i personelu wojskowego, wszystkich usytuowanych bardzo nisko w lancuchu podlegania i zarzadzania. Czy premier rzeczywiscie powinien odpowiadac za wszystko co sie zdarzy bo jest najwyzszym dowodca? Czy JKaczynski przyjmowal na siebie odpowiedzialnosc za wszelkie niepowodzenia gdy byl premierem? (przeciez za jego rzadow zdarzyla sie sytuacja z Blida, wowczas nie podal sie do dymisji nawet Ziobro, ktory mial niewatpliwie wiekszy zwiazek z ta sprawa niz czlonkowie sekretariatu Tuska ze sprawa katastrofy smolenskiej).
Zarzut, ze gdyby byla tylko jedna delegacja, do katastrofy by nie doszlo, insynuuje zbrodnicze tlo katastrofy, ze ktos wiedzac, ze katastrofa sie zdarzy zadecydowal o wyslaniu premiera i prezydenta osobno. Tylko taka przestepna wiedza moze uzasadniac twierdzenia o odpowiedzialnosci Tuska i jego grupy, bo przeciez wowczas oni byliby rozkazodawcami. Czy nie majac nawet cienia dowodu, "doskonaly prawnik" jakim jest JKaczynski ma prawo do takich wypowiedzi?Czy JKaczynski wierzy w to co mowi, czy to tylko jego proba robienia zamieszania i rozpalania emocji po to by w jakis sposob istniec politycznie, by skoro nie ma sie argumentow merytorycznych blablac cokolwiek?
Oczekiwanie od rzadu i Prezydenta, ze odejda bo tak sobie zazyczyl wodz glownej opozycyjnej partii jest rodzajem politycznego nonsensu, nie moze byc traktowane powaznie. Jestem przekonany, ze Kaczynski nie zaprzestaje swojej destrukcyjnej akcji bo nie o meritum w tym wszystkim chodzi, on chce dotrzec do emocji i prostych odczuc, do ludzi ktorych jedyna motywacja jest podejrzliwosc i nieufnosc do rzadu, do tych ktorzy nie mysla, ale wiedza na pewno, ze Ruskim ufac nie mozna.No i oczywiscie JKaczynski w ten sposob chce budowac mitologiczna postac swego brata, chce przekonac Polakow (tych ktorzy wczesniej tego nie akceptowali, badz nie zauwazali, czyli znakomita wiekszosc), ze LKaczynski byl krysztalowa postacia, wspanialym prezydentem i genialnym prawnikiem, wizjonerem, glownym negocjatorem porozumien gdanskich w szczegolach, bohaterem walk wyzwolenczych spod okupacji sowieckiej generalnie.
Gdyby JKaczynski nie upieral sie tak przy celebracji i martyrologii brata, Lech bylby pamietany jako prezydent, ktory zginal i generalnie byl pozytywny, obecnie wielu Polakow (prawdopodobnie wiekszosc) laczy go z politycznymi manewrami, w wiekszym zakresie niz poprzednio kwestionowane sa jego zaslugi, dociekana i ustalana jego podrzedna rola w strajkach w Gdansku.
Prawnicy w Polsce wiedza, ze LKaczynski nie byl wybitnym prawnikiem i nie zaslynal zadnymi naukowymi opracowaniami. Na internecie nie mozna znalezc zadnych jego publikacji i nikt sie na nie nie powoluje, nie sa dostepne nawet jego praca doktorska i habilitacyjna, co sugeruje ze nie byly one w zadnym stopniu przelomowe, nie zachowaly sie zadne wspomnienia (poza bardzo ogolnymi braterskimi) z ktorych by wynikalo, ze byl uznawany w srodowisku jako ktos z wiedza.Twierdzenie JK ze byl on "doskonalym prawnikiem" jest tworzeniem mitu o zmarlym, ktorego nikt nie chce podwazac z przyczyn zupelnie innych niz merytoryczne.
Nie wiem czy udzial LK w strajkach polegal na tym, ze wymyslil cos waznego, ze jako ekspert przekonal strajkujacych do szczegolnych rozwiazan lub ostrzegl ich przed zagrozeniami wynikajacymi z niewlasciwie sformulowanych zapisow prawnych, ale gdyby na tym rzeczywiscie polegal, to czy JKaczynski nie powinien byc bardziej szczegolowy w przypominaniu jego zaslug? Zreszta JK przyznal, ze brat nie mogl tak bardzo sie wlaczac w strajki jak by chcial, bo mial male dziecko i oporna zone, niezaleznie wiec od uwarunkowan i utrudnien byl on rewolucjonista na mniejsza czesc etatu i to jest fakt.
Jezeli rola LKaczynskiego byla tak niezwykla i tak tragiczna jak twierdzi jego brat, to czy z uwagi na konflikt opinii w tym zakresie nie byloby czyms naturalnym zeby decyzje w sprawie krzyza, pomnika, miejsca pogrzebu podjal narod poprzez uchwale sejmu, lub w formie np referendum? Nie doszlo do tego, bo wiekszosc Polakow nie zyczyla sobie, ale dlaczego PIS w ramach dostepnych, demokratycznych struktur nie powolal formalnej grupy budowy pomnika, ktora dzialajac zgodnie z przepisami przedlozylaby stosownym organom do zatwierdzenia projekt pomnika, zapewnilaby jego finansowanie, uzgodnila miejsce? Z tego co wiem powstal komitet pod przewodnictwem matki obu braci, ale nie jest on w zaden sposob aktywny, nie prowadzi rozmow - uzgodnien, nie przedstawia propozycji, nie rozwaza niczego. Czy rzeczywiscie chodzi im o postawienie pomnika czy tylko o polityczne manewry?
