zbigniewstefanik zbigniewstefanik
209
BLOG

W trosce o zdrowie internetowych haterów

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 1

Szanowni Czytelnicy,

od wielu lat internetowi haterzy są nieodłącznym elementem politycznej i publicznej debaty w polskiej przestrzeni wirtualnej. Haterzy to poważny problem i nie wolno go lekceważyć, albowiem uniemożliwiają oni prowadzenie rzeczowej i rzetelnej debaty. Haterzy potrafią bowiem sprowadzić każdą dyskusję do parteru, co zniechęca kulturalnych i merytorycznie przygotowanych publicystów do zabierania głosu w debacie.

Od kiedy zacząłem zabierać głos w polskiej debacie publicznej, nieraz spotykałem się z internetowym hatingiem. By Czytelników nie zanudzać, odwołam się tylko do dwóch przykładów. Podaję je po to, aby przykuć uwagę tych wszystkich, którzy rozumieją na czym polega niekonwencjonalność tego rodzaju komentarzy.

Dwa miesiące temu w korespondencji e-mailowej pan reżyser Mariusz Pilis był łaskaw wyrazić swoją opinię na mój temat. Zrobił to w sposób nieco niekonwencjonalny, o czym mogą się Państwo przekonać podczas lektury wpisu poświęconemu tej kwestii. Znajduje się on pod poniższym linkiem:

 

http://www.zbigniewstefanik.salon24.pl/525275,jestem-szmaciarzem-i-gnida-twierdzi-mariusz-pilis  

 

Kolejny przykład hatingu, z którym musiałem się zmierzyć, znajdziecie Państwo pod moim tekstem zatytułowanym „Niedojrzała demokracja… O referendum w Warszawie”.  Wiele komentarzy umieszczonych pod tym tekstem najlepiej… pozostawić bez komentarza.

 

http://zbigniewstefanik.salon24.pl/539422,niedojrzala-demokracja-o-referendum-w-warszawie

 

Czym różnią się oba podane przeze mnie przypadki? Otóż pan reżyser Mariusz Pilis napisał do mnie e-mail o niekonwencjonalnej treści, to fakt. Jednak miał on odwagę podpisać się pod nim i przesłać go ze swojej skrzynki e-mailowej, co uznaję za wyraz przyzwoitości pana reżysera i odnotowuję to na jego plus. Albowiem pan Mariusz Pilis identyfikuje się ze swoimi poglądami i nie zasłania się pseudonimem. Ów e-mail został przecież podpisany jego nazwiskiem, zaś po publikacji tego e-maila w Internecie, pan reżyser się go nigdy nie wyparł, co można mu zaliczyć na kolejny plus. Po prostu, pan reżyser w pełni utożsamia się ze swoimi poglądami i bierze za nie pełną odpowiedzialność. Jednak nie można powiedzieć tego samego o tych, którzy piszą komentarze zawierające obraźliwe treści pod moimi tekstami.

Wszystkie moje profile w Internecie są zarejestrowane na moje imię i nazwisko. Nigdy nie ukrywałem swojej tożsamości. Ze swoimi poglądami w pełni się utożsamiam i biorę za nie pełną odpowiedzialność. Moje teksty na profilach internetowych są podpisane moim nazwiskiem. Ale ci, którzy komentują moje teksty w sposób niekonwencjonalny, a czasem wręcz chamski (nawet więcej niż chamski) czynią to anonimowo. Wystarczy prześledzić owe komentarze, by zdać sobie sprawę, iż ich autorzy używają pseudonimów.

No właśnie, na tym polega zasadnicza różnica. Ja pod każdym moim tekstem się podpisuję. Zaś ci, którzy moje teksty, w sposób nierzadko chamski, komentują, nie posiadają wystarczającej odwagi, by się pod treścią owych komentarzy podpisać. Są oni w mojej ocenie nie tylko haterami, ale również zwykłymi tchórzami, gdyż nie stać ich na to, by brać odpowiedzialność zarówno za swoje poglądy, jak również za wyrażanie ich w sposób chamski i knajacki!

Moja działalność publicystyczna spotyka się często z hatingiem, jednak ja się nie obrażam. Zaś autorów niekonwencjonalnych komentarzy, które można nierzadko przeczytać pod moimi tekstami jest mi – szczerze! - niezwykle szkoda. Haterów jest mi tak po ludzku żal, ponieważ uważam, iż tego typu zachowania mogą być w zdecydowanej mierze spowodowane wewnętrzną frustracją, poczuciem bezsilności i niemocy ich autorów. Nie jestem lekarzem, jednak wydaje mi się, że tego typu zachowania mają swoje przyczyny, które współczesna medycyna jest w stanie wytłumaczyć.

Zamiast haterów ścigać czy podejmować wobec nich prawne kroki, może powinniśmy ich leczyć? Być może istnieje jakaś forma terapii, która umożliwiłaby im pełne uzdrowienie? Być może ich nienawistna działalność internetowa jest swoistą terapią zastępczą i nie powinniśmy im odbierać tej możliwości?

Ja z pewnością nie zamierzam im przeszkadzać, albowiem nienawiść, którą przelewają owi haterzy w swoich komentarzach, umieszczanych nierzadko pod moimi tekstami, świadczy o nich samych, a nie o jakości moich tekstów. Owa nienawiść daje świadectwo o tym, kto umieszcza taki wpis. Jednak nie ma ona wpływu na obiekt nienawistnego komentarza, ani na jego autora.

Szanowni haterzy,

Szanowni przedstawiciele ludu pisowskiego i ludu smoleńskiego,

Szanowni kibole i stadionowi patrioci,

Szanowni narodowcy,

Szanowni propagatorzy nienawiści wszelkiej maści,

Wasze inwektywy i Wasze obelgi brzmią dla mnie jak poezja. Dlatego apeluję do Was: nie odmawiajcie sobie tej przyjemności. Nie ograniczajcie swojego twórczego komentowania moich tekstów. Nie krępujcie się. Albowiem Wasze niekonwencjonalne komentarze są dla mnie bodźcem i zachętą do pisania kolejnych artykułów

Od początku mojej publicystycznej działalności musiałem zmierzyć się z różnymi obelgami. Nazwano mnie gnojem, gnidą, kanalią, złamasem i nie tylko. Jednak nie robi to na mnie żadnego wrażenia.

Szanowni haterzy,

nie odbierajcie sobie tego terapeutycznego ukojenia i umieszczajcie tyle obraźliwych komentarzy pod moimi tekstami, ile tylko Wasze dusze zapragną. Albowiem owe komentarze nie świadczą o mnie czy o mojej publicystycznej działalności, za którą biorę pełną odpowiedzialność. Wasze komentarze świadczą jedynie o Was i o Waszej publicystycznej działalności. Szkoda tylko,  że nie macie wystarczająco dużo odwagi, by brać za nią odpowiedzialność, skoro nie podpisujecie się pod swoimi internetowymi wpisami swoim nazwiskiem. Każdy powinien brać odpowiedzialność za treść swoich publikacji umieszczanych w Internecie.  Każdy hater biorący na swój sposób udział w debacie publicznej, powinien mieć odwagę brać również odpowiedzialność za swoje inwektywy. Niestety, tym haterom, którzy przelewają swoją nienawiść w komentarzach, które umieszczają pod moimi tekstami, odwagi brakuje.

Szanowni haterzy,

życzę Wam więcej odwagi, gdyż uważam, że jest ona niezbędna każdemu, kto chce zabrać głos w polskiej debacie publicznej i prowadzić niezależną działalność publicystyczną.

Szanowni haterzy,

życzę Wam pełnego uzdrowienia, ponieważ zdrowie jest przecież najważniejsze!

Szanowni Czytelnicy,

pozwolę sobie nadmienić raz jeszcze, iż z przyczyn technicznych nie jestem w stanie odpisywać na Wasze komentarze na portalach internetowych, za co wszystkich przepraszam. Pełną informację na ten temat znajdą Państwo pod poniższym linkiem:

 

http://www.zbigniewstefanik.salon24.pl/528916,dlaczego-nie-odpisuje-na-komentarze-czytelnikow-moich-tekstow

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

 

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka