zbigniewstefanik zbigniewstefanik
290
BLOG

Na marginesie rocznicy: czy PiS zmierza do sojuszu z Sojuszem?

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 2

 

 

 

Prawo i Sprawiedliwość musi poradzić sobie z kolejnym, niepokornym sojusznikiem. A jeszcze kilka tygodni temu nic na to nie wskazywało, bowiem Piotr Duda publicznie wówczas ogłosił, iż podejmuje współpracę z partią Jarosława Kaczyńskiego, a kilka dni później przewodniczący NSZZ „Solidarność” wystąpił na kongresie wyborczym PiS-u w Sosnowcu. Jednak dzisiaj Piotr Duda, chcąc podkreślić swoją podmiotowość, postanowił zorganizować wspólne protesty z OPZZ-em, które odbędą się w Warszawie w dniach od 11 do 14 września.

Podkreślenie swojej niezależności przez Piotra Dudę nie powinno być zaskoczeniem dla nikogo, kto obserwuje kroki, podjęte przez przewodniczącego „Solidarności” od pierwszego spotkania Platformy Oburzonych w marcu bieżącego roku. Wszak dla Piotra Dudy - jak można wnioskować  - ogłoszenie sojuszu z Jarosławem Kaczyńskim było od samego początku krokiem taktycznym i próbą „kupienia” sobie odrobiny czasu. Przecież przewodniczącemu „Solidarności” chodzi nie o wasalizację, ale o podmiotowość i polityczną niezależność.

Piotr Duda ma swój własny plan polityczny. Ów plan nie zakłada jednakże trwałego sojuszu z PiS-em; co najwyżej - taktyczną współpracę. Dla przewodniczącego „Solidarności” byłoby bowiem bardziej korzystne wkroczenie do polskiej polityki przez główną bramę, gdy byłby przywódcą swojego własnego obozu politycznego, niż wejście do Sejmu z jakiegoś tam miejsca na partyjnej liście Jarosława Kaczyńskiego,. Zainteresowanych tym tematem zachęcam do zapoznania się z moim artykułem „Dyskretna batalia Piotra Dudy”, który poświęcony jest tej kwestii. Mieści się on pod poniższym linkiem: 

http://www.zbigniewstefanik.salon24.pl/517556,dyskretna-batalia-piotra-dudy

 Jednak na dzień dzisiejszy Jarosław Kaczyński ma pilniejszy... problem. Znacznie bardziej twardy orzech do zgryzienia, niż potencjalne ambicje Piotra Dudy. OPZZ, współorganizator tych protestów, poinformował bowiem, iż na ów protest zostali zaproszeni politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Kaczyński zareagował na tę zapowiedź w sposób, jakiego nie można było się spodziewać: struktury PiS-u rozsyłają od wczoraj do swoich członków smsa z informacją, podpisaną przez samego Jarosława Kaczyńskiego, że partia Prawo i Sprawiedliwość nie będzie brała udziału w tych protestach u boku przedstawicieli SLD. Ponadto, niezależnie od NSZZ „Solidarność”, PiS zorganizuje swoją własną manifestację. Tyle, że dwa tygodnie później. O fakcie tym poinformowała nas „Gazeta Wyborcza”:

http://www.wyborcza.pl/1,75478,14524356,Trudny_romans_PiS_z__S___Kaczynski_mysli__co_zrobic.html

 Jednak tak ostra reakcja PiS-u jest co najmniej zastanawiająca i stanowi nową jakość w dwuletniej relacjach partii Jarosława Kaczyńskiego z Sojuszem Lewicy Demokratycznej Leszka Milera. Wszak w przeszłości obóz polityczny Jarosława Kaczyńskiego nie reagował tak nerwowo na perspektywę współpracy z SLD.

Przykłady? Proszę bardzo. Czyż nie istnieją koalicje PiS-SLD w niektórych polskich samorządach? Czyż kilkanaście miesięcy temu PiS, razem z SLD, nie wspierał Piotra Dudy i protestujących związkowców, kiedy ci - w proteście przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego - blokowali Sejm RP?

Jednak tym razem ma być inaczej. Dlaczego?

Osobiście widzę dwa wytłumaczenia.

Po pierwsze, Jarosław Kaczyński i jego partia dążą do odzyskania politycznego leadershipu na prawicy. Od wielu miesięcy przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości bezskutecznie usiłują przekonać secesjonistów swojej partii, że jedynie PiS ma szansę na wyborcze zwycięstwo i powyborcze sprawowanie władzy w Polsce. Rozdrobnienie prawicy w przyszłych wyborach parlamentarnych stanowczo obniża szanse PiS-u na potencjalną wygraną. Ostentacyjne NIE, powiedzenie Sojuszowi Lewicy Demokratycznej, mogłoby oznaczać obranie przez PiS kursu na prawo twardszego, niż dotychczas i rozpoczęcie walki z Narodowym Odrodzeniem Polski, który dzisiaj rości sobie prawo do miana jedynego obrońcy Polski i Polaków przed SLD i Ruchem Palikota.

Po drugie, zarówno PiS i SLD zamierzają być może zastosować wyborczą taktykę wspólnej niechęci, by zmobilizować swoje twarde elektoraty. Wszak zarówno dla PiS-u, jak i dla SLD publiczne afiszowanie się w spacerze pod rękę, mogłoby okazać się dla obu stron bardzo niekorzystne. Być może dlatego przywódcy obu partii stwierdzili, że lepiej będzie nie informować przedwcześnie o swoich prawdziwych politycznych zamiarach. Przecież nie każdy byłby w stanie zrozumieć taki alians, który dla niektórych byłby nieracjonalny, dla innych nie do przyjęcia, a dla większości - po prostu byłby wyrazem politycznego cynizmu i to w najbrutalniejszym tego słowa znaczeniu! Być może zarówno przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, jak również przedstawiciele Sojuszu Lewicy Demokratycznej uznali, że wyborcy nie są jeszcze przygotowani na zaakceptowanie perspektywy koalicji PiS - SLD, która - jakby się nad tym głębiej zastanowić - byłaby czymś całkiem logicznym. Wszak obie partie nie różnią się od siebie tak bardzo, jakby się mogło wydawać. Zaś w wielu aspektach są do siebie bardzo podobne; wręcz identyczne...

           30 sierpnia bieżącego roku Jarosław Kaczyński i jego partia powiedzieli Sojuszowi Lewicy Demokratycznej stanowcze NIE. Jednak warto się zastanowić nad tym, dlaczego tak się stało? Czy chodzi o jednoznaczny wyraz odrzucenia, czy raczej o taktyczne posunięcie? Czy związek PiS-u z SLD jest tylko mitem i plotką rozpowszechniana przez złośliwych? Czy zamiast IV czeka nas - w przypadku przegranych przez Platformę Obywatelską wyborów parlamentarnych – V RP, mającą za dwa główne filary myśl narodowo-konserwatywną i postkomunistyczną?

 * * *

 Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka