Źródło procesu
Co do jednego nie ma wątpliwości, salon24 się wali. Kryteria?
- liczba wartościowych blogerów
- liczba wartościowych tekstów i komentarzy
- także liczby odsłon, ale to drugorzędne
Wielu odeszło. Może bardzo wielu odeszło. W to miejsce, salon został zapełniony:
- tekstami "redakcyjnymi", zwykle niskiej wartości
- dużą liczbą "dziwnych" blogów, które sprawiają nieodparte wrażenie bycia produkowanymi przez systemy ai
- jakichś mniej zrównoważonych czy hucpiarskich osób, ale to drugorzędne
Fenomenem jest to, że ta atrofia, ten upadek, nie jest wydarzeniem mającym ścisłe i ograniczone ramy czasowe oraz autora. To jest proces, który zaczął się kilkanaście lat temu, który realizowały różne od siebie osoby, dla którego nikt nie sformułował planu: zrobimy tak, a tak i będzie to, a to. A jednak, przez kilkanaście lat, Igor Janke, Bogna Janke, Sławomir Jastrzębowski, Jan Peńsko podejmowali działania, które w sumie spinają się w jeden konsekwentny ciąg. Tak, jak gdyby plan jednak istniał.
Co jest? Kamieniem węgielnym, czynnikiem organizującym na przestrzeni wielu lat działania różnych od siebie osób? Czy intencją którejkolwiek z wymienionych osób było wypchnięcie piszących wartościowe teksty ludzi? Czy była nią eskalacja zachowań agresywnych i prymitywnych, z wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami? Czy chcieli coś złego zrobić i tkance komunikacji społecznej i samym ludziom? Odpowiedź brzmi - nie. Bynajmniej tego nie mieli na myśli. A jednak swoimi konsekwentnymi decyzjami i czynami do negatywnych zjawisk - można powiedzieć nawet szkód - doprowadzili. Jak to możliwe?
Może jest tak, że istnieje jakiś nadrzędny system, wzorzec, zbiór prawidłowości, który skłania i wymusza takie, a nie inne działania. Co to by miało być? Co kieruje 'mogulami" współczesnego internetu, tak, że ich produkty szkodzą psychice miliardów ludzi, czynią ich prymitywnymi, niezdolnymi do racjonalnego myślenia, uzależnionymi, pozbawionymi kontroli nad własnymi reakcjami, narcystycznymi i pozbawionymi szacunku do innych? Taki Musk, Cukienberg, Bezos przecież nie chcą nikogo skrzywdzić, nikomu wyrządzić szkody. Oni jedynie pracują na rozwój swoich platform i czasem nawet chcą dobrze!
Więc z jednej strony nie da się wskazać negatywnych intencji - będę robił tak, żeby się to wszystko zawaliło, a z drugiej, działania układają się w spójne procesy, tak jak gdyby taka intencja istniała.
To co najlepsze
Pytanie czy ludzie, z którymi mamy do czynienia, instytucje, wielkie i małe platformy komunikacyjne i ich zarządcy, starają się wydobyć z nas to, co w nas najlepsze czy przeciwnie, to co w nas najgorsze? Czy my w interakcjach z innymi, mamy intencję wydobycia z nich to, co w nich najlepsze czy może przeciwnie, dokuczenia, dominacji, uzyskania przewagi, wyrażenia pogardy, dezaprobaty, tak, żeby zabolało i wyszydzenia reakcji?
I nie chodzi tu o "public relations" a więc o własną propagandę, przy pomocy której ludzie i instytucje oszukują innych i samych siebie. Chodzi o prawdę. Czy kieruje nami, innymi i zespołami ludzkimi intencja, by wydobyć, wydobywać z ludzi to, co najlepsze?
No dobrze, ale po jaką cholerę? - od razu pojawi się pytanie. Czy oni nie mogą sami, do jasnej cholery, zadbać o to, co dla nich najlepsze? I tu pojawia się dewangelia liberalizmu, prezentowana także przez Dostojewskiego w "Zbrodnia i kara": każdy powinien dbać o siebie, nie o innych! Z indywidualnych dążeń do własnej korzyści zrodzi się powszechne dobro i dobrobyt. Ta dewangelia ma wielu apostołów i miliardy wierzących.
Dobro jako wynik powszechnego i głębokiego przyjęcia egoizmu
Nie myśl o innych, myśl wyłącznie o swojej korzyści, tą drogą zrodzi się dobro dla wszystkich, gdy wszyscy będą egoistycznie, bez zwracania uwagi na innych dążyć do własnej korzyści. Więc pan Igor Janke, pani Bogna, panowie Sławomir i Jan, Elon i Mark, po prostu dążyli i dążą do korzyści, bez zwracania uwagi na dobro innych. I być może właśnie ten minimalny szczegół, ów "brak zwrócenia uwagi na innych" jest "pierścieniem Saurona", kluczem wiążącym w całość odrębne z pozoru zachowania, decyzje, działania, w długofalowe procesy doprowadzające do psucia rzeczywistości.
Ilu nauczycieli w szkole starało się wydobyć z ciebie to, co najlepsze? Takie pytanie to żart. Nauczyciel ma własne problemy, a uczeń musi jakoś przeżyć. Życia trzeba się uczyć! Czy politycy w swoich kampaniach, strategiach i propagandzie starają się wydobyć z ciebie to, co najlepsze w tobie? No dobra... A może media? Czy X, facebook, wirtualna polska, onet, tvn, starają się wydobyć z ciebie to, co najlepsze? A może producenci żywności dosypujący cukier to tanich klopsików w Biedronce? Oni się starają wydobyć z ciebie to, co najlepsze czy jedynie plastrują samych siebie i innych kłamstwami, że dostarczają tani i smaczny produkt, który zaspokaja głód i pozwala poczuć się lepiej? To jest mini sprzedaż narkotyków, bo one też pozwalają się poczuć lepiej - na chwilę, ale mają zgubne dalsze konsekwencje.
A może starali się wydobyć z nas to, co najlepsze prorocy post-modernizmu jak Michel Foucault, wielki francuski filozof, który był kiedyś w Polsce i przez komunistyczną bezpiekę został z kraju wyrzucony, bo miał skłonność do stosunków z nieletnimi chłopcami, co nawet do tych oprawców było nie do zniesienia. Ten sam wielbiony przez świat i nazwany przez Polskie Radio nauczycielem wolności Foucault ...ł potem algierskich chłopców za pieniądze na tamtejszych cmentarzach, bo było ustronnie. Czy cały przekaz o względności prawdy, o konieczności walki z innymi o swoje korzyści, jako metody postępu i równości, był obliczony na wydobycie z ludzi tego, co w nich najlepsze? A może przeciwnie. Choć zawsze, nie chodzi wprost o wydobycie z nich tego, co w nich najgorsze, a jedynie o własne korzyści.
Klucz
Kluczem wydaje się być egoizm plus brak intencji, by nasze zachowania wzbogacały innych. To drugie jako intencja, jest nieodmiennie wyszydzane i przedstawiane jako infantylna dewiacja, w zestawieniu z dorosłą dojrzałością, która przejawia się w traktowaniu innych jak przedmioty, które trzeba poustawiać, a nich się martwią o siebie sami.
Może jest tak, że ludzkość to "organizm" i sytuacja gdy komórki rwą więzi ze sobą, gdy zaczynają "żyć dla siebie kosztem innych", to sytuacja patologii całego organizmu, w ostateczności prowadząca do atrofii wszystkiego? Współczesna epidemia narcyzmu, jako kolejnego już przejaskrawienia samego egoizmu, jasno pokazuje, że "ja" - tak reklamowane przez panią Tokarczuk, która w nagrodę za swój przekaz otrzymała nagrodę Nobla - staje się niezależne, dominujące, stara się pochłonąć świat.
Może postawienie "ja" na miejscu najwyższym jest pewnym wzorcem morfogenetycznym Rupert Sheldrake, jest potęgą i pierwiastkiem zła na wyżynach niebieskich św. Pawła Apostoła. Jest przejawem czegoś, co organizuje rzeczywistość i kieruje ludźmi? Może maleńkie decyzje każdego z nas: liczę się ja, a inni się nie liczą, z tego wzorca wynikają i go umacniają?
Rozwiązanie
A przecież w wielkich systemach religijnych, które egoizm (hinduizm, buddyzm, chrześcijaństwo) od zawsze potępiają chodzi jak najbardziej o dobro samego człowieka. Tylko o dobro w rozumieniu tych perspektyw trwałe, stabilne i wielkie. Nie chodzi o chwilowy "haj" po kompocie z maku, który potem Ryśka Riedla zaprowadził do cierpienia i grobu, tylko o trwałe i pełne szczęście.
Chrześcijaństwo powiada "Kochaj Boga ze wszystkich sił, a bliźniego jak siebie samego". To się da przełożyć na kolejność "miłości": Bóg, ja, inni. Stąd miłość do samego siebie, tak błędnie odrzucona przez Kościół, bo błędnie rozumiana, jest druga w kolejności, przed relacją z innymi. To nie inni są w pierwszym rzędzie odniesieniem dla człowieka, ale jego relacja z Bogiem i miłość do samego siebie.
Ale miłość do samego siebie to nie to samo co egoizm. Pierwsze mówi: będę robić to, co uważam za dla mnie najlepsze, bez oglądania się na innych. Drugie mówi: chcę byś ty robił to, co ja uważam za dla ciebie najlepsze, bez oglądania się na ciebie.
Więc dbanie o własne dobro jest dobre i pożądane. Nastawienie na dobro innych z pominięciem dobra własnego to dewiacja. Ale taką samą dewiacją jest nastawienie na dobro własne z pominięciem dobra innych. Pierwsze wdrażał komunizm z wiadomym skutkiem. Drugie wdraża liberało-ateizm, a skutki choć dużo mniej wyraźne, to nie mniej na przyszłość złowróżbne.
Więc starajmy się wydobywać z samych siebie - to co najlepsze. Ale i w interakcjach z innych ludzi też, to co najlepsze. Ale to niełatwe - może ktoś powiedzieć. Zgadza się. Większość z tego co łatwe ma niską wartość i w efekcie, wydobywa z nas to, co najgorsze :)


Komentarze
Pokaż komentarze (32)