0 obserwujących
344 notki
251k odsłon
  335   0

ŻYCIE W SZAFIE LESIAKA

Pułkownik Lesiak po opuszczeniu gmachu sądu.
Pułkownik Lesiak po opuszczeniu gmachu sądu.

 

Podobno w trwającym procesie w sprawie tzw.inwigilacji prawicy jedynym oskarżonym jest emerytowany płk.Lesiak. W dokumentach zespołu Lesiaka są stwierdzenia o działaniu na polecenie kierownictwa UOP ale innych osób się nie oskarża. Charakterystyczne, że dzisiejszy poziom inwigilacji pod rządami Donalda Tuska przewyższa to co wyprawiano wtedy.
            Pierwszym realnym zagrożeniem dla obozu okrągłego stołu była powstanie Porozumienia Centrum – formacji jednoznacznie antykomunistycznej zbudowanej na kampanii prezydenckiej Lecha Wałęsy. Dziwnym trafem pół roku po pierwszym kongresie PC zaczął targać ostry konflikt wewnętrzny. Rozłam w PC ustanowił standardy dominujące na prawicy w latach 90-tych – podział solidarnościowego ruchu ludowego, kawałkowanie centrum pomiędzy Unią Demokratyczną a PC. Polska scenę polityczną dobiła lansowana przez kontraktowy Sejm a zaakceptowana przez Prezydenta RP Lecha Wałęsę ordynacja wyborcza bez progów i promująca małe ugrupowania. Wielkim sukcesem przeciwników prawicy (w tym zespołu płk.Lesiaka) było wypadnięcie z Sejmu RP w wyniku podziałów ugrupowań centroprawicowych w wyborach 1993 r. Natomiast nie powiodła się próba zmonopolizowania prawicy przez środowiska wasalne wobec układów dawnych służb specjalnych chociaż lansowano BBWR, pewne nurty w AWS czy PO.
Z dokumentacji wynika, że rozłam w Ruchu dla Rzeczypospolitej nie był wynikiem konfliktowości liderów ale ingerencja agentów UOP. Nie bez znaczenia były także operacje wzmagające rywalizację pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim a Janem Olszewskim. Mimo deklaracji o współpracy a nawet rezygnacji z kandydowania lidera PC. RdR dobiło opuszczenie przez większość członków klubu parlamentarnego na rzecz PC. Późniejszy konflikt na zjeździe RdR i unieważnienie wyboru Romualda Szeremietiewa na przewodniczącego partii przez sąd dopełniły klęski. Po dwóch latach Ruch Odbudowy Polski premier Jan Olszewski budował w dużej mierze na nowych ludziach.
Takich operacji pewnie było więcej – np. Janusz Korwin-Mikke opisywał próbę przejęcia UPR przez grupę Jarugi. W tym kontekście warto spojrzeć inaczej na przynajmniej niektóre rozłamy w PiS. Operacja PJN była w sposób niemal urzędowy firmowana przez wicepremiera Grzegorza Schetynę a nowy podmiot intensywnie lansowany w mediach lewicowo-liberalnych. Na wsparcie mogli liczyć Kazimierz Marcinkiewicz (bank i doradztwo w firmie otrzymującej intratne kontrakty)  czy Radosław Sikorski pod warunkiem atakowania braci Kaczyńskich i Antoniego Macierewicza. Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry początkowo ograniczała się do przejęcia grupy najbardziej konserwatywnych wyborców i rozmontowania sojuszu wyborców katolickich i antykomunistycznych umożliwiający rywalizację o zwycięstwo z obozem postkomunistycznym w liberalnej szacie.
Lata 1992 i 1993 r. to czas tajemniczych włamań do siedzib partii politycznych, przebijania opon lub uszkadzania instalacji w samochodach. Ofiarami padali m.in. Jarosław Kaczyński, Jacek Kurski, Jan Olszewski czy Jan Parys. Informacje o „nieznanych sprawcach” były wyśmiewane przez media głównego nurtu oraz polityków Unii Demokratycznej.  Ujawnienie przez Jarosława Kaczyńskiego istnienia Instrukcji nr 0015 w Urzędzie Ochrony Państwa wywołało szok i właściwe reakcje ze strony ówczesnych parlamentarzystów i części dziennikarzy. Dzisiaj inwigilacja opozycji czy określanie jej mianem ugrupowań antypaństwowych nie wywołują zbytniego zainteresowania opinii publicznej.
Poseł PiS Marcin Mastalerek na blogu wykazuje, że polskie służby specjalne pod względem inwigilacji obywateli zajmują pierwsze miejsce. Według danych, jakie zdobyła fundacja Panoptykon w 2011 r. prawie dwa miliony razy, dokładnie jeden milion 850 tysięcy razy polskie służby specjalne, policja, prokuratura sięgały po nasze billingi (do kogo dzwoniliśmy, wysyłaliśmy smsy), po informacje w jakich miejscach logowały się nasze telefony, a nawet jakie strony internetowe odwiedzaliśmy. W ubiegłym roku sięgano po nasze dane telekomunikacyjne prawie pół miliona razy więcej niż w 2010 r. Zaś w porównaniu z rokiem 2009 aż o 800 tys. razy więcej. Przy takiej dynamice wzrostu prawie pewne jest, że w obecnym roku liczba ta przekroczy dwa miliony.
            Obawiam się, że pod rządami Donalda Tuska fachowcy w rodzaju płk.Lesiaka dalej pracują nad rozbijaniem ugrupowań „antypaństwowych”.
Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale