zbigniewstefanik zbigniewstefanik
2408
BLOG

Platforma po „aferze taśmowej”. Obserwacje i kilka wniosków

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 24

Zarząd krajowy Platformy Obywatelskiej postanowił, iż wybory przewodniczącego dolnośląskiej PO nie zostaną powtórzone. Podjęto również decyzję, że uczestnicy „afery taśmowej” zostaną zawieszeni w partyjnych prawach członkowskich na trzy miesiące, a także staną przed sądem koleżeńskim.

„Afera taśmowa” w Platformie i wewnątrzpartyjne wydarzenia z ostatnich dni, które jej towarzyszyły, skłaniają mnie do następujących obserwacji i wniosków. 

Po pierwsze, nieetyczne poczynania można zauważyć po obu stronach barykady konfliktu platformo-platformerskiego. „Afera taśmowa” ujawniła naganne zachowanie osób, podających się za stronników Jacka Protasiewicza. Legnicka prokuratura ustali zresztą czy mieliśmy do czynienia z korupcją polityczną. Z kolei domniemani stronnicy Grzegorza Schetyny nagrywali swoich kolegów i kilkukrotnie rejestrowali przebieg prywatnych rozmów, aby je następnie upublicznić w celu skompromitowania rozmówców.

W związku z tym nasuwa się szereg pytań.

Skoro inicjatorzy „afery taśmowej” mieli wiedzę o przypadkach korupcji politycznej, to dlaczego nie poinformowali o tym prokuratury jeszcze przed zjazdem w Karpaczu? Dlaczego nie poinformowali o tych zajściach zarządu krajowego swojej partii? Dlaczego o domniemanej korupcji politycznej dowiedzieliśmy się dopiero po wyborach, czyli wówczas, gdy Grzegorz Schetyna poniósł klęskę? Dlaczego nagrania mające świadczyć o nieetycznych zachowaniach niektórych stronników Jacka Protasiewicza zostały przekazane mediom, a nie od razu prokuraturze? Dlaczego zawiadomienie prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa zostało złożone dopiero wtedy, kiedy „afera taśmowa” rozkręciła się na dobre, zarówno w sferze politycznej, jak również w przestrzeni medialnej? Czy mieliśmy do czynienia z dobrze przygotowaną prowokacją, mająca na celu skompromitowanie Jacka Protasiewicza? Czy zapisy nieetycznych rozmów były częścią „planu B” sojuszników Grzegorza Schetyny, na wypadek jego wyborczej porażki?

Sam Grzegorz Schetyna odcina się od inicjatorów afery taśmowej. W programie Moniki Olejnik „Kropka nad i” były marszałek Sejmu dał swoje „najświętsze słowo honoru“, iż nie ma z tą sprawa nic wspólnego. Czy można mu wierzyć? Czy można w tej sprawie brać za dobrą monetę „najświętsze słowo honoru” Grzegorza Schetyny?

Po drugie, wyżej wymieniona decyzja zarządu krajowego Platformy Obywatelskiej - mówiąc kolokwialnie - niczego nie załatwia.

W partii rządzącej kryzys wewnętrzny absolutnie nie został zażegnany. Co najwyżej mamy do czynienia z chwilowym zawieszeniem broni. W najbliższych tygodniach i miesiącach należy spodziewać się kolejnych odsłon wewnętrznego konfliktu w Platformie. Nic już nie jest w stanie powstrzymać tego sporu. Albowiem „Spinacz” Platformy Obywatelskiej przestał pełnić tę funkcję: Donald Tusk jest stroną tego konfliktu. Trudno w tym momencie wskazać w Platformie kogoś, kto mógłby w tym sporze pełnić rolę mediatora i na nowo „spiąć” partię rządzącą. Aktem finalnym platformo-platformerskiej wojny będzie wyeliminowanie z tej partii Grzegorza Schetyny i jego stronników, jeśli takowi w ogóle się znajdą. Każde zwycięstwo ma wielu ojców, a każdy zwycięzca - wielu przyjaciół. Jednak porażka jest sierotą, a przegrany najczęściej zostaje sam. Taki paradoks, które występuje w polityce niemal zawsze. Zresztą zjawisko to obecne jest nie tylko w polityce…

Można sobie wyobrazić Platformę Obywatelską bez Grzegorza Schetyny. Odejście byłego marszałka mogłoby stanowić dla partii Donalda Tuska nowe otwarcie, którego najważniejszym efektem byłoby powstanie niemal nowej partii, choć pod starym szyldem. Zaś miejsce Grzegorza Schetyny mogłoby zostać zagospodarowane przez polityka (czy polityków) znajdujących się w tym momencie w drugim szeregu Platformy Obywatelskiej. Taka zamiana mogłaby okazać się bardzo korzystna dla odświeżenia wizerunku partii rządzącej.

Po trzecie, Grzegorz Schetyna - z politycznego punktu widzenia - przegrał wszystko, co było do przegrania w boju o wpływy i władzę w Platformie.

W walce o przywództwo dolnośląskiej Platformy były marszałek Sejmu przegrał z Jackiem Protasiewiczem dwa razy tego samego dnia. Poniósł porażkę również (a może przede wszystkim) w wewnętrznej próbie sił w Platformie, którą spowodowała „afera taśmowa”; hecę, która została  zainicjowana przez stronników Schetyny, a - być może - przez niego samego.

Grzegorz Schetyna deklaruje, iż jest „patriotą Platformy Obywatelskiej”. I trudno mu się dziwić. Wszak jego polityczny byt poza Platformą jest - co najmniej - wysoce wątpliwy i niezwykle mało prawdopodobny. Co prawda Grzegorz Schetyna jest doświadczonym politykiem, jednak jego cechą charakterystyczną jest mała wyrazistość w prezentowaniu swych poglądów politycznych. Krótko mówiąc, można sobie wyobrazić Platformę Obywatelską bez Grzegorza Schetyny. Jednak z wielkim trudem przychodzi wyobrażenie sobie polityka (czy też lidera) Grzegorza Schetynę poza Platformą.

Po czwarte, pragnę przypomnieć, iż 28 października bieżącego roku zmarł Tadeusz Mazowiecki, pierwszy niekomunistyczny premier Polski po II wojnie światowej.

Trzeciego listopada odbędzie się jego pogrzeb. Platforma Obywatelska zafundowała obywatelom RP dużą porcję silnych emocji, to fakt. Jednak nie takie emocje powinny dominować w przestrzeni politycznej tuż po śmierci (i przed pogrzebem) jednego z „ojców założycieli” demokratycznej Polski.

Pozostał niesmak. Pozostał smutek. Pozostał żal do tych, którzy nie potrafili wyczuć i uszanować powagi chwili. Można było oczekiwać od partii rządzącej, iż w tym wyjątkowym okresie wykaże się stosownym obyczajem politycznym, odpowiednim dla czasu żałoby po wielkim mężu stanu.

Osobiście właśnie tego oczekiwałem od partii rządzącej. Oczekiwałem tego od Platformy Obywatelskiej!

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/  

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

 

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Polityka