2 obserwujących
11 notek
5122 odsłony
657 odsłon

Przyjaciółka królewskiego serca

Wykop Skomentuj14

Miłostki władców wielokrotnie prowadziły do wojen. Niekiedy były tylko ich przyczynkiem, gdy zdradzony małżonek sprzymierzał się z wrogiem, wielkie szkody krajowi przynosząc.

I nie trzeba wspominać Heleny, co upadek na Troję sprowadziła, bo i nasi królowie przez piękne kobiety często miewali kłopoty.  

Kiedy Elżbieta wstąpiła w związki małżeńskie, była młodziutką, 14-letnią dziewczyną. Obowiązki czekały ją nie lada. Ostatecznie panią Adamową Kazanowską, żoną marszałka wielkiego koronnego za panowania Władysława IV Wazy, nie każda mogła zostać. Choć i ona z zacnego rodu Słuszków się wywodziła, to jednak żona przyjaciela króla to jest coś.

Czy widywała się wtedy z bratem królewskim, Janem Kazimierzem? Z pewnością , lecz wtedy jakoś sobie do gustu nie przypadli, a może nie odczuli tej iskierki, która działa jak zapalnik.

Po mężu... kolejny mąż!

Choć dziewczę swe zalety miało, niewysokiej, lecz nader zgrabnej postaci, oczy czarne, duże i podłużne, nosek kształtny, a usta wdzięczne i nader foremne. Rozmawiający z nią podkreślali, że poza przymiotami ciała, umysłem błyskotliwym poszczycić się mogła.

Mijał czas, pani Kazanowska dojrzewała i stawała się stateczną kobietą... Stateczną? Może nie do końca, bo otaczające ją panie niejedno mogły jej zarzucić. Lubiła kokietować, a akurat żonom kokietowanych coś takiego podobać się jakoś nie chciało.

Aż przyszedł dzień, gdy Adam Kazanowski się z tym światem pożegnał. Pani Kazanowska stała się jedną z najlepszych partii w Polsce, bo 30 lat dla wdowy to jeszcze nie starość, a urodą, bystrością umysłu i majątkiem niejednemu mogła zaimponować. Więc od oblubieńców drzwi się nie zamykały i ledwo upłynął czas żałoby, a już nasza dama w związki małżeńskie z Hieronimem Radziejowskim wstępowała.

Cóż, nie był to dobry wybór, bo on wiele na tym skorzystał, zarówno majątkiem, jak i pozycją przy królu, zaś Elżbieta dostała oblubieńca, co podobno żony, a miał wcześniej dwie, biciem posłuszeństwa uczył, a do tego warchoł z niego był jak się patrzy. No, ale w tych czasach wśród magnaterii nie była to jakaś niespotykana cecha, a i kobiet o zdanie nie pytano.

Król się nudzi

Dogasało już powstanie Chmielnickiego, tak więc król Jan Kazimierz nie musząc troszczyć się o sprawy wojenne, mógł zwrócić swe oczy na inną pasję swego życia, jaką były kobiety. Nie tak dawno podkanclerzy Radziejowski poślubił niewiastę, o której urodzie i innych „zaletach” szeroko dyskutowano na dworze królewskim.

A w zwyczajach polskich panów było trzymać małżonki w pałacach lub posiadłościach wiejskich z dala od stolicy, z rzadka tylko na dworze królewskim je pokazywać, a i to obowiązkowo z towarzyszką, ochmistrzynią, czuwającą nad nienagannym postępowaniem żony możnowładcy.

Nie inaczej i pan podkanclerzy Radziejowski sobie poczynał i małżonkę, piękną Elżbietę pod Warszawą trzymał.

Ciągłe opowieści o przymiotach tej niewiasty, krążące na dworze, wzbudziły w duszy Jana Kazimierza nieodpartą chęć nie tylko zobaczenia jej, lecz także przekonania się samemu w spokojniejszej sytuacji, ileż prawdy w tych opowieściach się kryło.

Jan Kazimierz nie miał jednak sytuacji łatwej. Z jednej strony obowiązywały go konwenanse względem królowej Ludwiki Marii Gonzagi, poślubionej wdowy po swoim bracie, z drugiej strony wiedział, do czego zdolni są Polacy ogarnięci szałem zazdrości, więc cieszył się tylko z krótkich wizyt pani podkanclerzowej na dworze królewskim, okazując jej tylko nieznacznie większe względy niż innym niewiastom wpatrzonym w jego królewski majestat.

A że z czasem w jego oczach Elżbieta wydała się kobietą wartą zachodu, to król zaczął szukać sposobności na bliższe kontakty.

Posłaniec miłości

W tym to okresie na dworze przebywał francuski baron St. Cyr, który poza innymi przymiotami cenionymi w towarzystwie, cieszył się względami również samego Radziejowskiego, z którym łączyły go przyjazne stosunki.

Właśnie z tego barona król postanowił uczynić posłańca swej miłości. A że król Francuzów zawsze darzył swym przyjaznym uczuciem, niczyjej podejrzliwości nagłe zbliżenie interesów króla i barona wzbudzić nie mogło.

Tak więc któregoś wieczoru król zawezwał barona do swojego gabinetu i oświadczył mu, iż w swej łaskawości czyni go posłańcem, którego zadaniem będzie przekazanie jego królewskich uczuć podkanclerzowej Radziejowskiej. Baron wiedział, jak delikatna to misja, gdyż Radziejowski znany był ze swojej zazdrosnej natury, lecz wobec królewskiego polecenia nie robił żadnych trudności. Z chęcią podjął się zadania twierdząc, że dla oddania królowi usług nie szczędziłby nawet swego życia.

Baron, mogący bez przeszkód odwiedzać Radziejowskiego, stał się jeszcze bardziej uprzejmy dla domowników, szczególnymi względami darząc ochmistrzynię Radziejowskiej. Przy każdym spotkaniu wychwalał łaskawość i szczodrość króla, jak również inne jego zalety, nastawiając do niego przychylnie panią Radziejowską, jak też jej otoczenie. Niekiedy nawet w żartach mawiał, iż zalety pani są tak wielkie, iż nawet król mógłby się w niej zakochać.

Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości