Od jakiegos czasu w srodkach masowego przeakazu przyjelo sie uzywanie terminu “socjotechniki” w bardzo negatywnym, wrecz pejoratywnym znaczeniu. Nie wiem kto to wymyslil ale wiem, ze z upodobaniem w ten sposob wlasnie uzywa terminu sam prezes, JK (ostatni cytat gdy apelowal o jej odrzucenie - “socjotechnika, ten sposob rzadzenia zostal odrzucony z calym zdecydowaniem, jednoznacznie i bez zadnych unikow”).
Nie dziwilbym sie roznym dziennikarzom, reporterom, blogowiczom, ale od JK chialbym spodziewac sie wiecej. Przeciez, w przeciwienstwie do Komorowskiego, on pochodzi z “tych” Kaczynskich, jest doktorem prawa, mial wyksztalconego brata i madrych rodzicow, wychowal sie na Zoliborzu, on powinien wiedziec. Dlaczego on chce odrzucac socjotechniki?
Uzywanie terminu “socjotechniki” bez kwalifikujacych okreslen o jakie socjotechniki chodzi jest taka mowa trawa, wynika chyba z checi pokazania ciemnemu narodowi ze zna sie slowa. Z tego co wiem nikt nie kwestionowal ze JK zna slowa, problemem jest jak ich uzywa i co chce nimi przekazac.
JK zapowiedzial ze nie poda juz reki BKomorowskiemu, sugerujac ze tamtemu bedzie z tego powodu przykro ale ze w gruncie rzeczy jest on sam sobie winien. Na pogrzebie pana Rosiaka poszedl on jednak znacznie dalej, nie uklonil sie nawet, badz co badz urzedujacemu prezydentowi, udal ze go nie zna. On go chyba rzeczywiscie nienawidzi, moze nawet obwinia, ze mu brata zamordowal, niewatpliwie ma mu za zle, ze wybory wygral mimo, ze nie powinien. Nie mogac sie jednak ciagle wyglupiac z paranoicznymi podejrzeniami, JK oficjalnie tlumaczy swoja niechec /nienawisc wypowiedziana przez Komorowskiego fraza “jaki prezydent taki zamach”, ktora JK uznal za mowe nienawisci i wykluczania, zdecydowal sie nawet nawiazac do niej w Deklaracji Lodzkiej. Ciagle go to boli, byc moze teraz nawet bardziej, bo nie jest juz na prochach bol usmierzajacych.
Jak to sie stalo ze drobny zart, ironia, byc moze lekcewazenie urosly do rangi nienawisci? I kto tu kogo nienawidzi?
Na pogrzebie JK wypowiedzial zdanie ktore zafrapowalo mnie swoim skomplikowaniem i brakiem logiki “Można było iść inną drogą, która tego społecznego bólu przysporzyłaby mniej, a przysporzywałaby więcej narodowych sukcesów. Ta droga została zakwestionowana przez dawną naszą formację, potem przez PiS. I może to było przyczyną tego wybuchu”.
Czy jest ktos w stanie wytlumaczyc o co mu tam rzeczywiscie chodzilo?
-Jak moze droga przysporzyc bolu? (jesli ktos idzie droga i go boli, to czy jest to spowodowane przez droge?)
-Ktora droga zostala zakwestionowana przez PIS, ta z mniejsza iloscia bolu i wieksza iloscia sukcesu, czy jakas inna, nieokreslona droga?
-O jakiej dawnej “naszej” formacji ktora nie byla PISem mowil JK?
-Czy przyczyna tego wybuchu (jakiego?) bylo zakwestionowanie drogi przez PIS i wczesniejsza formacje (to po co bylo kwestionowac skoro doprowadzilo to do wybuchu) czy odwrotnie, zakwestionowanie drogi bylo wynikiem wybuchu?
Ktos kiedys przekonywal mnie ze JK jest wspanialym mowca i potrafi mowic bez przygotowania, nie czyta z kartki tak jak nasi przywodcy w czasach komuny czytali. Dla mnie brak przygotowania JK do uroczystosci pogrzebowych, nieprzemyslenie wypowiadanych tresci swiadczyly o jego lekcewazeniu osob do ktorych sie zwracal. Niestety nie bylo to jego zaluga, ze nie czytal z kartki, mysle ze jednak powinien.
Komentarze
Pokaż komentarze (5)