Tylko wolność jest ciekawa
No, może nie tylko wolność. Świat wokół też jest niczego sobie. Jak go jednak poznawać, gdy wolności zabraknie...
21 obserwujących
51 notek
29k odsłon
  1169   5

Wspólny wróg

„Pandemia” wyszła już z niemowlęctwa. Ma dobrze ponad roczek, więc uznałem, że napiszę na tę okoliczność skromną laurkę. To nie jest próba przekonywania kogokolwiek,  analizą jest zaś w stopniu znikomym. Mam po prostu potrzebę by nazwać po imieniu sprawy jakimi je widzę. To jest efekt mojego oglądu sytuacji, moja opinia - tylko tyle. Oto ona, a na początek

Streszczenie

Tzw. pandemia jest wytworem propagandy. Wiara w nią zbudowana jest głównie na śledzeniu przez społeczeństwo informacji o walce z rzekomym zagrożeniem - ta walka jest jedynym przejawem pandemii. Moja podstawowa obserwacja jest taka, że bez względu na stan zagrożenia, działania rządzących są absurdalne i nie mogą przynieść żadnego efektu „antypandemicznego”. Są tak głupie i w tej głupocie wręcz zbrodnicze, że narzuca się wniosek, iż takie właśnie być mają, a więc służą zupełnie czemuś innemu niż walka z chorobą. Spowodowały niepomiernie bardziej tragiczne skutki niż to przeciw czemu są jakoby skierowane, dlatego zarówno walka z mistyfikacją pandemiczną, jak i walka z pandemią (do wyboru, w co kto wierzy) wymaga przeciwstawienia się tym działaniom. Dobrowolne podporządkowanie się im jest przykładaniem ręki do zbrodni i zniewolenia. Jedyną postawą godną człowieka jest - na miarę możliwości - niepodporządkowanie. Dlatego, paradoksalnie, ZARÓWNO BOJĄCY SIĘ WIRUSA JAK I CI ROZPOZNAJĄCY MISTYFIKACJĘ MAJĄ WSPÓLNEGO WROGA. Przynajmniej to powinno nas łączyć. Wróg, czyli zarządzający pandemią nie działają ani dla dobra nas, sceptyków, ani was, zastraszonych. Jeśli trwa straszna pandemia to i tak nas i was dopadnie. Jeśli nie, to może nas zabić lub pozbawić zdrowia działanie zarządców, którzy odebrali nam wszystkim opiekę medyczną i sprokurowali zagrożenia zdrowia na skalę trudną do przeszacownia. Zniewolenie zaś i katastrofa cywilizacyjna dotknie wszystkich pospołu.
Niepojmujących tego stanu rzeczy i w jakimkolwiek stopniu przykładających rękę (ze strachu, głupoty, cwaniactwa, wygodnictwa, interesowności) traktuję jako wrogów. Wrogów wolności, sprawiedliwości, rozsądku, Wiary. Wrogów osobistych. Im wyższe posiadają kwalifikacje intelektualne, czyli narzędzia do rozpoznania istoty zła, tym cięższy stawiam im zarzut, bowiem to oni powinni stać w pierwszym szeregu świadomych mistyfikacji której podlegamy. Dotyczy to zwłaszcza ludzi najsprawniejszych w posługiwaniu się Siecią, czyli w pierwszym szeregu młodych i w tzw. sile wieku – jak mogą nie szukać wiedzy alternatywnej wobec głównego nurtu medialnego (zwłaszcza telewizyjnego, najbardziej sformatowanego)? Sprawa jest zbyt poważna by taki brak aktywności usprawiedliwić.

Opinia i podsumowanie w wersji szerszej

CZY „NIE WIERZĘ W KORONAWIRUSA”? - tak zwykli pytać chcący zdemaskować mnie jako płaskoziemcę. Odpowiadam: to nie jest kwestia wiary. Równie dobrze można spytać „czy wierzę w wirusa”. Oczywiście, że wierzę w istnienie wirusów, tak jak generalnie wierzę w wiele informacji podawanych przez świat nauki. Zajrzałem nawet do wszechwiedzącej wikipedii i wyczytałem, że światowy gwiazdor o nazwie SARS-CoV-2 jest jednym z 7 gatunków koronawirusów, te zaś występują jako jedna z dwunastu rodzin wirusów, z których każda odpowiada za całą masę bardzo nieprzyjemnych chorób. Np. trzy rodzaje wirusa grypy typu A, B i C należą do rodziny ortomyksowirusów. Wirusy A i B są przyczyną ciężkich zachorowań, które mogą osiągać rozmiary epidemii, natomiast typ C powoduje zachorowania o lżejszym przebiegu. I tak dalej – jest cała, groźnie wyglądająca tabelka. I ja w nią „wierzę”. I wierzę, że istnieje grypa i że to groźna choroba. Nawet wierzę, że wielokrotnie na nią chorowałem. Być może już dawno chorowałem nawet na chorobę wywołaną koronawirusem ponieważ nikt nigdy nie próbował przy stwierdzeniu grypy analizować, który z wirusów ją spowodował. Tak więc wierzę w koronawirusy i w to, że z ich powodu można zachorować (czyli mieć objawy), a nawet, że niekiedy te objawy mogą być groźne, a nawet spowodować śmierć. Dokładnie tak jak w przypadku grypy i mnóstwa innych chorób powodowanych przez jednego z wielkiej liczby wirusów skatalogowanych w liczne rodziny, rodzaje i typy.
Uff! W to wszystko wierzę. Natomiast nie wierzę w tzw. ”pandemię koronawirusa”. Tzn. nie wierzę, że gatunek SARS-CoV-2 jest tak szalenie groźny i rozpowszechniony, by uzasadniać, choćby w minimalnym stopniu, szaleństwo, które nas otacza i nazywane jest „walką z pandemią”. Inaczej mówiąc jestem pewien, że

PANDEMII NIE MA. Jest zjawiskiem wirtualnym zbudowanym z niczego. Walka z pandemią jest jedynym przejawem samej pandemii. Wywołano stan zagrożenia na podobnej zasadzie jak np. siejąc histerię antyszpiegowską, co było praktykowane w wielu krajach i w różnym natężeniu. Robili to np. komuniści w Sowieckim Sojuzie czy w PRL-u.  Plakaty, komunikaty, opinie oficerów kontrwywiadu generowały strach i podejrzliwość wobec innych, „podejrzanie” się zachowujących. Można i dziś ustawić wojskowe posterunki na szosach i ulicach, wysłać samochody z antenami pelengacyjnymi, by krążyły po miastach, informować o zatrzymanych podejrzanych, o ilości sprawdzonych doniesień, pokazać analityków przy pracy – świat z czającym się na każdym kroku wrogiem jako żywo podobny do „pandemicznego”. Im bardziej intensywne działanie, nawet jeśli odbierane jako bzdurne, tym bardziej wzmacnia wrażenie zagrożenia – a może być walką z dowolnym nieistniejącym wrogiem.

Lubię to! Skomentuj45 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale