Nie wiem czy znacie tę przypowieść...
Pewien bogobojny człowiek , przestrzegający Pisma i ufający Bogu jak mało kto, padł ofiarą powodzi. Siedział na dachu swojego zalanego domu i modlił się do Najwyższego by ten go ocalił.. Miał taka wiarę iż gdy podpłynęła łódka by go zabrać powiedział , że nie trzeba , że Bóg go ocali... Gdy woda się jeszcze podniosła i nadleciał helikopter ponownie odmówił przyjęcia pomocy... „Bóg mnie ochroni”....
No i niestety ... Bogobojny człowiek utonął ... I żali się w niebie Najwyższemu : „dlaczego mnie nie uratowałeś ? Ja tak Ci przecież ufałem !!!" A Najwyższy rzecze :„ Nie widziałeś łódki ? Nie widziałeś helikoptera ?”
Zastanawiam się czy aby ten bogobojny człowiek był Amerykaninem... I czy w wierze w Najwyższego o taką postawę chodzi...
Pewien radny z Mokotowatwierdzi , że tak... No cóż, mieszkańcy tej dzielnicy W-wy muszą mieć rzeczywiście wielką ufność w Bogu... Nic innego im nie pozostaje...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)