zbigniewstefanik zbigniewstefanik
593
BLOG

A „Gazeta Polska” i jej Kluby wciąż milczą…

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 3

Szanowni Czytelnicy,

dziewiątego września bieżącego roku, m.in. na portalu Salon24, opublikowałem swój list otwarty do „Gazety Polskiej” i jej Klubów, z którym możecie się Państwo zapoznać, korzystając z poniższego linku:

 

http://www.zbigniewstefanik.salon24.pl/532599,list-otwarty-do-gazety-polskiej-i-jej-klubow

 

Tego samego dnia list ten przesłałem również do pana Ryszarda Kapuścińskiego i pana redaktora Jana Pospieszalskiego.

W moim liście odnoszę się do stylu retoryki, który stosuje zarówno „Gazeta Polska”, jak również jej Kluby. W owym liście dałem również wyraz mojemu zdziwieniu wobec braku reakcji „Gazety Polskiej” na niekonwencjonalną treść listu elektronicznego pana reżysera Mariusza Pilisa, z którym możecie się Państwo zapoznać, korzystając z poniższego linku:

 

http://www.zbigniewstefanik.salon24.pl/525275,jestem-szmaciarzem-i-gnida-twierdzi-mariusz-pilis

W liście otwartym, który wystosowałem do „Gazety Polskiej” i jej Klubów stawiam również szereg pytań temu środowisku, jednocześnie prosząc o odpowiedź.

Jak do tej chwili zarówno „Gazeta Polska”, jak również jej Kluby - milczą. Nie dostałem żadnej odpowiedzi na przesłaną do nich korespondencję. Milczenie „Gazety Polskiej”, brak odpowiedzi na mój list, skłania mnie do zadania kolejnych pytań.

Dlaczego „Gazeta Polska” i jej Kluby postanowiły zignorować list podany do wiadomości publicznej? Skoro list ten był przedmiotem debaty w przestrzeni wirtualnej to można chyba wysnuć wniosek, iż byłoby wskazane zabranie głosu przez podmiot tej debaty. Dodam również, iż tylko w serwisie Salon24 mój list został przeczytany przez ponad tysiąc osób. Jest to niemała grupa użytkowników tej blogowej społeczności; ludzi, którzy zechcieli poświęcić swój czas i zapoznać się z treścią mojej korespondencji (za co im wszystkim bardzo dziękuję). Jednocześnie, skoro zechcieli poświęcić swój czas na lekturę listu mojego autorstwa to może zechcieliby oni również poznać odpowiedź jego adresatów? Dodam, iż list otwarty został opublikowany również na innych portalach internetowych, dlatego też mam podstawy, by twierdzić, iż został on przeczytany przez sporą grupę osób.

W tym momencie poznanie odpowiedzi na pytania postawione w liście jest niemożliwe. Albowiem jego adresaci postanowili go zignorować i - tym samym - postanowili zignorować jego autora. Ale - co gorsza -  również wszystkich tych, którzy się z treścią owego listu zapoznali.

Tak więc warto się zastanowić czy w tym konkretnym przypadku milczenie „Gazety Polskiej” i jej Klubów można uznać za akt zlekceważenia listu i mnie - jego autora? A także jego czytelników?

Moj list otwarty zawierał szereg pytań, które skierowałem do szeroko rozumianego środowiska „Gazety Polskiej” i jej Klubów. Jednak brak odpowiedzi na tę korespondencję powoduje, iż w tym momencie mamy do czynienia z brakiem odpowiedzi na postawione w nim przeze mnie pytania. Dlaczego „Gazeta Polska” i jej Kluby postanowiły na owe pytania nie odpowiadać?

Zapytam wprost Szanowna „Gazeto Polska” i Szanowne Kluby „Gazety Polskiej”,

czy boicie się polemiki czy choćby zwyczajnej rozmowy z tymi, którzy Was nie popierają i zadają konkretne -  być może dla Was niewygodne - pytania? Czy prowadzicie polemikę jedynie z tymi, którzy Was popierają? A dla tych, którzy Was nie popierają, czy stosujecie jakąkolwiek formę odpowiedzi w sytuacji, gdy kierowane są do Was konkretne pytania? Skoro nie odpisujecie tym, którzy Was nie popierają czy należy uznać, że wyznajecie doktrynę, kto nie z nami, ten nasz wróg? Czy uważacie niekonwencjonalną treść  listu elektronicznego pana reżysera Mariusza Pilisa, za dopuszczalną formę odnoszenia się do oponentów?

Szanowna „Gazeto Polska”, Szanowne Kluby „Gazety Polskiej”,

jak mam rozumieć Wasze milczenie?

Szanowni Czytelnicy,

jak mam rozumieć milczenie „Gazety Polskiej” i jej Klubów?

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka