Piotr Guział postanowił doprowadzić do odwołania, na rok przed ustawowymi wyborami samorządowymi, urzędującej prezydent Warszawy - pani Hanny Gronkiewicz-Waltz. Warszawska wspólnota samorządowa przedstawiła wymaganą liczbę podpisów, by odbyło się w tej sprawie referendum. Burmistrz Ursynowa stracił jednak inicjatywę, a kampania referendalna została całkowicie przejęta przez obóz polityczny Czwartej RP, który w walce z panią prezydent i Platformą Obywatelską, wykorzystuje symbole Powstania Warszawskiego. Ów obóz wręcz nawołuje warszawiaków do kolejnego powstania w mieście stołecznym, tym razem przeciwko Platformie Obywatelskiej, Donaldowi Tuskowi i Hannie Gronkiewicz-Waltz.
Persona z politycznej łapanki, profesor Piotr Gliński, który w przeszłości był wirtualnym premierem „na niby” (tak zwanego pisowskiego rządu technicznego RP), prowadzi obecnie kampanię wyborczą na prezydenta Warszawy. Pomimo, iż w tym momencie Warszawa ma swojego prezydenta to profesor Gliński czuje się nowym włodarzem miasta stołecznego i proponuje szereg zmian w stolicy. Więcej dróg rowerowych, pomnik Ofiar Katastrofy Smoleńskiej i zakaz głośnych imprez w Warszawie po godzinie 22. To na dobry początek. A co dalej? Lepiej nie wiedzieć!
Parodia? Komedia? A może kiepski żart? Nie, to relacja, podana w pigułce, z politycznego życia stolicy kraju nad Wisłą w ciągu ostatnich tygodni.
Nie jestem warszawiakiem, a więc spodziewam się, iż zostanie mi wypomniane, że wypowiadam się na temat, który mnie bezpośrednio nie dotyczy. Jednak skoro referendum warszawskie nabrało wymiaru ogólnopolskiego to uważam, że jako obywatel RP i osoba zabierająca głos w debacie publicznej, mam prawo (a być może obowiązek) wypowiedzieć się na ten temat.
Uważam, że inicjatywa Piotra Guziała dewaluuje istotę i znaczenie demokratycznej procedury, jaką jest referendum obywatelskie w demokratycznym państwie prawa. Albowiem referendum organizuje się w sytuacjach nadzwyczajnych. Co takiego nadzwyczajnego wydarzyło się w Warszawie w ostatnim roku, co uzasadniałoby zorganizowanie referendum w sprawie odwołania urzędującego prezydenta stolicy? Czy nad Hanną Gronkiewicz-Waltz ciążą jakieś zarzuty natury prawnej? Czy Hanna Gronkiewicz-Waltz została skazana prawomocnym wyrokiem? Nie, absolutnie nie!
Referendum w sprawie odwołania urzędującego prezydenta czy burmistrza miasta jest uzasadnione wówczas, kiedy istnieją powody natury prawnej, które uniemożliwiają sprawowanie władzy włodarzowi samorządu, wybranemu w drodze demokratycznych wyborów. To wtedy referendum jest demokratyczną procedurą, za pomocą której obywatele anulują poprzednią procedurę demokratyczną, jaką są wybory. Czy właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia w Warszawie? Czy jakieś przesłanki natury prawnej, uniemożliwiają Hannie Gronkiewicz-Waltz sprawowanie urzędu, na który została powołana w wyniku ustawowych wyborów demokratycznych?
Zarzuty wobec urzędującej w Warszawie pani prezydent tych, którzy do owego referendum doprowadzili, należą do kategorii oceny jej prezydentury. Jednak ocena urzędującego polityka, do której każdy ma przecież prawo, powinna być wyrażona w momencie wyborów, które przecież nastąpią w Warszawie już za rok. W tej sytuacji trudno mi jest przyjąć argumenty organizatorów warszawskiego referendum, którzy twierdzą, iż pani prezydent powinna zostać odwołana natychmiast, ponieważ źle sprawuje swój urząd. Ten argument to ich osobista ocena pracy Pani Gronkiewicz-Waltz, ocena, która nie powinna stać się przyczyną organizowania referendum.
Warto również wspomnieć, iż przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta rok przed ustawowymi wyborami powoduje, iż marnotrawi się środki publiczne. Zaś tych, których argumenty finansowe nie przekonują, może zainteresuje fakt, iż inicjatywa Piotra Guziała (przejęta przez Jarosława Kaczyńskiego i jego partię) sprawia, iż sama idea referendum traci w Polsce na powadze i na znaczeniu! Z kolei polityczna awantura, która jest główną charakterystyką kampanii referendalnej w Warszawie powoduje, iż w przyszłości wszystkie podobne inicjatywy mogą być potraktowane przez obywateli RP, jako kolejna próba wywołania politycznego zamętu, mającemu służyć politycznym interesom partii politycznych i ich liderów. Wówczas upadnie w naszym kraju sama idea referendum. A przypomnę, iż jest to demokratyczna procedura właściwa dla każdego państwa prawa!
Inicjatywa Piotra Guziała, nad którą zresztą stracił on kontrolę, to swoiste pomieszanie pojęć z poplątaniem okoliczności. Powtarzam raz jeszcze: polityka oceniamy w wyborach. Odwołujemy drogą referendalną urzędującego prezydenta miasta czy burmistrza miejscowości, kiedy są ku temu prawne powody. Właśnie taki system funkcjonowania został przyjęty w europejskich (i demokratycznych) państwach prawa, a przecież Rzeczpospolita Polska od niemal dziesięciu lat do Unii Europejskiej należy!
Zarówno inicjatywa warszawskiego referendum, jak również przebieg kampanii referendalnej w Warszawie świadczą o wielkiej niedojrzałości polskiej demokracji. Albowiem w kraju nad Wisłą nadal panuje reguła, według której aktorzy polskiej demokracji przedkładają polityczne projekty negatywne i destrukcyjne, nad projekty polityczne pozytywne i konstruktywne. Kiedy w stolicy kampania referendalna rozkręciła się na dobre, Platforma Obywatelska (z premierem Donaldem Tuskiem na czele) przyjęła taktykę nawoływania warszawiaków do nie udawania się do referendalnych urn wyborczych. Ta postawa obecnego Premiera Donalda Tuska i jego partii została bardzo szeroko skrytykowana przez znaczącą część osób, które biorą udział w polskiej debacie publicznej. Osobiście uważam tę postawę za racjonalną, logiczną i – przynajmniej z punktu widzenia Platformy Obywatelskiej - politycznie rozsądną. Albowiem ostatnie dwadzieścia lat funkcjonowania wolnej Polski pokazało, iż obywatele RP nie głosują na kogoś czy na coś, tylko zawsze przeciwko komuś czy przeciwko czemuś. By się o tym przekonać, prześledźmy wyniki parlamentarnych wyborów z ostatnich dwunastu lat.
W 2001 roku obywatele RP, znudzeni rządami koalicji Akcji Wyborczej Solidarność z Unią Wolności i nieustającymi politycznymi przepychankami, wystawili owej koalicji bardzo wysoki rachunek. Przecież ani AWS, ani UW nie dostały się do Sejmu. Zaś wybory te wygrał Sojusz Lewicy Demokratycznej z Leszkiem Milerem na czele, który przyjął postawę bezkompromisowego krytyka premiera Jerzego Buzka i jego czteroletnich rządów. W zdecydowanej większości wyborcy zagłosowali wówczas przeciwko (wtedy już zerwanej, ale ciągle jeszcze obecnej w społecznej świadomości) koalicji AWS-UW i ówczesnemu premierowi Jerzemu Buzkowi. Czyniąc to, zagłosowali oni na głównego oponenta premiera Buzka, czyli Leszka Milera i Sojusz Lewicy Demokratycznej.
W roku 2005 obywatele RP, zniesmaczeni ciągłymi aferami w obozie władzy, zagłosowali przeciwko SLD, oddając władzę partii Prawo i Sprawiedliwość, która zbudowała cały swój polityczny kapitał na bezwarunkowym sprzeciwie wobec „układu“, utożsamianego przez PiS z SLD i jego liderami. Dwa lata później, wystraszeni Czwartą RP, obywatele III RP w zdecydowanej większości zagłosowali przeciwko partii Jarosława Kaczyńskiego, oddając tym samym władzę Platformie Obywatelskiej. A w roku 2011, kiedy to wspomnienie o Czwartej RP nadal było żywe w kraju nad Wisłą, wyborcy po raz kolejny zagłosowali przeciwko partii Prawo i Sprawiedliwość, utrzymując u władzy Platformę Obywatelską na drugą kadencję.
Warto również zauważyć, iż w kraju nad Wisłą masowe głosowanie przeciwko komuś i czemuś było zjawiskiem wyjątkowym, być może nadzwyczajnym, podczas ostatnich wyborów parlamentarnych. Albowiem główna partia opozycyjna wobec rządzącej Platformy Obywatelskiej, Prawo i Sprawiedliwość, dostała mniej głosów, niż w roku 2007, kiedy to była u władzy. To precedens na skalę europejską. Albowiem sytuacja, w której główna partia opozycyjna dostaje mniej głosów po czterech latach bycia w opozycji, niż w okresie, kiedy to była u władzy jest czymś absolutnie nadzwyczajnym. Cud nad Wisłą? Nie. Po prostu przywiązanie polskich obywateli do głosowania przeciwko „czemuś”, przeciwko „komuś”, zamiast głosowania „na coś” czy „na kogoś”.
Donald Tusk jest doświadczonym politykiem o długoletnim stażu. Z pewnością miał on - i ma zresztą nadal - świadomość, iż o wiele łatwiej jest uzyskać dezaprobatę, niż poparcie obywateli RP. Najprawdopodobniej dlatego postanowił on nawoływać do bojkotu referendum, gdyż miał on świadomość, iż jego partii przyniesie to lepsze rezultaty polityczne, niż nawoływanie warszawiaków do obrony urzędującej pani prezydent.
Kampania referendalna w Warszawie obnaża, w sposób aż nadto widoczny, słabość polskiego społeczeństwa obywatelskiego, które nie potrafi się oprzeć, które nie potrafi się obronić przed dominacją struktur politycznych. Inicjatywa odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz to przedsięwzięcie samorządowca (burmistrza Ursynowa Piotra Guziała) i warszawskiej wspólnoty samorządowej. To właśnie ta wspólnota zebrała wymaganą ilość podpisów pod inicjatywą warszawskiego referendum. To warszawska wspólnota samorządowa zmobilizowała tych warszawiaków, którzy odwołania pani prezydent chcieli. To Piotr Guział był twarzą referendalnej inicjatywy odwołania ze stanowiska prezydenta miasta stołecznego Hanny Gronkiewicz-Waltz. Jednak nie był on w stanie utrzymać swojego leadershipu. Albowiem, kiedy rozpoczęła się kampania referendalna to inicjatywa Piotra Guziała została całkowicie przejęta przez Prawo i Sprawiedliwość, a jej liderzy - z prezesem Jarosławem Kaczyńskim - tę inicjatywę po prostu sobie przywłaszczyli. Jajko chciało być mądrzejsze od kury, a zostało zjedzone przez kaczkę. Dzisiaj warszawskie referendum ma twarz Jarosława Kaczyńskiego, a Piotr Guział znajduje się gdzieś na marginesie inicjatywy, którą sam zorganizował!
Referendum warszawskie to bezsens! Referendum warszawskie to absurd! Referendum warszawskie to pomieszanie pojęć z poplątaniem okoliczności! Referendum warszawskie to kpiny z obywateli RP. Referendum warszawskie to kpiny z demokratycznego obyczaju. Albowiem to referendum ujawnia (i to w sposób jednoznaczny), jak bardzo polska demokracja jest niedojrzała. To referendum pokazuje, jak bardzo słabe jest polskie społeczeństwo obywatelskie. To referendum uzmysławia, jak wiele uczestnicy i beneficjenci młodej polskiej demokracji, muszą się jeszcze nauczyć. To referendum uzmysławia, jak wiele jest jeszcze do zrobienia w kraju nad Wisłą, by doprowadzić jego obywateli do pełnej wiedzy o tym, czym jest demokratyczne państwo prawa. Wiele pozostało do zrobienia w Polsce, by w pełni nauczyć wyborców i obywateli RP demokratycznych praktyk. Jednak warszawskie referendum jest krokiem wstecz w tej dziedzinie. Tak naprawdę owe referendum to powrót do staropolskiego zwyczaju - liberum veto!!!
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (33)