zbigniewstefanik zbigniewstefanik
456
BLOG

Rozbity pancerz PRL-u… Nie ma już miejsca na żadne „ale”

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 5

 

 

 

Morderstwo Grzegorza Przemyka było zbrodnią, którą popełnili funkcjonariusze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

Tak orzekł Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Co prawda wyrok ten nie spowoduje ponownego otwarcia śledztwa w sprawie morderstwa Grzegorza Przemyka, to jednak stanowi on bardzo istotny przełom. Albowiem niezniszczalny dotychczas pancerz PRL-u został przebity.

W kraju nad Wisłą wymiar sprawiedliwości nie zdołał skazać prawomocnym wyrokiem żadnego zbrodniarza komunistycznego po 1989 roku. Władza sądownicza w Polsce nie potrafiła poradzić sobie z wymierzeniem sprawiedliwości komunistycznym zbrodniarzom. Polskie państwo, ale także my, obywatele RP nie potrafiliśmy skutecznie ani stawić czoła okrutnej historii PRL-u, ani jej rozliczyć.

Dlatego zaczął to za nas robić Europejski Trybunał Praw Człowieka, który - powołując się na artykuł 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka - nazwał po imieniu morderstwo Grzegorza Przemyka, uznając zbrodniczy charakter tego czynu. Tak! To była  zbrodnia!

Ale dlaczego polskie państwo nie potrafiło nazwać tego czynu po imieniu?

Tak, to była zbrodnia, ale dlaczego w trzydziestą rocznice brutalnego morderstwa Grzegorza Przemyka, Sejm RP nie potrafił jednogłośnie przyjąć uchwały potępiającej ten czyn?

To była zbrodnia ale... No właśnie, w kraju nad Wisłą największym kłopotem narracji o PRL-u jest słowo „ale”, to straszne i w tym przypadku okrutne słowo „ale”, które tak wiele zmienia.

W wolnej Polsce debata o PRL-u jest nieustannie ostrzeliwana przez słowo „ale”. Ów ostrzał brzmi niczym seria z sowieckiej pepeszy! Dlaczego nie doszło w Polsce do rozliczenia komunistycznej przeszłości? Właśnie przez słowo „ale”. Dlaczego nie udało się w Polsce przeprowadzić prawdziwej dekomunizacji? Znowu przez słowo „ale”. Dlaczego aż do dziś nie istnieje jednoznaczna ocena PRL-owskiej przeszłości kraju nad Wisłą? Znowu przez słowo „ale”. Ciągle „ale”, „ale” i jeszcze raz – „ale”.

O co chodzi?

Chodzi o to, że za każdym razem, kiedy próbujemy w Polsce przedstawić prawdę o PRL-u,  to zawsze napotykamy kogoś, kto mówi:  No tak, ale... Kiedy rozpoczyna się rozmowa o drugiej konspiracji i tragicznym losie Żołnierzy Wyklętych, można usłyszeć: No tak, ale nie wszyscy Żołnierze Wyklęci byli rycerzami. Kiedy podejmowana jest debata o szeroko rozumianym stalinizmie w Polsce, to można usłyszeć głosy, które odpowiadają: No tak, ale PRL przyniósł społeczny postęp, a w latach czterdziestych i pięćdziesiątych walczono z analfabetyzmem i biedą na wsiach. Kiedy rozpoczynamy dyskusję o Gomułce, zawsze znajdzie się ktoś, kto odpowie: No tak, ale przecież Gomułka był lepszy od Bieruta, no i bezkrwawo przeprowadził kraj nad Wisłą przez październik 1956 roku. Kiedy chcemy zrobić rzetelny bilans ery Gierka, to ktoś odpowiada: No tak, ale Gierek był lepszy od Gomułki i gnębił opozycję jakby trochę mniej, niż jego poprzednicy i następcy. A kiedy w końcu chcemy podsumować epokę Jaruzelskiego, to znowu znajdują się tacy (zresztą ostatnimi czasy pojawia się ich coraz więcej), którzy odpowiadają: No tak, ale Jaruzelski zgodził się na Okrągły Stół, no i uratował nas przed tymi, o których na początku 1981 roku mówiono jedynie trzy słowa: wejdą... nie wejdą….

Właśnie tak wygląda w kraju nad Wisłą debata o PRL-u niemal 25 lat po jego upadku. Należało się zmierzyć z historią PRL-u, no ale... coś się nie udało. Należało przeprowadzić dekomunizację w Polsce, no ale... coś nam nie wyszło. Należało ukarać komunistycznych zbrodniarzy za ich zbrodnie, no ale… były przyczyny obiektywne, które to uniemożliwiły. Należało nazywać komunistyczne zbrodnie po imieniu, tak, żeby obywatele wolnej Polski o nich pamiętali, no ale… to nie takie proste.

