W „Roku 1984” George’a Orwella obywatel Winston Smith wyczytał w zakazanej księdze Goldsteina, że ignorancja to siła. Przejawy radykalnie rosnącej ignorancji kierownictwa PO właśnie obserwujemy. Sytuację mogą uratować tylko rozporządzenia lub jeszcze lepiej dekrety.
Ignorancja polityków na rzeczywistość przejawia się zwykle w deklaracjach zaraz po wygranych wyborach jak to będą rządzić przynajmniej dwie kadencje. Zawsze znaleźli się usłużni publicyści podbijający bębenka zwycięzcom ostatniego starcia. Takie deklaracje wygłaszali politycy SLD po wyborach 2001 r., wcześniej niektórzy liderzy AWS w 1997 r. Na syndrom drugiej kadencji zwykle chorowali politycy z resortu spraw wewnętrznych i administracji. Ta przyjemność wydawania poleceń podległym tysiącom urzędników i naiwne przekonanie o natychmiastowej realizacji w każdym powiecie upajała i wywoływała wielki odlot od rzeczywistości.
Świetny marketingowiec prezes TVP Andrzej Urbański w wywiadzie dla „Dziennika” zarzucił PO planowanie impeachmentu Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Można to potraktować jako kolejny wakacyjny news dnia gdyby nie kilka wcześniejszych zachowań i wypowiedzi liderów PO. Po pierwsze cała ta chamska antyprezydencka kampania Janusza Palikota za którą nie został ukarany. Testowanie poziomu tolerancji mediów na kłamstwo i chamstwo wobec urzędującego prezydenta to element przygotowania kampanii wyborczej Donalda Tuska. W instrukcjach medialnych zalecano dezawuowanie prezydenta w najbardziej oderwanych od faktów wypowiedziach.
Gdy kompletnie skompromitowany zetafon Kazimierz Marcinkiewicz naopowiadał cudów jak to miano go podsłuchiwać na polecenie Prezydenta RP tylko dwaj politycy (ale bardzo wpływowi) ministrowie uznali, że sprawa jest warta zbadania. Byli to wicepremier i MSWiA Grzegorz Schetyna i minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. Wicepremier ma już całą drużynę wychowanków do populistycznych ataków na prezydenta – z posłem Karpiniukiem na czele. Oficjalnie weta prezydenta to wygodny argument do kontynuacji nieróbstwa przez obecny rząd – zawsze lepiej pograć w piłkę niż męczyć się z jakimiś ustawami. Jednak parę ważnych spraw poległo – np. możliwość wyższych dochodów dla zarządzających podmiotami publicznymi dzięki zniesieniu ustawy kominowej.
Wicepremier Grzegorz Schetyna w ramach walki z przeciwnikami wewnętrznymi posługiwał się już radnymi sejmików z LPR i Samoobrony. Zawsze prowadził rozgrywki wewnętrzne i odnosił tutaj największe sukcesy. W momencie gdy jest coś realnego do podzielenia walka na odcinku wewnętrznym będzie się zaostrzać. Zgodnie ze swoim postrzeganiem rzeczywistości będzie usiłował maksymalnie dużą przestrzeń umeblować i poustawiać. I to co stoi na drodze do podporządkowania świata (np.prezydent RP czy konstytucja) ma pecha i ulegnie zniszczeniu. Czy pokusa pełnej i nieograniczonej władzy poniesie polityków PO za daleko ? Już w kampanii zwalczania instytucji publicznych niepodporządkowanych liberalnym populistom (media publiczne, NIK, rzecznik praw dziecka, prezydent) PO zaszłą znacznie dalej niż poprzednicy. Testowana jest wytrzymałość opinii publicznej na rozciąganie granic debaty i naruszania prawa. Kolejne tabu są przekraczane i na razie nie zaowocowało to katastrofalnym spadkiem poparcia dla PO.
Dekret premiera Donalda Tuska o ogłoszeniu Drugiej Irlandii miałby taką samą wartość jak uchwały Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR w sprawie wysokości cen żywca. Ale najwyraźniej ci politycy wierzą w sprawcza moc słów oraz, że słowa zastępują czyny. Platformiarzom warto przypomnieć losy formacji postkomunistycznej. W 1995 r. po drugim zwycięstwie wyborczym wydawało się, że mają wszystko. W 2001 po rozgromieniu AWS i posiadaniu rezerwy z Samoobrony przy jednoczesnej wyrównanej konkurencji LPR i PiS wydawało się, że postkomunizm jest niczym niezagrożony. Jednak i te nadzieje okazały się złudne. PO nie ma ułamku takich kart jakie wtedy posiadali postkomuniści.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)