Papista Papista
122
BLOG

"Duch demokratycznego kapitalizmu" Michaela Novaka w świetle spo

Papista Papista Kultura Obserwuj notkę 0

Michael Novak

Michael Novak jest amerykańskim filozofem katolickim, a zarazem pisarzem politycznym. Novak jest autorem dwudziestu pięciu książek, głównie dotyczących filozofii i teologii kultury, najbardziej znanym jego dziełem jest jednak wydany po raz pierwszy w 1982 roku „Duch demokratycznego kapitalizmu” – moja praca będzie próbą zrecenzowania tej właśnie pozycji.

Novak odznaczył się nie tylko jako pisarz, był również dyplomatą. Pełnił funkcję ambasadora USA przy Komisji Praw Człowieka Narodów Zjednoczonych, a potem przy KBWE. Był także dziennikarzem – korespondentem National Catholic Reporter na drugiej sesji Soboru Watykańskiego II. Novak jest także autorem dwóch powieści.

Michael Novak jest osobą niezwykle ciekawą na tle ruchu neokonserwatywnego, do którego się zalicza. W ruchu tym dominują bowiem Żydzi – tak wyznawcy judaizmu, jak i niewierzący – oraz protestanci różnych denominacji. Novak jest, podobnie jak choćby George Weigel czy John Richard Neuhas, neokonserwatystą i katolikiem zarazem.

Powstanie ruchu neokonserwatywnego powszechnie wiązane jest z przejściem grupy działaczy i intelektualistów z Partii Demokratycznej w szeregi Republikanów, spowodowane ich (zasadniczo mającym oparcie w rzeczywistości) przeświadczeniem, że Demokraci odeszli zanadto od bliskich tej grupie ideałów i że pewniejszą ich strażniczką będzie Grand Old Party. Michael Novak w tej zmianie powiązań partyjnych uczestniczył – był jedną z czołowych postaci Koalicji na rzecz Większości Demokratycznej (Coalition for a Democratic Majority) – wewnętrznej platformy w łonie Partii Demokratycznej, która sprzeciwiała się zmianom zachodzącym w tej formacji, których wyrazem była nominacja prezydencka dla lewicującego George’a Mc Governa. W szeregach CDM Novak współdziałał zresztą z wieloma przyszłymi koryfeuszami neokonserwatyzmu. Za czasów prezydentury Reagana Novak był już w obozie republikańskim.

Spróbujmy opisać opiewany przez Novaka demokratyczny kapitalizm, a ponieważ autor ten jest katolikiem zastanówmy się też, czy propagowana przezeń wizja ma swoje odzwierciedlenie w społecznej nauce Kościoła.

Czym jest demokratyczny kapitalizm? Po lekturze książki stwierdzić można, że pod tym terminem kryje się ustrój panujący w Stanach Zjednoczonych, a także w krajach Europy Zachodniej i np. w Japonii, wydaje się jednak, że model amerykański jest dla Novaka wzorcowym wariantem demokratycznego kapitalizmu. Widać wyraźnie, że dla autora taki sposób urządzenia państwa jest – może nie idealny – ale najlepszy z istniejących. Praca jawi się jako jedno wielkie wyznanie wiary w demokratyczny kapitalizm. Momentami czytelnik może zacząć zadawać sobie pytanie, czy Novak w większym stopniu jest katolikiem czy też demokratycznym kapitalistą.

Pierwszym, co uderza przy lekturze Ducha demokratycznego kapitalizmu jest wpływ, jaki na Novaka wywarły tezy Maxa Webera. Wprawdzie autor przyznaje, że „weberowska koncepcja kapitalizmu zawiera szereg nieścisłości” , jednak nie zmienia to faktu, iż to właśnie ona stała się punktem wyjścia do rozważań na temat demokratycznego kapitalizmu. Weber zakładał, iż szczególny wpływ na powstanie tego, co Novak nazywa demokratycznym kapitalizmem miała mentalność protestancka, w szczególności zaś protestancka etyka pracy. Nie jest to teza bezdyskusyjna, historycy gospodarki nie zawsze mają pewność, czy kapitalizm faktycznie najlepiej rozwijał się w państwach, w których zwyciężyła reformacja i czy rozwijał się wyłącznie w nich. Novak przechodzi jednak nad tą tezą do porządku dziennego.