Ciągle „ale to” i „ale tamto”. Stanowi to bardzo intrygujący paradoks. Albowiem w historii PRL-u nie ma absolutnie żadnego „ale”! Żadnego „ale”! Historia PRL-u jest bardzo jednoznaczna, jak niemal żadna historyczna epoka kraju nad Wisłą.

Od pierwszej chwili swojego istnienia do ostatniej chwili dokonania swojego żywota, Polska Rzeczpospolita Ludowa była państwem zbrodniczym. Jej funkcjonariusze dopuszczali się najcięższych zbrodni i mogli czuć się absolutnie bezkarni. Zresztą byli bezkarni, albowiem żadna kara za popełnione zbrodnie ich nie spotkała. Nigdy! Polska Rzeczpospolita Ludowa to czterdzieści pięć lat zniewolenia kraju nad Wisłą przez sowieckiego okupanta. Okupanta, a nie sojusznika ani „starszego brata” i tu nie ma miejsca na żadne „ale”.

Okres PRL to najciemniejszy okres w polskiej historii. Epoka PRL to epoka zbrodni, krzywdy i głębokich niesprawiedliwości. Czas PRL to czas bezprawia i bezmiaru okrucieństw, których doświadczyli ci, którym z władzą ludową nie było po drodze. PRL to system, gdzie nie było miejsca na „ale”, ponieważ za słowo „ale” - mówiąc kolokwialnie - szło się siedzieć.

Zasada była prosta: Moskwa rozkazywała, jej PZPR-owscy sługusi wykonywali, a szeroko rozumiane społeczeństwo polskie cierpiało i znosiło tak zwaną władzę ludową, która nie rozumiała słowa „ale”. Albowiem jeśli ktoś miał jakieś wątpliwości to dla Polski Ludowej stanowił zagrożenie, z którym funkcjonariusze państwowi rozprawiali się bardzo szybko i bez rękawiczek.

W imię tak zwanej sprawiedliwości społecznej funkcjonariusze PRL prali, pałowali, katowali, zabijali. Taka jest właśnie prawda o PRL-u. Taka jest właśnie prawda o zbrodniczym systemie, któremu służyli wszyscy komunistyczni włodarze. Ten dobry Gomułka, który był niby lepszy od Bieruta i Ochaba, w latach czterdziestych bezwzględnie rozprawiał się z niepodległościowym podziemiem i osobiście odpowiada za setki wyroków śmierci wykonanych na członkach niepodległościowych organizacji i żołnierzach oddziałów leśnych. Ten Gierek, co niby bił opozycję trochę mniej niż Gomułka, odpowiada za pacyfikację protestujących robotników i „ścieżki zdrowia”. Zaś funkcjonariusze PRL-u, którzy wówczas podlegali Gierkowi, odpowiadają między innymi za śmierć Stanisława Pyjasa. A Jaruzelski… No to jest dopiero temat rzeka... Ten „wielki polski patriota“, który osobiście sprawił, że nie weszli sowieci, a później zgodził się na Okrągły Stół, ten ojciec polskiej demokracji zaczynał swoją karierę polityczną w Informacji Wojskowej w latach czterdziestych i pięćdziesiątych. Później brał jeszcze udział w czystkach antysemickich w Ludowym Wojsku Polskim. Jest współodpowiedzialny za grudzień 1970 roku, za stan wojenny itd., itd.

Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że funkcjonariusze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej dopuścili się zbrodni i w związku z tym przyznał ojcu Grzegorza Przemyka finansowe zadośćuczynienie, które winno mu wypłacić państwo polskie. Czy to wystarczy? Nie za bardzo wiem, jak na to pytanie odpowiedzieć. Może w możliwie najbardziej cyniczny i pragmatyczny sposób: lepszy rydz, niż nic...

Ów wyrok daje Polsce, ów wyrok daje polskiemu państwu, ów wyrok daje obywatelom RP - kolejną szansę. Albowiem mamy kolejną szansę, by rozprawić się raz na zawsze z historią PRL-u. Dopiero jak tego dokonamy będziemy mogli budować przyszłość naszej ojczyzny bez PRL-owskiego ciężaru, którego jakoś nie potrafimy się pozbyć.

Nadszedł już na to czas! Czas najwyższy! Żadnych wymówek! Nigdy więcej! Żadnych „ale”!!!

 

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

 

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka