Morderstwo Grzegorza Przemyka było zbrodnią, którą popełnili funkcjonariusze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
Tak orzekł Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Co prawda wyrok ten nie spowoduje ponownego otwarcia śledztwa w sprawie morderstwa Grzegorza Przemyka, to jednak stanowi on bardzo istotny przełom. Albowiem niezniszczalny dotychczas pancerz PRL-u został przebity.
W kraju nad Wisłą wymiar sprawiedliwości nie zdołał skazać prawomocnym wyrokiem żadnego zbrodniarza komunistycznego po 1989 roku. Władza sądownicza w Polsce nie potrafiła poradzić sobie z wymierzeniem sprawiedliwości komunistycznym zbrodniarzom. Polskie państwo, ale także my, obywatele RP nie potrafiliśmy skutecznie ani stawić czoła okrutnej historii PRL-u, ani jej rozliczyć.
Dlatego zaczął to za nas robić Europejski Trybunał Praw Człowieka, który - powołując się na artykuł 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka - nazwał po imieniu morderstwo Grzegorza Przemyka, uznając zbrodniczy charakter tego czynu. Tak! To była zbrodnia!
Ale dlaczego polskie państwo nie potrafiło nazwać tego czynu po imieniu?
Tak, to była zbrodnia, ale dlaczego w trzydziestą rocznice brutalnego morderstwa Grzegorza Przemyka, Sejm RP nie potrafił jednogłośnie przyjąć uchwały potępiającej ten czyn?
To była zbrodnia ale... No właśnie, w kraju nad Wisłą największym kłopotem narracji o PRL-u jest słowo „ale”, to straszne i w tym przypadku okrutne słowo „ale”, które tak wiele zmienia.
W wolnej Polsce debata o PRL-u jest nieustannie ostrzeliwana przez słowo „ale”. Ów ostrzał brzmi niczym seria z sowieckiej pepeszy! Dlaczego nie doszło w Polsce do rozliczenia komunistycznej przeszłości? Właśnie przez słowo „ale”. Dlaczego nie udało się w Polsce przeprowadzić prawdziwej dekomunizacji? Znowu przez słowo „ale”. Dlaczego aż do dziś nie istnieje jednoznaczna ocena PRL-owskiej przeszłości kraju nad Wisłą? Znowu przez słowo „ale”. Ciągle „ale”, „ale” i jeszcze raz – „ale”.
O co chodzi?
Chodzi o to, że za każdym razem, kiedy próbujemy w Polsce przedstawić prawdę o PRL-u, to zawsze napotykamy kogoś, kto mówi: No tak, ale... Kiedy rozpoczyna się rozmowa o drugiej konspiracji i tragicznym losie Żołnierzy Wyklętych, można usłyszeć: No tak, ale nie wszyscy Żołnierze Wyklęci byli rycerzami. Kiedy podejmowana jest debata o szeroko rozumianym stalinizmie w Polsce, to można usłyszeć głosy, które odpowiadają: No tak, ale PRL przyniósł społeczny postęp, a w latach czterdziestych i pięćdziesiątych walczono z analfabetyzmem i biedą na wsiach. Kiedy rozpoczynamy dyskusję o Gomułce, zawsze znajdzie się ktoś, kto odpowie: No tak, ale przecież Gomułka był lepszy od Bieruta, no i bezkrwawo przeprowadził kraj nad Wisłą przez październik 1956 roku. Kiedy chcemy zrobić rzetelny bilans ery Gierka, to ktoś odpowiada: No tak, ale Gierek był lepszy od Gomułki i gnębił opozycję jakby trochę mniej, niż jego poprzednicy i następcy. A kiedy w końcu chcemy podsumować epokę Jaruzelskiego, to znowu znajdują się tacy (zresztą ostatnimi czasy pojawia się ich coraz więcej), którzy odpowiadają: No tak, ale Jaruzelski zgodził się na Okrągły Stół, no i uratował nas przed tymi, o których na początku 1981 roku mówiono jedynie trzy słowa: wejdą... nie wejdą….
Właśnie tak wygląda w kraju nad Wisłą debata o PRL-u niemal 25 lat po jego upadku. Należało się zmierzyć z historią PRL-u, no ale... coś się nie udało. Należało przeprowadzić dekomunizację w Polsce, no ale... coś nam nie wyszło. Należało ukarać komunistycznych zbrodniarzy za ich zbrodnie, no ale… były przyczyny obiektywne, które to uniemożliwiły. Należało nazywać komunistyczne zbrodnie po imieniu, tak, żeby obywatele wolnej Polski o nich pamiętali, no ale… to nie takie proste.