Autor krytykuje też papieży od Leona XIII do Piusa XII ze względu na ich zbyt krytyczne – jego zdaniem – spojrzenie na „liberalne, pluralistyczne społeczeństwa typu brytyjskiego czy amerykańskiego”. Dla pewnej części czytelników, do których osobiście się zaliczam, może to mieć daleko idące konsekwencje dla odbioru pracy Novaka i porównania zawartych w niej tez do treści społecznego nauczania Kościoła. Za pontyfikatów tychże papieży powstały bowiem zręby tego nauczania, ba – okres ich panowania na Stolicy Piotrowej jest wręcz epoką rozwoju katolickiej nauki społecznej, czasem kiedy nabrała ona kształtu. Novak dystansując się od poglądów tych papieży na ład panujący w społeczeństwie, niejako odcina się od treści ich nauki społecznej. Wprawdzie nie dla każdego czytelnika musi mieć to jakiekolwiek znaczenie, ale biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z książką autorstwa katolika, stosującego w dodatku od czasu do czasu w swej argumentacji nawiązania do nauczania Kościoła, jest to dość przykry symptom. Poza tym, mogą zrodzić się bowiem podejrzenia, że Michael Novak nie rozumie, bądź co gorsza – nie chce zrozumieć, jaki jest cel misji Kościoła w doczesnym świecie. Celem tym jest ewangelizacja, umożliwienie ludziom zbawienia, nie zaś wiązanie się z określonym nurtem politycznym czy też propagowanie jakiegoś konkretnego pakietu rozwiązań polityczno – prawno – ekonomicznych. Novak natomiast wyraźnie żałuje, że Kościół katolicki nie propaguje explicite demokratycznego kapitalizmu i wydaje się być człowiekiem posiadającym poczucie pewnej misji. Misją ta jest zmiana stanu umysłów katolików – tak świeckich, jak i zapewne hierarchów kościelnych – i uświadomienie im, czym jest demokratyczny kapitalizm. Kiedy już dowiedzą się oni, czym on jest, bez wątpienia zaczną go propagować – jakże bowiem można nie propagować tak wyśmienitego systemu rozwiązań, kiedy już się go pozna – zdaje się rozumować Novak.

Zresztą inspiracje intelektualne Michaela Novak są dość nietypowe jak na myśliciela katolickiego. Wydaje się, że większą estymą od papieskich encyklik czy też rozważań filozofów związanych z Kościołem darzy on prace klasyków myśli liberalnej – nie tylko zresztą ekonomicznej – jak Adam Smith , ale też filozoficznej, pokroju Johna Locke’a.

Michael Novak jest piewcą pluralizmu w życiu społecznym. Choć sam jest katolikiem, opowiada się za współistnieniem rozmaitych, nieraz ze sobą sprzecznych światopoglądów i stylów życia. Chociaż można z dużą dozą prawdopodobieństwa domniemywać, że Novak za najlepszy, tak ze względów obiektywnych (nadzieja na zbawienie), jak i subiektywnych (korzystny wpływ na życie jednostki w zbiorowości) uznaje życie oparte na wartościach religijnych, opowiada się stanowczo przeciw wspieraniu przez państwo jakiegokolwiek stylu życia opartego na konkretnych wartościach, bowiem może to naruszać ten jakże pożądany pluralizm. Moim zdaniem jest to trochę na bakier z nauczaniem Kościoła, którego Novak jest członkiem, a które głosi, że społecznym obowiązkiem katolików jest działanie na rzecz pewnych wartości, umacnianie ich w życiu publicznym. Typowe dla stanowiska katolickiego jest bowiem wypełnienie sfery publicznej pewną treścią aksjologiczną. W koncepcji Novaka jest to po prostu niemożliwe, ba - dla tego neokonserwatysty jest to po prostu bezcelowe, przypuszczam nawet, że nad tą stroną tego zagadnienia się po prostu nie zastanawiał, gdyż jego optyka jest jak najdalsza od tego rodzaju niuansów. Moim zdaniem na takie stanowisko autora wpłynął jego wielki optymizm, optymizm graniczący wręcz z naiwnością. Novak wydaje się być tak przekonany o zaletach zarówno demokratycznego kapitalizmu, jak i życia opartego na wartościach religijnych, że wszelkie działania w celu ich umocnienia uznaje za praktycznie bezcelowe i po prostu niepotrzebne. Promowanie go w żaden sposób osobom wierzącym nie pomoże - bo i pomóc już nie ma w zasadzie jak - a może tylko zaszkodzić osobom wyznającym inne systemy wartości. Tak jak system instytucji demokratycznego kapitalizmu będzie działał niezawodnie – bo kto to widział, żeby w tak doskonałym systemie mogły istnieć jakieś wady tak i styl życia oparty na pewnych wartościach doskonale da sobie radę sam, bez żadnej pomocy i stymulacji, bo jest po prostu najlepszy. Widać tu bardzo wyraźnie, jak Novak zapatrzony jest w system amerykański, że to właśnie on jest systemem tak przez niego opiewanym. W Stanach Zjednoczonych istnieje konstytucyjny rozdział Kościołów od państwa, a zarazem religia ma się w tym kraju znakomicie. Amerykanocentryzm Novaka jest jednak pewnym mankamentem jego pracy. Odbiera bowiem jego koncepcji, z czego sam autor najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, wymiar uniwersalistyczny. Opisane i umiłowane przez Novaka warunki amerykańskie znacznie różnią się niekiedy od tych, panujących w innych częściach świata. Spójrzmy choćby na Europę Zachodnią, która wszak dla autora również zalicza się do strefy demokratycznego kapitalizmu. Przede wszystkim europejski rozdział Kościoła od państwa znacznie różni się od amerykańskiego. Również religijności (czy właściwie jej braku) mieszkańców Europy Zachodniej nie sposób porównać z religijnością Amerykanów. Nie jestem pewien, czy Novak zdaje sobie z tego sprawę. O tym, czy porównując swe koncepcje, które znajdują co prawda odzwierciedlenie w rzeczywistości, ale jedynie w warunkach amerykańskich, ze stanem rzeczy panującym w Europie, zmieniłby swój pogląd dotyczący niewspierania w żaden sposób żadnego systemu wartości, możemy tylko domniemywać. Ja, po zapoznaniu się ze sposobem myślenia zawartym w Duchu demokratycznego kapitalizmu, szczerze w to wątpię. Przypuszczam, że Novak doradziłby raczej Europejczykom, by zmienili swe urządzenia społeczne na takie, które bliższe byłyby amerykańskim i uznałby, że to rozwiązałoby cały kłopot.

Zaznaczyć jednak należy, że Novak wcale nie jest utopistą, a przynajmniej za takiego się nie uważa. Choć uznaje demokratyczny kapitalizm za najlepszy z istniejących ustrojów, nie uważa go za ustrój idealny. Otwarcie stwierdza, że ustrój ten nie zlikwiduje w człowieku skłonności do grzechu. Zaletą proponowanych przez Novaka rozwiązań jest jednak to, że nie dążąc w jakiś sposób do likwidacji postaw złych(o ile rzecz jasna nie prowadzą bezpośrednio do krzywdy innych ludzi), da wolność działania i możliwość rozwoju ludziom, budującym swe życie w duchu dobra. Zadaniem państwa nie jest ocenianie i sądzenie ludzi (o ile rzecz jasna nie łamią prawa), ale zapewnienie im pewnej przestrzeni, w której będą mogli realizować we życiowe aspiracje. Z tego, jak to czynili rozliczy ich kiedyś Bóg. Novak nie pragnie tworzyć nowego człowieka. Chrześcijaństwo, a Novak jest wszak chrześcijaninem, zakłada wprawdzie uczynienie z każdego z nas nowego człowieka, ale środki do tego musimy stosować praktykując swe życie duchowe. Państwo nie tylko nie ma prawa czynić nas lepszymi, władza po prostu nie jest w stanie uczynić nas lepszymi. Ta dychotomia celów i środków w życiu duchowym i w sferze publicznej jest zgodna ze stanowiskiem Kościoła katolickiego i wcale nie sprzeczna z negowaną przez Michaela Novaka koniecznością wspierania przez działających publicznie katolików określonej aksjologii. Autor jest zagorzałym przeciwnikiem „naprawiania” natury ludzkiej przez władzę, wszelkich koncepcji konstruktywistycznych. Stąd też wynika niechęć Novaka do różnej maści socjalistów. Autor, który w różnych sprawach zdaje się przedkładać rozwiązania amerykańskie nad naukę społeczną Kościoła, do którego należy w sposób bardzo wyraźny kontrastuje tutaj katolickie i materialistyczno-lewicowe koncepcje człowieka i rzeczywistości społecznej. Argumentuje w całkowitej zgodzie z tradycyjnym nauczaniem Kościoła, powielając wręcz argumenty papieży z przełomu XIX i XX wieku, których spuściznę potraktował tak lekceważąco. Niechęć do politycznego konstruktywizmu nadaje myśli Michaela Novaka rys wyraźnie konserwatywny. Demokratyczny kapitalizm nie jest bowiem kolejnym abstrakcyjnym konstruktem intelektualnym. Jest to raczej rodzaj pewnego naturalnego ładu, samoorganizującego się porządku, który istnieje obiektywnie – a zatem można domniemywać, że został nam poniekąd dany przez Boga – i przy którym nie można za bardzo manipulować, bo jest po prostu dobry.
Autentyczny konserwatyzm Novaka widać też, kiedy pisze on o rodzinie . Rodzina jest podstawową komórką społeczną, jest naturalnym środowiskiem bytowania człowieka. Jest to podstawowa wspólnota w życiu każdego z nas, bliższa i ważniejsza od innych. Nasze życie społeczne jest przede wszystkim życiem w rodzinie, w innych wspólnotach partycypujemy o tyle, o ile problemy z którymi chcemy sobie poradzić przerastają zakres możliwości i zainteresowania rodziny. Rodzina jest w zasadzie takim społeczeństwem w mikroskali, to życie w rodzinie uczy nas życia w społeczności i przygotowuje do niego. Takie podejście jest oczywiście całkowicie zgodne ze społeczną nauką Kościoła. Novak krzywi się na nauczanie papieży „od Leona XIII do Piusa XII”, ale gdyby lepiej się z nim zapoznał, zauważyłby, że w sprawach rodziny w zasadzie powiela on jego treść. Doniosłe znaczenie i pierwotność wspólnoty rodzinnej mają także ważki aspekt utylitarny. Prawidłowy rozwój wspólnoty rodzinnej jest niezbędnym warunkiem rozwoju społeczeństwa Jeżeli rodzina funkcjonuje prawidłowo, także w innych wspólnotach jej członkowie będą udzielać się w sposób prawidłowy i korzystny dla siebie i innych. Jeżeli w życiu rodzinnym wystąpią problemy, niewątpliwie przełożą się one na problemy całej społeczności. W tym kontekście niepojęte jest dla mnie stanowisko Novaka głoszące, że państwo nie może wspierać żadnego stylu życia. Państwo powinno wspierać rodzinę, ponieważ leży to w jego dobrze pojętym interesie. Działając na korzyść instytucji rodziny władza przyczynia się do prawidłowego funkcjonowania całej powierzonej sobie społeczności. Novak obawia się zapewne ingerencji rządu w życie rodzinne, nawet w szczytnych intencjach wyplenienia z niego rozmaitych patologii, sądząc, że aplikowane przez władzę lekarstwo doprowadzić może do jeszcze gorszej choroby niż ta, na którą miało być panaceum. Podzielam te wydedukowane przeze mnie obawy amerykańskiego neokonserwatysty w całej rozciągłości, jednak w świetle użytej przezeń w rozważaniach o rodzinie argumentacji, tworzenie przez państwo warunków przyjaznych rodzinie wydaje mi się być wysoce wskazane. Politykę prorodzinną realizować można wszak także w zupełnie inny sposób niż poprzez socjalne rozdawnictwo i narzucanie konkretnej ideologii, które spotkałyby się ze słusznym oburzeniem nie tylko Novaka. Problem w tym, że postulowana przez autora ślepota aksjologiczna władzy uniemożliwić może jakiekolwiek działania w tym kierunku.

Chociaż konserwatyzm i liberalizm w przeszłości były ideologiami skrajnie antagonistycznymi, to w XX wieku okazały się być sojusznikami, a wręcz doszło do pewnej ich syntezy, o czym świadczą najlepiej dokonania premier Thatcher i prezydenta Reagana. U konserwatywnych liberałów zawsze występować będzie jednak pewna wewnętrzna sprzeczność pomiędzy pierwiastkami konserwatywnym i liberalnym. Uniknąć tego można poprzez jasne zdecydowanie się, który z tych pierwiastków jest dla nas ważniejszy i elementy której ideologii powinny wziąć w górę w sytuacji takiego sporu, Wydaje się, że Novak wybrał, sprzeniewierzając się trochę dorobkowi katolickiej nauki społecznej, pierwiastek liberalny. Widać to najdobitniej we fragmentach książki poświęconych wielkim korporacjom. Są to podmioty oskarżane – z widoczną dla prawie każdego przesadą – przez lewicowców o wszystko, co najgorsze, o wszelkie możliwe błędy i wypaczenia kapitalizmu. Nic więc dziwnego, że Novak, jako orędownik wolnego rynku stara się argumenty lewicy obalić. Problem z multikorporacjami jest jednak taki, że faktycznie nie są one organizacjami idealnymi, że są one dotknięte rozmaitymi patologiami, a z ich funkcjonowaniem wiąże się wiele kwestii nieprzyjemnym nawet dla zagorzałych zwolenników systemu kapitalistycznego. Problem z Nowakiem jest natomiast taki, że tego zupełnie nie dostrzega – idealizuje on wielkie korporacje, uważając że są to wzorcowe podmioty demokratycznego kapitalizmu, a wszelka ich krytyka wydaje mu się być działalnością kryptolewicową. Widać tutaj niestety przesadny idealizm Novaka, który uważa, że skoro jego koncepcje wyglądają tak pięknie na papierze, to muszą też tak wyglądać w rzeczywistości, że w ich realizację nie mogą wkraść się żadne błędy, natomiast demokratyczny kapitalizm funkcjonuje znakomicie z samej swej istoty.

Ten wolnorynkowy fundamentalizm widać też w fakcie braku zgody Novaka z krytykami wszechobecnej reklamy. Reklama jest czymś naturalnym w demokratycznym kapitalizmie, a skoro ten funkcjonuje z definicji znakomicie, to w żaden sposób nie da się skrytykować reklam. O tym, że reklama może zwodzić odbiorcę i wprowadzać go w błąd, Novak zdaje się nie wiedzieć. To, że nieraz odwołuje się do najniższych ludzkich instynktów, bagatelizuje. Tymczasem taka reklama może wpływać na decyzje podejmowane przez działające na rynku podmioty, zakłócając proces podejmowania przez nie wolnego wyboru. W imię wolnorynkowej ortodoksji Novak nie zgadza się na regulację zjawisk, które tak naprawdę wolnemu rynkowi szkodzą, jak patologie w funkcjonowaniu wielkich korporacji, czy też wynaturzenia reklamy.

Pewne partie swej książki Novak poświęca sytuacji społecznej ludności murzyńskiej w Stanach Zjednoczonych. Dla polskiego czytelnika są to fragmenty nużące i odstające od reszty książki. Należy jednak pamiętać, że praca była pierwotnie przeznaczona dla czytelnika amerykańskiego. Autor dowodzi, że demokratyczny kapitalizm jako taki i w szczególności rozwiązania służące jego wzmacnianiu i pogłębianiu nie tylko nie pogarszają sytuacji czarnych Amerykanów, nieraz wciąż będących – ponad sto lat po zniesieniu niewolnictwa – ludnością drugiej kategorii, ale wręcz przyczyniają się do jej poprawy, do czego potrzebna jest jednak chęć samych zainteresowanych. Umieszczenie informacji i opinii na ten temat wydaje się uzasadnione. Autor roztoczył przed czytelnikiem pewne wizje teoretyczne, więc powinien też pokazać, jak sprawdzają się one w praktyce.

Znaczne partie książki poświęcone są swoistemu samobiczowaniu Novaka jako katolika. Są to fragmenty najsłabsze i muszę przyznać, że czytałem je z pewnym niesmakiem i niemałym zdumieniem. Autor krytykuje tradycyjne nauczanie Kościoła, formułując oskarżenie, iż to za jego sprawą nie rozwinął się na gruncie katolicyzmu nurt myśli wolnorynkowej. Jest to stwierdzenie najzwyczajniej nieprawdziwe, o czym najlepiej świadczy fakt, że większość wniosków, do jakich Novak dochodzi pozostaje w całkowitej zgodności ze stanowiskiem Kościoła. Pisarz dogłębnie krytykuje różnych pobożnych socjalistów, rozkładając teorie katolickich myślicieli socjalistycznych na czynniki pierwsze, czemu zupełnie nie towarzyszy refleksja, na ile ich stanowisko jest reprezentatywne dla nauki społecznej Kościoła. Novak długo rozwodzi się nad problemem teologii wyzwolenia, winą za powstanie którego obarcza „tradycyjnie antyliberalne” stanowisko Kościoła, nie zastanawiając się nad tym, na ile kwestia ta jest wynikiem specyficznych uwarunkowań społecznych i intelektualnych Ameryki Łacińskiej. Moim zdaniem Nowakiem w tych rozważaniach kierowały kompleksy. Sam jest byłym chrześcijańskim socjalistą, który stosunkowo późno nawrócił się na wolnorynkowość i to w bardzo ortodoksyjnym wydaniu. Z gorliwością neofity rozprawia się więc z bliskimi sobie niegdyś prądami myślowymi, nie zastanawiając się, czy fakt, iż niegdyś im hołdował nie wynikał przypadkiem z jego słabej wówczas znajomości i opacznego rozumienia katolickiej nauki społecznej, a nie z samej jej istoty. Drugi kompleks wynika, jak uważam, z fascynacji autora anglosaską tradycją liberalną. Novak uważa protestantów za prekursorów teorii i praktyki kapitalistycznej i odczuwa chyba jakiś kompleks niższości, że w świecie katolickim refleksja w podobnym kierunku rzekomo nie istniała. Zupełnie ignoruje przy tym choćby fakt, że to właśnie państwa o tradycji protestanckiej jako pierwsze zaczęły realizować koncepcję welfare state.

Jak zapewne można zauważyć, niebywale irytuje mnie ciągłe odcinanie się Michaela Novaka od tradycyjnej katolickiej nauki społecznej, które może wynikać w moim mniemaniu jedynie z jej niedostatecznej znajomości lub niezrozumienie, skoro połączone jest z nagminnym powtarzaniem poglądów jakby wyjętych z papieskich encyklik.

Novak powinien zabrać się za lekturę Rerum novarum, gdzie tak wychwalany przezeń kapitalizm traktowany jest przez papieża Leona XIII jako system naturalny i w zasadzie słuszny – kapitalizm wymaga jedynie pewnych korekt, socjalizm natomiast jest zły i błędny w samej swej istocie. To na kartach tej encykliki pada sformułowanie, że „nie można być dobrym katolikiem i socjalistą jednocześnie”. Powołując się na koncepcje prawnonaturalne i filozofię św. Tomasza Leon XIII stwierdza, że wszelki państwowy interwencjonizm winien być stosowany bardzo „ostrożnie” i „w pewnych granicach” i w żadnej mierze nie powinien się sprowadzać do podnoszenia ciężarów publicznych. Winien mieć na uwadze własność indywidualną i rodzinną oraz autonomię osób i rodzin – zarówno osoba, jak i rodzina są bowiem pierwotne w stosunku do państwa. „Chcieć więc, żeby władza świecka przenikała swym rządem aż do wnętrza domu, jest błędem wielkim i zgubnym” – pisze papież – działalność państwa nie może bowiem być „pochłanianiem praw obywatelskich, ale ich obroną i wykonywaniem słusznej, a powinnej opieki”. Mamy tu więc sformułowaną kluczową dla katolickiej nauki społecznej zasadę subsydiarności, wyraźny sprzeciw wobec omnipotencji państwa oraz podkreślenie znaczenia i konieczności autonomii rodziny. Doprawdy nie wiem, czego potrzeba więcej, aby zadowolić Michaela Novaka. Encyklika ta zawiera poza tym jedną z najbardziej kompletnych i przekonujących apologii własności prywatnej – odwołującą się tak do argumentów natury społeczno-ekonomicznych, jak i duchowych - jaką miałem okazję czytać. Lekceważony przez Novaka „antyliberalny katolicki papież” broni własności indywidualnej w znacznie głębszy i bardziej racjonalny sposób niż tak wielbieni przez neokonserwatystę klasycy anglosaskiego liberalizmu.

Niektórzy twierdzą, że cała filozofia to tylko przypisy do dzieł Platona. Ja pozwolę sobie na refleksję, że cała katolicka nauka społeczna tak nielubianego przez Novaka okresu od Leona XIII do Piusa XII to przypisy do Rerum novarum. Szkoda że dla piewcy demokratycznego kapitalizmu pozostają one czymś obcym.

Badając naukę społeczną Kościoła powinniśmy pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze – nie należy dopierać sobie z niej tego, co nam pasuje – trzeba ją rozważać w kontekście całościowym. Wielu katolików o wolnorynkowych poglądach ma problemy z przyjęciem nauczania Jana XXIII i Pawła VI widząc w nim chrześcijański socjalizm. Nie lekceważąc tez zawartych w Mater et Magistra czy Pacem in terris należy pamiętać, że trzeba je odczytywać w duchu Rerum novarum Leona XIII i Centesimus annus Jana Pawła II – żadnego socjalizmu w nich się wówczas nie doświadczy. Po drugie – konkretne tezy zawarte w społecznym nauczaniu Kościoła zależą od epoki, w której są formułowane. Za czasów Leona XIII nie istniał choćby sektor informatyczny, zaś papieże czasu Vaticanum II mogli udzielać bardzo szczegółowych wskazówek dotyczących polityki rolnej, bowiem była ona wówczas problemem bardziej palącym niż dziś. O stałym rozwoju katolickiej nauki społecznej i niesprzeczności z nią większości tez Novaka świadczyć może encyklika Jana Pawła II Centesimus annus. Mówi się zresztą, że na jej kształt znaczny wpływ miała lektura przez polskiego papieża książki… Duch demokratycznego kapitalizmu.

Chciałbym też wspomnieć o recepcji myśli Michaela Novaka na gruncie polskim. Pierwsze bezdebitowe wydanie omawianej pozycji ukazało się w roku 1986 dzięki działaczom Ruchu Młodej Polski. Niestety, czołowi polscy przedstawiciele chrześcijańskiego liberalizmu, Mirosław Dzielski i Stefan Kisielewski, zmarli u progu bądź we wczesnej fazie przemian ustrojowych w Polsce. Jestem jednak pewien, że Kisielewski przyklasnąłby tezom Novaka. Propagował wszak utworzenie nowej dziedziny teologii – teologii zysku, która miała zakorzenić refleksję wolnorynkową na gruncie myśli katolickiej – a mniej więcej właśnie taki wydaje się być cel Ducha demokratycznego kapitalizmu. Bliskie tezom Novaka wydają się być felietony i eseje Stanisława Michalkiewicza z początku lat dziewięćdziesiątych. Spod pióra związanego z Unią Polityki Realnej publicysty wychodziły zbliżone postulaty „ochrzczenia” liberalizmu, podobne zarzuty pod adresem katolickiej nauki społecznej, a także widać było podobną gotowość do postawiania fundamentalistycznie rozumianego leseferyzmu ponad nauczanie papieży. Nie jest to koniec związków środowiska UPR z myślą Novaka. Stałym gościem organu tej partii „Najwyższy Czas” był dominikanin ojciec Maciej Zięba, czołowy w Polsce propagator demokratycznego kapitalizmu (choć ta obecność ograniczała się raczej to udzielania wywiadów niż publikowania własnych tekstów), który między innymi komentował dla tygodnika pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Niestety, stały dryf partii Janusza Korwin-Mikkego w stronę liberalnego, czy wręcz libertariańskiego ekstremizmu spowodował, że dla o. Macieja rychło zabrakło miejsca na łamach UPR-owskiego pisma. Pewne nawiązania do koncepcji demokratycznego kapitalizmu da się zauważyć w publicystyce Rafała A. Ziemkiewicza . W XXI wiek wkroczyliśmy z nowym wydaniem Ducha demokratycznego kapitalizmu, które ukazało się nakładem poznańskiego wydawnictwa W Drodze. W ubiegłym roku powstała polska edycja periodyku First Things, po której spodziewać się możemy wielu tekstów Novaka i o Novaku – z tym że zasięg tego czasopisma ograniczony jest do dość elitarnego kręgu katolickiej inteligencji. Jak widać dorobek Novaka nie jest zbyt głęboko zakorzeniony w Polsce i zaryzykować można stwierdzenie, że koncepcje demokratycznego kapitalizmu nie miały większego wpływu na kształt naszej demokracji i wolnego rynku.

