Paweł Łęski Paweł Łęski
133
BLOG

Rzeź Pragi. Indyk Suworowa

Paweł Łęski Paweł Łęski Kultura Obserwuj notkę 27

Rzeź Pragi. Indyk Suworowa


Dziś 220 rocznica. A gdy liczyć dokładnie — dziś, 4 listopada 2026 roku, już 232. Ale liczba nie ma znaczenia. Data ma.


4 listopada 1794 roku to ostatnie starcie zbrojne Insurekcji Kościuszkowskiej i zarazem ostatnia bitwa Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ostatni raz armia Rzeczypospolitej stanęła w szyku, by bronić stolicy.


Warszawa już od tygodni żyła plotką. 10 października pod Maciejowicami padł Kościuszko. Naczelnik w niewoli. Został Wawrzecki, został Zajączek, został na Pradze Jakub Jasiński — ten sam Jasiński, poeta, jakobin, człowiek który wierzył, że wolność można wyszarpać bagnetem.


Na Pradze zgromadzono wszystko, co było. Około 14 tysięcy żołnierzy regularnych, litewskich, słabo wyszkolonych i wyposażonych, resztki po Maciejowicach, mieszczan warszawskich, którzy sami sypali wały, i pułk Berka Joselewicza — żydowskich ochotników w czarnych czapkach, o których potem Warszawa zapomniała na sto lat.


Nad ranem 3 listopada Rosjanie rozpoczęli ostrzał. 2 listopada pod Pragę dotarł korpus Aleksandra Suworowa. Dla niego była to ósma wojna w życiu. Weteran wojny siedmioletniej, tłumiciel konfederacji barskiej, rzeźnik Izmaiłu, gdzie cztery lata wcześniej pozwolił wymordować 10 tysięcy mieszkańców. Dla Katarzyny II idealny.  


O piątej rano 4 listopada siedem kolumn, ponad 25 tysięcy ludzi, ruszyło na wały. Bój o szańce trwał około trzech godzin. Trzy godziny, które zamknęły dzieje państwa.


Jasiński odparł pierwszy szturm. Potem przyszła druga fala. Rezerwy Suworowa były niewyczerpane. Zajączek, ranny, wezwał do odwrotu za Wisłę, ku jedynemu mostowi łyżwowemu. Usłyszał: "Zdrajca!". Jasiński odmówił: "Po co rozpaczać w tej chwili, kiedy nas tylu gotowych do walki. Hańba z bitwy uchodzić!". Zginął na ostatnim szańcu, zakłuty bagnetami.


Po pięciu godzinach zorganizowana obrona przestała istnieć. I wtedy zaczęła się rzeź.


To nie była bitwa. To była pacyfikacja terrorem, zaplanowana. Sam Suworow w raporcie dla Katarzyny nie krył intencji. Chciał, by Warszawa zobaczyła. I zobaczyła.

"Na Pradze ulice i place zasłane były ciałami zabitych, krew płynęła potokami. Czerwona od krwi Wisła swym prądem niosła ciała tych, którzy szukając w niej schronienia, potonęli."  

​

"Obok ciał ludzkich piętrzyły się stosy bezładnie porzuconych sprzętów, krwawiły się pokaleczone trupy koni, psów, kotów, nierogacizny, gdyż rozjuszone widokiem krwi żołdactwo nie przepuszczało nawet zwierzętom."  

Sam Suworow pisał potem bez wstydu, z żołnierską dumą: "Cała Praga usłana trupami, krew płynie potokami".  


Mordowano wszystkich. Dzieci, kobiety, starców, mnichów i mniszki. Prażanie, którzy przeżyli, rzucali się do Wisły. Kilka tysięcy utonęło pod ogniem. Na lewym brzegu stała cała Warszawa — na Starówce, na Nowym Mieście — i patrzyła. Św. Klemens Hofbauer, apostoł Warszawy, zapisał: musieliśmy patrzeć na te okrutne sceny, gdyż działo się to naprzeciw naszego domu.


Szacunki do dziś wahają się od 13 do 20 tysięcy zamordowanych w jeden dzień.


I tu wraca twój obraz. Gdy spływały trupy Wisłą, Suworow wymachiwał żywym indykiem i śmiał się: "Ocalcie przynajmniej tego indyka".


Ta anegdota krąży od dwóch wieków w pamiętnikach i gawędach. Czy prawdziwa co do joty? Nieweryfikowalna. Ale prawdziwa co do ducha. Rosyjscy oficerowie wspominali, że Suworow w trakcie rzezi zachowywał się jak błazen — klaskał, koguciał, udawał ekscentryka, by zdjąć z siebie odpowiedzialność. Indyk, żywy indyk, którego kazał ocalić wśród morza trupów ludzi i zwierząt, to był jego teatr okrucieństwa. Cyniczny żart kata, który wie, że może wszystko. "A oni mu śmiechem wtórowali". Bo zbrodnia Pragi to nie tylko Suworow. To system, w którym śmiech podwładnych jest rozkazem. "Brawo, feldmarszałku" — napisała mu Katarzyna w liście gratulacyjnym. Dostał awans na feldmarszałka i medal "Za zdobycie Pragi" z napisem "Przywróciłam to, co było oderwane".


Wieczorem 4 listopada na prawy brzeg przyszła delegacja króla i magistratu prosić o warunki kapitulacji. Morale upadło. Wawrzecki z resztką wojska wyszedł z Warszawy. 9 listopada, po odbudowie spalonego mostu, Rosjanie weszli do stolicy. Rzeczpospolita przestała istnieć.


Dlatego rzeź Pragi to nie jest tylko historia wojskowa. To jest początek naszej nowoczesnej traumy. Konopnicka pisała sto lat później:


W żadnej ludzkiej świata mowie

Mąk tych słowo nie wypowie

I nikt nie ma dość odwagi

By opisać tę rzeź Pragi


Długo nie miała nawet grobu. Dopiero w II Rzeczypospolitej postawiono krzyż u zbiegu dzisiejszej al. Solidarności i Jagiellońskiej. W 1994 roku, w dwusetną rocznicę, wmurowano tablicę w ścianę kościoła Matki Bożej Loretańskiej i kamień przed katedrą praską.


Dziś na Pradze jeżdżą tramwaje. Na placu Wileńskim stoi cokół po pomniku "czterech śpiących". Wisła nie jest już czerwona.


Ale jeśli staniesz dziś o świcie na moście Śląsko-Dąbrowskim, tam gdzie był most łyżwowy, i spojrzysz na wschód, to zrozumiesz, dlaczego ta historia nie chce się przedawnić. Bo ostatnia bitwa Rzeczypospolitej nie została przegrana na szańcach. Została przegrana tam, gdzie człowiek zaczyna śmiać się z indyka, gdy obok płyną ciała dzieci.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj27 Obserwuj notkę

There have been many comedians who have become great statesmen and vice versa.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (27)

Inne tematy w dziale Kultura