Prawo i Sprawiedliwość musi poradzić sobie z kolejnym, niepokornym sojusznikiem. A jeszcze kilka tygodni temu nic na to nie wskazywało, bowiem Piotr Duda publicznie wówczas ogłosił, iż podejmuje współpracę z partią Jarosława Kaczyńskiego, a kilka dni później przewodniczący NSZZ „Solidarność” wystąpił na kongresie wyborczym PiS-u w Sosnowcu. Jednak dzisiaj Piotr Duda, chcąc podkreślić swoją podmiotowość, postanowił zorganizować wspólne protesty z OPZZ-em, które odbędą się w Warszawie w dniach od 11 do 14 września.
Podkreślenie swojej niezależności przez Piotra Dudę nie powinno być zaskoczeniem dla nikogo, kto obserwuje kroki, podjęte przez przewodniczącego „Solidarności” od pierwszego spotkania Platformy Oburzonych w marcu bieżącego roku. Wszak dla Piotra Dudy - jak można wnioskować - ogłoszenie sojuszu z Jarosławem Kaczyńskim było od samego początku krokiem taktycznym i próbą „kupienia” sobie odrobiny czasu. Przecież przewodniczącemu „Solidarności” chodzi nie o wasalizację, ale o podmiotowość i polityczną niezależność.
Piotr Duda ma swój własny plan polityczny. Ów plan nie zakłada jednakże trwałego sojuszu z PiS-em; co najwyżej - taktyczną współpracę. Dla przewodniczącego „Solidarności” byłoby bowiem bardziej korzystne wkroczenie do polskiej polityki przez główną bramę, gdy byłby przywódcą swojego własnego obozu politycznego, niż wejście do Sejmu z jakiegoś tam miejsca na partyjnej liście Jarosława Kaczyńskiego,. Zainteresowanych tym tematem zachęcam do zapoznania się z moim artykułem „Dyskretna batalia Piotra Dudy”, który poświęcony jest tej kwestii. Mieści się on pod poniższym linkiem:
http://www.zbigniewstefanik.salon24.pl/517556,dyskretna-batalia-piotra-dudy
Jednak na dzień dzisiejszy Jarosław Kaczyński ma pilniejszy... problem. Znacznie bardziej twardy orzech do zgryzienia, niż potencjalne ambicje Piotra Dudy. OPZZ, współorganizator tych protestów, poinformował bowiem, iż na ów protest zostali zaproszeni politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Kaczyński zareagował na tę zapowiedź w sposób, jakiego nie można było się spodziewać: struktury PiS-u rozsyłają od wczoraj do swoich członków smsa z informacją, podpisaną przez samego Jarosława Kaczyńskiego, że partia Prawo i Sprawiedliwość nie będzie brała udziału w tych protestach u boku przedstawicieli SLD. Ponadto, niezależnie od NSZZ „Solidarność”, PiS zorganizuje swoją własną manifestację. Tyle, że dwa tygodnie później. O fakcie tym poinformowała nas „Gazeta Wyborcza”:
http://www.wyborcza.pl/1,75478,14524356,Trudny_romans_PiS_z__S___Kaczynski_mysli__co_zrobic.html
Jednak tak ostra reakcja PiS-u jest co najmniej zastanawiająca i stanowi nową jakość w dwuletniej relacjach partii Jarosława Kaczyńskiego z Sojuszem Lewicy Demokratycznej Leszka Milera. Wszak w przeszłości obóz polityczny Jarosława Kaczyńskiego nie reagował tak nerwowo na perspektywę współpracy z SLD.
Przykłady? Proszę bardzo. Czyż nie istnieją koalicje PiS-SLD w niektórych polskich samorządach? Czyż kilkanaście miesięcy temu PiS, razem z SLD, nie wspierał Piotra Dudy i protestujących związkowców, kiedy ci - w proteście przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego - blokowali Sejm RP?
Jednak tym razem ma być inaczej. Dlaczego?
Osobiście widzę dwa wytłumaczenia.
Po pierwsze, Jarosław Kaczyński i jego partia dążą do odzyskania politycznego leadershipu na prawicy. Od wielu miesięcy przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości bezskutecznie usiłują przekonać secesjonistów swojej partii, że jedynie PiS ma szansę na wyborcze zwycięstwo i powyborcze sprawowanie władzy w Polsce. Rozdrobnienie prawicy w przyszłych wyborach parlamentarnych stanowczo obniża szanse PiS-u na potencjalną wygraną. Ostentacyjne NIE, powiedzenie Sojuszowi Lewicy Demokratycznej, mogłoby oznaczać obranie przez PiS kursu na prawo twardszego, niż dotychczas i rozpoczęcie walki z Narodowym Odrodzeniem Polski, który dzisiaj rości sobie prawo do miana jedynego obrońcy Polski i Polaków przed SLD i Ruchem Palikota.
Po drugie, zarówno PiS i SLD zamierzają być może zastosować wyborczą taktykę wspólnej niechęci, by zmobilizować swoje twarde elektoraty. Wszak zarówno dla PiS-u, jak i dla SLD publiczne afiszowanie się w spacerze pod rękę, mogłoby okazać się dla obu stron bardzo niekorzystne. Być może dlatego przywódcy obu partii stwierdzili, że lepiej będzie nie informować przedwcześnie o swoich prawdziwych politycznych zamiarach. Przecież nie każdy byłby w stanie zrozumieć taki alians, który dla niektórych byłby nieracjonalny, dla innych nie do przyjęcia, a dla większości - po prostu byłby wyrazem politycznego cynizmu i to w najbrutalniejszym tego słowa znaczeniu! Być może zarówno przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, jak również przedstawiciele Sojuszu Lewicy Demokratycznej uznali, że wyborcy nie są jeszcze przygotowani na zaakceptowanie perspektywy koalicji PiS - SLD, która - jakby się nad tym głębiej zastanowić - byłaby czymś całkiem logicznym. Wszak obie partie nie różnią się od siebie tak bardzo, jakby się mogło wydawać. Zaś w wielu aspektach są do siebie bardzo podobne; wręcz identyczne...
30 sierpnia bieżącego roku Jarosław Kaczyński i jego partia powiedzieli Sojuszowi Lewicy Demokratycznej stanowcze NIE. Jednak warto się zastanowić nad tym, dlaczego tak się stało? Czy chodzi o jednoznaczny wyraz odrzucenia, czy raczej o taktyczne posunięcie? Czy związek PiS-u z SLD jest tylko mitem i plotką rozpowszechniana przez złośliwych? Czy zamiast IV czeka nas - w przypadku przegranych przez Platformę Obywatelską wyborów parlamentarnych – V RP, mającą za dwa główne filary myśl narodowo-konserwatywną i postkomunistyczną?
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)