Gdy po raz pierwszy uslyszalem o decyzji pochowania malzenstwa Kaczynskich na Wawelu pomyslalem, ze narod zostal wymanewrowany i nie przystoi teraz tego kwestionowac. Nie zgadzalem sie wowczas z protestami Wajdy, sadzilem ze to on przesadzil, ze “nad trumna” nie powinien sie tak zachowywac. Obecnie jednak sadze, ze to Wajda mial racje, polozenie LKaczynskiego obok Pilsudskiego jest przykrym zgrzytem, jest fopaux wobec Pilsudskiego. Czy ktos rozsadny, ktos z minimalna wiedza historyczna, moze uczciwie powiedziec, ze bohater lezy obok bohatera, ze rola Pilsudskiego i LKaczynskiego w odzyskiwaniu niepodleglosci przez Polske byla porownywalna lub podobna? A obecnosc Kaczynskich na Wawelu, miejscu spoczynku krolow polskich, wsrod nich, czy nie jest skandalem? Czy nie jest to w jakis sposob porownywalne z ewentualnym pochowaniem na Wawelu np Gierka, czy Gomulki, ludzi bez zaslug, ale ktorzy byliby w stanie to przeforsowac i lezeliby tam bo mogli? (ktos przeciez mogl wykazywac, ze jakies zalugi oni mieli, na szczescie komunistom nie przyszlo nawet do glowy tego typu deprecjonowanie narodowych symboli).
Jest nieuczciwoscia angazowanie przez JKaczynskiego calego potencjalu politycznej partii do walki o dobre imie i slawe swojej rodziny, on jest bezposrednio zainteresowany wynikiem tej walki i oczywiscie nie jest bezstronny. Nie potrafie zrozumiec jak ludzie z PIS daja sie wciagac w przepychanki majace wylacznie na celu zaspokajanie osobistych ambicji JK. Czy oni sobie nie zdaja sprawy, ze nawet jesli uda im sie w drodze rozroby i zamieszania zdetronizowac PO, to przy okazji rozwala demokracje, na ktora tak chetnie sie powoluja? Czy nie jest to dla nich oczywiste, ze partia polityczna nie powinna sluzyc prywatnym interesom, nawet najbardziej zasluzonych jej czlonkow, bo wowczas staje sie mafia? Czy nikomu nie przychodzi do glowy, ze te wielomilionowe dotacje od podatnikow jakie partie polityczne uzyskuja nie powinny byc przeznaczane na megalomanskie aspiracje ich wodzow?
Widze olbrzymia szkodliwosc w postepowaniu JKaczynskiego i jego poplecznikow. W sytuacji gdy sa najwieksza (faktycznie jedyna) partia opozycyjna, gdy powinni kontrolowac i rozliczac partie rzadzaca, swoim postepowaniem zniechecaja do siebie wieksza czesc spoleczenstwa i efektywnie pozbawiaja sie jakiejkolwiek kontroli.PIS wdaje sie w personalne przepychanki bedac kierowany megalomania jej szefa, ale nie wywiazuje sie z obowiazku skutecznej kontroli rzadzacych. W aferze hazardowej przegrali na wlasne zyczenie (wprowadzajac do komisji ludzi nieprzygotowanych i o niewielkiej inteligencji), nie kwestionowali powolania bankruta Czumy na Ministra Sprawiedliwosci co bylo ewenementem na skale swiatowa (w zadnej demokracji bankrut nie moze byc ministrem, bo nie jest to czlowiek publicznego zaufania), gdziekolwiek mieli racje nie potrafili jej przeforsowac, bo nie byli w stanie spowodowac presji spolecznej, bo nikt nie traktowal ich powaznie.
Kaczynski przedstawia sie jako obronca demokracji, ale wyprowadzajac tlumy na ulice dla zalatwienia swoich prywatnych spraw doprowadza do obnizenia jej autorytetu, do erozji demokratycznych struktur. Czy rzeczywiscie demokracja ma polegac na tym, ze grupa kilkudziesieciu ludzi z ulicy (nawet zakladajac ich dobra wole, apolitycznosc i rzetelnosc) ma prawo narzucic calemu spoleczenstwu, ze krzyz ma stanac na srodku ulicy przed palacem prezydenckim i byc miejscem spotkan tych kilkudziesieciu zalobnikow, plus ewentualnie jeszcze kilku tysiecy innych bardziej lub mniej przypadkowych? Czy inni ludzie nie maja w tej sprawie nic do powiedzenia?
Problem wiec w tym, ze tego typu dzialania sa szkodliwe, niszcza zaufanie ludzi do wartosci, ktorych JKaczynski rzekomo chce bronic, podwazaja te wartosci.
Komentarze
Pokaż komentarze (7)