Ciągle „ale to” i „ale tamto”. Stanowi to bardzo intrygujący paradoks. Albowiem w historii PRL-u nie ma absolutnie żadnego „ale”! Żadnego „ale”! Historia PRL-u jest bardzo jednoznaczna, jak niemal żadna historyczna epoka kraju nad Wisłą.
Od pierwszej chwili swojego istnienia do ostatniej chwili dokonania swojego żywota, Polska Rzeczpospolita Ludowa była państwem zbrodniczym. Jej funkcjonariusze dopuszczali się najcięższych zbrodni i mogli czuć się absolutnie bezkarni. Zresztą byli bezkarni, albowiem żadna kara za popełnione zbrodnie ich nie spotkała. Nigdy! Polska Rzeczpospolita Ludowa to czterdzieści pięć lat zniewolenia kraju nad Wisłą przez sowieckiego okupanta. Okupanta, a nie sojusznika ani „starszego brata” i tu nie ma miejsca na żadne „ale”.
Okres PRL to najciemniejszy okres w polskiej historii. Epoka PRL to epoka zbrodni, krzywdy i głębokich niesprawiedliwości. Czas PRL to czas bezprawia i bezmiaru okrucieństw, których doświadczyli ci, którym z władzą ludową nie było po drodze. PRL to system, gdzie nie było miejsca na „ale”, ponieważ za słowo „ale” - mówiąc kolokwialnie - szło się siedzieć.
Zasada była prosta: Moskwa rozkazywała, jej PZPR-owscy sługusi wykonywali, a szeroko rozumiane społeczeństwo polskie cierpiało i znosiło tak zwaną władzę ludową, która nie rozumiała słowa „ale”. Albowiem jeśli ktoś miał jakieś wątpliwości to dla Polski Ludowej stanowił zagrożenie, z którym funkcjonariusze państwowi rozprawiali się bardzo szybko i bez rękawiczek.
W imię tak zwanej sprawiedliwości społecznej funkcjonariusze PRL prali, pałowali, katowali, zabijali. Taka jest właśnie prawda o PRL-u. Taka jest właśnie prawda o zbrodniczym systemie, któremu służyli wszyscy komunistyczni włodarze. Ten dobry Gomułka, który był niby lepszy od Bieruta i Ochaba, w latach czterdziestych bezwzględnie rozprawiał się z niepodległościowym podziemiem i osobiście odpowiada za setki wyroków śmierci wykonanych na członkach niepodległościowych organizacji i żołnierzach oddziałów leśnych. Ten Gierek, co niby bił opozycję trochę mniej niż Gomułka, odpowiada za pacyfikację protestujących robotników i „ścieżki zdrowia”. Zaś funkcjonariusze PRL-u, którzy wówczas podlegali Gierkowi, odpowiadają między innymi za śmierć Stanisława Pyjasa. A Jaruzelski… No to jest dopiero temat rzeka... Ten „wielki polski patriota“, który osobiście sprawił, że nie weszli sowieci, a później zgodził się na Okrągły Stół, ten ojciec polskiej demokracji zaczynał swoją karierę polityczną w Informacji Wojskowej w latach czterdziestych i pięćdziesiątych. Później brał jeszcze udział w czystkach antysemickich w Ludowym Wojsku Polskim. Jest współodpowiedzialny za grudzień 1970 roku, za stan wojenny itd., itd.
Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że funkcjonariusze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej dopuścili się zbrodni i w związku z tym przyznał ojcu Grzegorza Przemyka finansowe zadośćuczynienie, które winno mu wypłacić państwo polskie. Czy to wystarczy? Nie za bardzo wiem, jak na to pytanie odpowiedzieć. Może w możliwie najbardziej cyniczny i pragmatyczny sposób: lepszy rydz, niż nic...
Ów wyrok daje Polsce, ów wyrok daje polskiemu państwu, ów wyrok daje obywatelom RP - kolejną szansę. Albowiem mamy kolejną szansę, by rozprawić się raz na zawsze z historią PRL-u. Dopiero jak tego dokonamy będziemy mogli budować przyszłość naszej ojczyzny bez PRL-owskiego ciężaru, którego jakoś nie potrafimy się pozbyć.
Nadszedł już na to czas! Czas najwyższy! Żadnych wymówek! Nigdy więcej! Żadnych „ale”!!!
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)