Szczerze mówiąc mam poważny problem z oceną omawianej książki. Kiedy czytałem ją po raz pierwszy, bardzo mnie zirytowała. Drażniła mnie jako moim zdaniem zbyt infantylna, pobieżna i wręcz prostacka. Nie podobało mi się też – tak to wówczas odbierałem – manipulowanie katolicką nauką społeczną tak, by pasowała do poglądów autora. W wyniku refleksji podczas pisania tej recenzji nieco złagodziłem swe sądy. Bez wątpienia Novak miał dobre intencje, chyba dołożył wszelkich starań, by dochować intelektualnej uczciwości. Niezmiennie drażnią mnie jednak absolutyzowanie przez autora demokratycznego kapitalizmu, stawianie go ponad nauką Kościoła – co katolikowi nie przystoi. Wręcz śmieszy momentami przeradzający się często w naiwność optymizm autora i jego słabo skrywane przekonanie, że głoszone przezeń koncepcje są panaceum na wszystkie bolączki społeczne. Największą wadą jest dla mnie wielokroć wyrażany niezbyt pozytywny stosunek do tradycyjnej katolickiej nauki społecznej – przy snuciu rozważań niemal całkowicie z nią zgodnych!

Przyznać też trzeba, że niestety polityczne koncepcje zdają się być znacznie ważniejsze niż ich kompatybilność z religią. Mamy tu do czynienia z próbą nawet nie „ochrzczenia liberalizmu”, ale po prostu nawrócenia katolików na wolny rynek. Jest to co prawda bardzo subiektywne odczucie, ale drażni mnie to tym bardziej, im bardziej Novak promowany jest jako pisarz katolicki – którym oczywiście jest, ale moim zdaniem nieprawdziwe jest określanie go jako autora przede wszystkim katolickiego. Stwierdzenie pisarz wolnorynkowy czy też neokonserwatywny znacznie bardziej odpowiadałoby moim zdaniem rzeczywistości.

Nie wiem, komu mógłbym tę książkę polecić. Dla osób zainteresowanych relacjami myśli leseferystycznej i katolicyzmu wydać się ona może zbyt naiwna i pobieżna. Z kolei osobom chcącym dopiero zgłębić to zagadnienie lekturę Novaka odradzałbym, jako niosącą zbyt wiele kontrowersyjnych, a nawet błędnych – moim zdaniem – opinii.

Zresztą tak naprawdę problem ten nie istnieje. Nie muszę Ducha demokratycznego kapitalizmu nikomu polecać. Kogo frapują omawiane sprawy i tak będzie musiał się z tą pozycją zapoznać.

Michał Gadziński
===============

M. Novak, Duch demokratycznego kapitalizmu, tłum. T. Stanek, Poznań 2001.
źródło: konserwatyzm.pl
Papista
O mnie Papista

Uważam się za katolickiego tradycjonalistę i uczestniczę w Mszach świętych w klasycznym rycie rzymskim tzw. trydenckim . Ma to przyczyny nie tylko estetyczne ceremoniał, łacina czy nawet dotyczące samej liturgii która jest dla mnie przeżyciem duchowym znacznie większym niż nowa Msza , ale też światopoglądowe - odpowiada mi twarde i surowe przedsoborowe podejście Kościoła do wielu spraw. Pozostaję jednak w pełnej łączności z Rzymem. Akceptuję, że nasz Jeden Kościół bogaty jest mnogością różnych ruchów i różnych społeczności, ale oczekuję od innych katolików choćby minimum tolerancji dla moich przekonań. Jestem zwolennikiem wolności słowa oraz osobą otwartą na dialog z wyznawcami innych religii i osobami niewierzącymi, jednak zastrzegam sobie prawo do kasowania wpisów w sposób niemerytoryczny atakujących chrześcijaństwo i katolicyzm oraz wpisów obnażających brak kultury osobistej ich autorów.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura