Tylko wolność jest ciekawa
No, może nie tylko wolność. Świat wokół też jest niczego sobie. Jak go jednak poznawać, gdy wolności zabraknie...
27 obserwujących
72 notki
39k odsłon
  1259   5

Wspólny wróg

Tymczasem nie ma zagrożenia większego niż było rok, dwa lata temu.  By to stwierdzić nie ma potrzeby wnikać w skomplikowane analizy i studia wirusologiczne. Tak jak nie robiono tego dotychczas przy permanentnych falach grypy i jej pochodnych. Przeciwnie: wielokrotnie, w latach nawet niedawno minionych, zagrożenie ze strony owej grypy było dużo większe niż jest obecnie. O prawdziwie groźnych epidemiach (hiszpanka, dżuma,…) szkoda nawet wspominać - jest obrazą dla rozumu porównywanie aktualnej hucpy z tymi katastrofami. Również dziś jest wiele zagrożeń znacznie poważniejszych niż to przed czym drży świat.

Coś, co można by nazwać groźną pandemią, wobec której uzasadnione byłoby stosowanie drastycznych środków musi spełniać dwa warunki: masowość rozprzestrzeniania się choroby oraz bardzo duże zagrożenie śmiercią lub poważnym uszczerbkiem na zdrowiu. Oba warunki muszą być spełnione jednocześnie! Dlatego nie mówimy o pandemii przeziębienia ani grypy – bo choć powszechne nie są zbyt groźne, ani boreliozy, gruźlicy czy trądu – bo nie występują masowo a tym bardziej masowo nie wywołują tragicznych skutków.

Aktualna „pandemia” nie spełnia żadnego z powyższych warunków. SARS-CoV-2 prowadzi do choroby (nazwanej Covid 19) tylko w bardzo znikomym procencie zakażeń, a sam Covid z kolei skutkuje śmiercią lub jest ciężko odchorowywany też w bardzo znikomym ułamku przypadków. Ogromna ilość źródeł potwierdza, że te statystyki są nie gorsze niż przeciętnej grypy. Bo też i wygląda  na to, że de facto sama ta „nowa” choroba jest bliźniaczką zwykłej grypy i gdyby nie „reklama” i monstrualne jej nagłośnienie, to od występującej w mnogości odmian grypy byśmy jej nie odróżniali. Rok w rok miliony ludzi przechodzi grypę na sposób łagodny, średni lub ciężki i rok w rok niewielki odsetek ma pecha i popada w stany chorobowe bardzo dramatyczne, czy skutkujące śmiercią. Do czasu ujawnienia się efektów zamknięcia systemu lecznictwa statystyki ostatniego roku nie różniły się od lat poprzednich tzn. nie zwiększyła się pula śmierci w populacji, a więc nie było żadnej pandemii i nie było z czym walczyć. Jedyne co się stało to generalne „wyparcie” grypy z katalogu chorób i nazwanie wielkiej ich części mianem Covid, który jest powodowany przez mitycznego „koronawirusa”. Tenże sam koronawirus został wykreowany na straszliwego zabójcę, a to za sprawą lawinowego informowania gawiedzi o ilości zakażeń nim spowodowanych oraz, w ślad za tym, śmierci których jest jakoby przyczyną.
SKĄD WIADOMO ILE JEST „ZAKAŻEŃ”? Wykrywa je otóż „test na koronawirusa”. Test nazywa się PCR, powstał dla celów badawczych, a nie klinicznych, polega na powtarzanych cyklach powielania materiału genetycznego i można z jego pomocą uzyskać praktycznie dowolny wynik w zależności od liczby owych cykli. Test nie mierzy ilości wirusów w próbce, czyli nie bada infekcji wirusowej, jest też niespecyficzny i daje dodatnie wyniki również w przypadku zakażenia innymi czynnikami chorobotwórczymi. Inaczej mówiąc, tej „klasy” testem (gorszym niż rzut monetą, bo ma wiarygodność dużo mniejszą niż 50%) można badać dowolny koronawirus, czy wirus grypy i osiągać dowolną skalę odkrytych „zakażeń”. Cała pandemia stoi więc na ilości pozytywnych wyników owych zupełnie niewiarygodnych testów, nazywaniu tych wyników „zakażeniami”,  następnie utożsamieniu ich z groźną chorobą, a śmierć osoby posiadającej pozytywny test z efektem pandemii – oto przepis na histerię. Z pomocą tego „generatora zakażeń” jakim jest „test na koronawirusa” można wykreować na straszliwego zabójcę dowolnego wirusa - wystarczy śledzić go, „wykrywać” i informować o tym świat. A przecież pozytywny wynik testu to nie zakażenie. Pozytywny wynik testu oznacza tyle, że jest pozytywny. Zasadniczo informuje o obecności wirusa w organizmie, co nie jest żadną niezwykłą ani groźną informacją. Każdy ma w sobie wirusy. Różne. Potencjalnie bardziej lub mniej groźne. Ich obecność nie oznacza choroby. Potencjalnie chorzy jesteśmy permanentnie i na tej zasadzie ciągle zagrożeni. Dopiero gdy u kogoś noszącego w sobie tego lub innego wirusa występują jakieś objawy możemy mówić o czymś co nazywamy chorobą - i tak dalej i dalej. Logika ta  nie ma jednak dostępu do świadomości zbiorowej. Ludziom zaszczepiono do głów pandemię, strach jest za pomocą wciąż tego samego mechanizmu podtrzymywany, a świat na ochotnika dokonuje autodestrukcji.

Ponieważ fundamentem manipulacji jest test PCR, więc można wygenerować dowolny obraz pandemii. W szczególności można go bezustannie pompować permanentną informacją o walce z nią. Robić na każdym kroku nic nie pokazujące testy, zasypywać lud tymi „danymi” (z wbitym do głów skojarzeniem, że test równa się chorobie). Ponieważ pozytywny wynik można uzyskać u ogromnej części osobników to tym bardziej można taki uzyskać u ludzi mających któryś z licznych objawów grypy (z podwyższoną temperaturą na czele). Dzięki temu da się wygenerować dowolną skalę zachorowań na mityczny Covid, bo Covid = pozytywny wynik plus objawy grypy. W roku 2019 i każdym poprzednim mielibyśmy grypę, a od marca 2020 jest Covid i następuje karmienie medialne pandemii. Tą metodą mamy uzasadnienie dla „działań zapobiegawczych” w dowolnie absurdalnej postaci z nic nie dającymi maseczkami na czele i spirala może być rozkręcana na dowolną skalę czasu. Bez końca.

Lubię to! Skomentuj45 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale