8 obserwujących
70 notek
30k odsłon
  80   2

PRAWO HUMANITARNE À LA ŁAWROW

„Działania polskich służb skrytykował szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow. - Zachowanie strony polskiej jest absolutnie nie do zaakceptowania. Myślę, że gaz łzawiący, armatki wodne, strzelanie nad głowami imigrantów w stronę Białorusi - to wszystko odzwierciedla próbę ukrycia swoich działań. Nie mogą oni nie rozumieć, że naruszają wszelkie normy międzynarodowego prawa humanitarnego - ocenia rosyjski minister”.

Oto wypowiedź ministra spraw zagranicznych Rosji na temat bandyckiego najazdu na granice Polski, bo jak inaczej nazwać to, co dzieje się z terytorium sąsiedniego państwa przeciwko Polsce przy otwartej kurtynie i przy czynnym udziale tegoż państwa?

Czy Rosja ma prawo zabierać w tej sprawie głos? Już pomijając to, czym ta Rosja się wsławiła na przestrzeni historii, także tej najnowszej, należy w to wątpić. Mam na myśli tylko przestępstwa przeciwko Polsce i polskim obywatelom. O wiele bardziej była ona nieludzka wobec własnych ludzi. W 1939 r. dokonując najzwyklejszej i w wyjątkowo podły sposób dokonanej napaści na Polskę i aneksji w najtrudniejszej dla niej chwili 52 % jej terytorium, nazwała to cynicznie wyzwalaniem narodu białoruskiego i ukraińskiego, nie bacząc na to, że na Ukrainie walały się jeszcze tu i ówdzie szkielety zamordowanych przez Rosję sztucznie wywołanym głodem chłopów. Kto wtedy zapraszał Rosję w granice Polski, pod jakie prawo humanitarne podpadało wywożenie w siarczysty mróz Polaków do Kazachstanu i na Syberię? Pan Ławrow powie, że to robił Związek Sowiecki. I owszem, tylko czym różni się imperialna polityka obecnej Rosji od tamtej? Tym, że wtedy powoływano się na rewolucję proletariacką, a dziś? Wystarczyło wrócić do polityki caratu nigdy nie nasyconego w sięganiu po cudze. Oświadczenie Ławrowa to coś tak cynicznego, że deklaracje Hitlera przy tym bledną.

Gdyby na granice Rosji parły brutalnie watahy, jak to się dzieje dziś w Polsce, to z pewnością nie gazem pieprzowym i armatką wodną by walczono, ale zgoła inną bronią. I prawdę mówiąc, to co dziś wyczynia Łukaszenka na polskiej granicy z tymi w istocie zagubionymi i uwiedzionymi ludźmi także zasługiwałoby na bardziej zdecydowany odpór. Ale właśnie taka gadanina wprost bezwstydna, jaką uprawia dyplomacja Łukaszenki i Putina, podsycając groźne nie tyko dla Polski ale dla całej Unii wybryki, ma na celu wywołanie sytuacji, w której krokodylowe łzy wylewane rzekomo ze współczucia dla cierpiących ludzi sprowadzają właśnie na nich nieszczęście, którego rozmiarów oni sami jeszcze nie pojmują. Oni może nie pojmują, ale Rosja i Białoruś działają z premedytacją, dlatego dyplomacja, jaką uprawiają czołowe państwa Unii Europejskiej z Łukaszenką i Putinem, przypomina Chamberlaina wymachującego świstkiem papieru po powrocie od Hitlera.

Nie można też zamykać oczu na rozmazaną politykę Brukseli, która podobnie jak w 1938 r. dyplomacja zachodnia, działa tylko po to, by sobie zawiesić listek figowy. Granicę wschodnią Polski atakują dziś nieproszeni przybysze, których Europa zachodnia także już nie chce, gdyż ma ich już aż nadto wielu. Ale ta zachodnia Europa słownie popiera Polskę, a z Rosją i Białorusią rozmawia tak, by tamtych, broń Boże, nie urazić. A nie jest wykluczone, czy w odpowiednim momencie różni Verhofstadty i inni nawiedzeni nie ruszą przeciw Polsce zachęceni przez jej rodzimą V kolumnę z retoryką w stylu pani Ochojskiej czy pana Halickiego. Po prostu trzeba powiedzieć jasno, że mętna woda na granicy polsko-białoruskiej, to jakże dogodne łowicko dla wszelkiego rodzaju gęgaczy, których ani ziębi ani parzy los ludzi wykorzystanych przez polityczny bandytyzm, a jedyne co ich obchodzi, to wybieranie z tej mętnej wody tego, co im potrzebne i tym, którzy ich najęli. Ohydne. A w dodatku my znamy to, a przynajmniej powinniśmy to znać, z naszej bolesnej historii. „Miłośnicy humanitaryzmu” w naszej V kolumnie, jeśli brak im wstydu, to niech się postarają choćby o odrobinę zdrowego rozsądku i instynktu samozachowawczego. Ani Putin ani Łukaszenka ich nie ochronią, bo głupota, małoduszność, sprzedajność nie są w cenie nawet u tych, którym przynoszą zyski. A ci, którzy w Strasburgu gardłują, by okradać Polskę (bo czymże innym jest zabieranie należnych jej funduszy?) powinni sami pójść nad Bug i bronić swoich bambetli, bo to one są zagrożone, ich zboczona i perwersyjna gejolesbo wiara jest zagrożona. Nie Polska, bo cóż stałoby na przeszkodzie, by tych kilkanaście tysięcy atakujących jej granice przewieść za Odrę? Warto więc, by różni humanitarni dzieciobójcy zaczęli myśleć głową, o ile ona jeszcze czynić to jest w stanie.

Unia Europejska chce być superpaństwem, kwestionuje suwerenność należną każdemu z jej członków, ale kiedy pojawia się zamęt, jak ten obecny na białoruskiej granicy, wtedy, rzecz jasna, Polska jest jedyną siłą, która ma rzecz załatwić. Wtedy akceptowana jest suwerenność. Europa schodzi na psy i w tym tkwi cały jej problem.

A pro memoria to co niżej:

„Jacek Saryusz-Wolski na antenie TV Republika przestrzegł jednak przed "uśpieniem" wyrazami sympatii.

- Polska zyskuje sympatię, ale nie jest tak dobrze, jak chcielibyśmy to widzieć, że wszyscy nas popierają i wszyscy nam dobrze życzą. Oni chcą Polski słabej, która nie wpuści [imigrantów] do nich, a wpuści do siebie i będzie nadal podatna na szantaż i presję. (...) Ostrzegam, żeby nie być uśpionym tymi wyrazami sympatii. Gdy się poczyta więcej, np. Olafa Scholza dla "Der Spiegel", to mówią "za to was chwalimy, za to was ganimy", kij i marchewka.”

https://niepoprawni.pl/blog/zygmunt-zielinski/prawo-humanitarne-a-la-lawrow

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale