Zarząd krajowy Platformy Obywatelskiej postanowił, iż wybory przewodniczącego dolnośląskiej PO nie zostaną powtórzone. Podjęto również decyzję, że uczestnicy „afery taśmowej” zostaną zawieszeni w partyjnych prawach członkowskich na trzy miesiące, a także staną przed sądem koleżeńskim.
„Afera taśmowa” w Platformie i wewnątrzpartyjne wydarzenia z ostatnich dni, które jej towarzyszyły, skłaniają mnie do następujących obserwacji i wniosków.
Po pierwsze, nieetyczne poczynania można zauważyć po obu stronach barykady konfliktu platformo-platformerskiego. „Afera taśmowa” ujawniła naganne zachowanie osób, podających się za stronników Jacka Protasiewicza. Legnicka prokuratura ustali zresztą czy mieliśmy do czynienia z korupcją polityczną. Z kolei domniemani stronnicy Grzegorza Schetyny nagrywali swoich kolegów i kilkukrotnie rejestrowali przebieg prywatnych rozmów, aby je następnie upublicznić w celu skompromitowania rozmówców.
W związku z tym nasuwa się szereg pytań.
Skoro inicjatorzy „afery taśmowej” mieli wiedzę o przypadkach korupcji politycznej, to dlaczego nie poinformowali o tym prokuratury jeszcze przed zjazdem w Karpaczu? Dlaczego nie poinformowali o tych zajściach zarządu krajowego swojej partii? Dlaczego o domniemanej korupcji politycznej dowiedzieliśmy się dopiero po wyborach, czyli wówczas, gdy Grzegorz Schetyna poniósł klęskę? Dlaczego nagrania mające świadczyć o nieetycznych zachowaniach niektórych stronników Jacka Protasiewicza zostały przekazane mediom, a nie od razu prokuraturze? Dlaczego zawiadomienie prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa zostało złożone dopiero wtedy, kiedy „afera taśmowa” rozkręciła się na dobre, zarówno w sferze politycznej, jak również w przestrzeni medialnej? Czy mieliśmy do czynienia z dobrze przygotowaną prowokacją, mająca na celu skompromitowanie Jacka Protasiewicza? Czy zapisy nieetycznych rozmów były częścią „planu B” sojuszników Grzegorza Schetyny, na wypadek jego wyborczej porażki?
Sam Grzegorz Schetyna odcina się od inicjatorów afery taśmowej. W programie Moniki Olejnik „Kropka nad i” były marszałek Sejmu dał swoje „najświętsze słowo honoru“, iż nie ma z tą sprawa nic wspólnego. Czy można mu wierzyć? Czy można w tej sprawie brać za dobrą monetę „najświętsze słowo honoru” Grzegorza Schetyny?
Po drugie, wyżej wymieniona decyzja zarządu krajowego Platformy Obywatelskiej - mówiąc kolokwialnie - niczego nie załatwia.
W partii rządzącej kryzys wewnętrzny absolutnie nie został zażegnany. Co najwyżej mamy do czynienia z chwilowym zawieszeniem broni. W najbliższych tygodniach i miesiącach należy spodziewać się kolejnych odsłon wewnętrznego konfliktu w Platformie. Nic już nie jest w stanie powstrzymać tego sporu. Albowiem „Spinacz” Platformy Obywatelskiej przestał pełnić tę funkcję: Donald Tusk jest stroną tego konfliktu. Trudno w tym momencie wskazać w Platformie kogoś, kto mógłby w tym sporze pełnić rolę mediatora i na nowo „spiąć” partię rządzącą. Aktem finalnym platformo-platformerskiej wojny będzie wyeliminowanie z tej partii Grzegorza Schetyny i jego stronników, jeśli takowi w ogóle się znajdą. Każde zwycięstwo ma wielu ojców, a każdy zwycięzca - wielu przyjaciół. Jednak porażka jest sierotą, a przegrany najczęściej zostaje sam. Taki paradoks, które występuje w polityce niemal zawsze. Zresztą zjawisko to obecne jest nie tylko w polityce…
Można sobie wyobrazić Platformę Obywatelską bez Grzegorza Schetyny. Odejście byłego marszałka mogłoby stanowić dla partii Donalda Tuska nowe otwarcie, którego najważniejszym efektem byłoby powstanie niemal nowej partii, choć pod starym szyldem. Zaś miejsce Grzegorza Schetyny mogłoby zostać zagospodarowane przez polityka (czy polityków) znajdujących się w tym momencie w drugim szeregu Platformy Obywatelskiej. Taka zamiana mogłaby okazać się bardzo korzystna dla odświeżenia wizerunku partii rządzącej.
Po trzecie, Grzegorz Schetyna - z politycznego punktu widzenia - przegrał wszystko, co było do przegrania w boju o wpływy i władzę w Platformie.
W walce o przywództwo dolnośląskiej Platformy były marszałek Sejmu przegrał z Jackiem Protasiewiczem dwa razy tego samego dnia. Poniósł porażkę również (a może przede wszystkim) w wewnętrznej próbie sił w Platformie, którą spowodowała „afera taśmowa”; hecę, która została zainicjowana przez stronników Schetyny, a - być może - przez niego samego.
Grzegorz Schetyna deklaruje, iż jest „patriotą Platformy Obywatelskiej”. I trudno mu się dziwić. Wszak jego polityczny byt poza Platformą jest - co najmniej - wysoce wątpliwy i niezwykle mało prawdopodobny. Co prawda Grzegorz Schetyna jest doświadczonym politykiem, jednak jego cechą charakterystyczną jest mała wyrazistość w prezentowaniu swych poglądów politycznych. Krótko mówiąc, można sobie wyobrazić Platformę Obywatelską bez Grzegorza Schetyny. Jednak z wielkim trudem przychodzi wyobrażenie sobie polityka (czy też lidera) Grzegorza Schetynę poza Platformą.
Po czwarte, pragnę przypomnieć, iż 28 października bieżącego roku zmarł Tadeusz Mazowiecki, pierwszy niekomunistyczny premier Polski po II wojnie światowej.
Trzeciego listopada odbędzie się jego pogrzeb. Platforma Obywatelska zafundowała obywatelom RP dużą porcję silnych emocji, to fakt. Jednak nie takie emocje powinny dominować w przestrzeni politycznej tuż po śmierci (i przed pogrzebem) jednego z „ojców założycieli” demokratycznej Polski.
Pozostał niesmak. Pozostał smutek. Pozostał żal do tych, którzy nie potrafili wyczuć i uszanować powagi chwili. Można było oczekiwać od partii rządzącej, iż w tym wyjątkowym okresie wykaże się stosownym obyczajem politycznym, odpowiednim dla czasu żałoby po wielkim mężu stanu.
Osobiście właśnie tego oczekiwałem od partii rządzącej. Oczekiwałem tego od Platformy Obywatelskiej!
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (24)