LWÓW. 25 IX 1921 - Operacja SMOK
Oparte na faktach.
Lwów nie śpi od tygodnia. Pierwsze Targi Wschodnie. Orkiestry, defilady, tłumy, a pod spodem nerwy napięte jak struna. Polacy świętują zwycięstwo. Ukraińcy szeptem liczą aresztowania. Każdy patrzy na każdego.
W tym mieście wszyscy wiedzą, że Naczelnik przyjedzie. I wszyscy wiedzą, że ktoś będzie musiał strzelić.
1. Losowanie
Organizatorem nie jest jeden człowiek. To siatka. Emigracyjna Ukraińska Organizacja Wojskowa płk. Jewhena Konowalca, Komitet Ukraińskiej Młodzieży i konspiracyjna Wola. Grupy pięcioosobowe. Sabotaż, dywersja, a potem otwarte powstanie.
Na zebraniu Woli zapada wyrok. Zamach podczas Targów. Znamy każdy krok Piłsudskiego. Wola dzieli się na piątki. Jedna piątka wykona. Losowanie.
Los pada na niego. Stepan Fedak, 20 lat, syn znanego lwowskiego adwokata, student, pseudonim "Smok". Dostaje fałszywy paszport z wizą niemiecką. Zaraz po akcji ma jechać do Berlina.
To brzmi jak nagroda. Ale Fedak od rana czuje, że to wyrok.
Obok niego ma stać Dmytro Palijiw. Zaraz po strzałach ma go obezwładnić, wzywać policję. Ma nadbiec drugi spiskowiec przebrany w mundur majora Wojska Polskiego. Mają go wyprowadzić z tłumu, wsadzić do wynajętego samochodu i rzekomo odwieźć do więzienia, a naprawdę wywieźć za miasto.
Paranoja: czy oni naprawdę chcą mnie uratować, czy tylko upewnić się, że nie zacznę mówić? Czy auto naprawdę czeka? Czy mundur majora nie jest za bardzo dopasowany?
2. Godzina 20:00. Ratusz
Piłsudski spędził cały dzień na przemówieniach o porozumieniu polsko-ukraińskim. Otworzył Targi w parku Stryjskim, spotkał się z bankierami, dziennikarzami, odsłonił godło w ratuszu.
Około godz. 20 wychodzi z ratusza bez eskorty, tylko w towarzystwie wojewody lwowskiego Kazimierza Grabowskiego. Odkryta limuzyna stoi pod samym wejściem. Piłsudski siada z lewej strony. Samochód rusza bardzo wolno. Tłum jest gęsty. Za gęsty.
Fedak przeciska się przez tłum. Ma w kieszeni pistolet i w bieliźnie ukryty nóż. Widzi kark Grabowskiego. Widzi profil Piłsudskiego.
Pierwszy huk. Głośny, suchy.
Wojewoda myśli, że to silnik. Piłsudski od razu poznaje: strzał z pistoletu. Pochyla głowę. Pocisk mija go o włos i uderza w szybę.
Drugi. Trzeci. Jeden trafia wojewodę w prawe ramię, drugi w lewą rękę. Grabowski osuwa się z siedzenia. Piłsudski go podtrzymuje. Nie krzyczy.
W tym momencie Fedak rozumie, że losowanie było farsą. On nie miał zabić. On miał spudłować. Miał stworzyć hałas.
3. Aresztowanie, które nie jest aresztowaniem
Na Fedaka rzuca się starszy posterunkowy Jakub Skweres, chwyta go za gardło. Fedak strzela czwarty raz, w siebie, w pierś. Tłum chce go rozerwać. Ratują go policjanci kolbami karabinów.
I tu zaczyna się prawdziwy thriller.
Palijiw nie nadbiega. Majora w polskim mundurze nie ma. Samochód zniknął. Nikt go nie wyprowadza.
W szpitalu, zakrwawiony i pobity, Fedak kłamie, tak jak mu kazano: "Chciałem strzelać tylko do wojewody, wroga ludności ukraińskiej, a potem chciałem wręczyć pistolet Naczelnikowi". Nikt nie wierzy, bo świadkowie zgodnie wskazują, że pierwszy strzał szedł wyraźnie w kierunku Piłsudskiego.
A miasto już plotkuje, że to komuniści. Że to Żydzi. Że to prowokacja. Bo kiedy nie udaje się ustalić jego tożsamości, po Lwowie krążą pogłoski, że autor zamachu związany był z komunistami lub był Żydem.
Kto puścił te pogłoski? Wola? Defenzywa? Ktoś, kto chciał, by UWO wyglądała na część czerwonej międzynarodówki?
Wojewoda po opatrzeniu wraca do domu. A Piłsudski, jakby nic się nie stało, jedzie zgodnie z planem do Teatru Wielkiego, gdzie witają go owacją. Potem bankiet. Z rannym wojewodą przy stole.
To jest moment, w którym Fedak, leżąc na pryczy, rozumie paranoję Lwowa: zamach nieudany dla wszystkich jest udany. Dla Polaków jest dowodem, że Ukraińcy to terroryści. Dla UWO jest chrztem krwi, pierwszym aktem terroru, który nadwyręży siły, ale da legendę. Dla Piłsudskiego jest dowodem, że musi być twardszy, niż chciał być rano, gdy mówił o porozumieniu.
Fedak dostaje 6 lat. Nie odsiedzi całości, wyjdzie na amnestii, wyjedzie do Niemiec i zniknie. Jego wspólnicy, Palijiw, Matczak i inni, dostaną po 2,5 roku. Wszyscy będą potem posłami, bohaterami, zdrajcami. Zależy kto pyta.
A w nocy z 25 na 26 września 1921 roku we Lwowie nikt nie śpi. Każdy sprawdza, czy drzwi są zamknięte. Bo jeśli strzelają do Naczelnika pod ratuszem, bez eskorty, w mieście pełnym wojska i policji, to znaczy, że nie ma bezpiecznych miejsc. I że każdy z nas mógł być wylosowany.


Komentarze
Pokaż komentarze