Tylko wolność jest ciekawa
No, może nie tylko wolność. Świat wokół też jest niczego sobie. Jak go jednak poznawać, gdy wolności zabraknie...
23 obserwujących
60 notek
32k odsłony
  271   5

Chopin, Ojczyzna, Wirus

image

Konkurs Chopinowski dobiegł końca. Pozwoliłem sobie na tekst o nim i popełniłem tym prawdopodobnie kolejne wykroczenie przeciw duchowi patriotyzmu, oraz duchowi sztuki, które to duchy nieodmiennie przenikają to wydarzenie. Nie wspomniałem tam też o korzeniach narodowych muzyki Chopina, ani o krajobrazie Mazowsza i wierzbach płaczących. Niniejszym spróbuję wytłumaczyć się z tej gruboskórnej obojętności i odnieść się do Wielkiego Wydarzenia bardziej poważnie, bo też w tym roku rzecz jest poważna do potęgi, a to głównie za sprawą kolejnego ducha, który wylazł jak monstrum szkaradne i zatruł mi ducha mojego.

Poważnie się zastanawiałem, czy wracać do tematu, ponownie pomijając samą muzykę. Przecież Chopin, światowe wydarzenie, prestiż – czy nie czas zawiesić swoje sceptyczne marudzenie? Cóż, uznałem, że nie. Jak najbardziej nie - oszołomstwo zobowiązuje! Zaś wydarzenie o randze „narodowego”, pełne odniesień historycznych i treści wysokich nie może być opisane bez wzmianki o postawie tych, którzy tak silnie ten konkurs przeżywali: melomanów, obserwatorów, „kibiców”. Nie bójmy się tego słowa: Polaków - oraz ich gości, w tym tak znamienitych jak członkowie jury. W zalewie komentarzy brak mi bowiem prostego spostrzeżenia o rzeczy niemożliwej do przeoczenia: obrazu widowni i szanownego jury, czyli osobników bez twarzy.

image

Próbując ponownie jakoś to opisać przypomniałem sobie, że już dawno zostało to pięknie na Salonie wyłożone, więc po prostu zaczerpnę kilka cytatów (z moimi skrótami):

"Wczoraj milczałam - za bardzo to wszystko bolało. Dzień dumy, dzień wolności - tak mówili w pięknych przemówieniach. Wielkie słowa. Wielka, ważna rocznica. Mówili o dumie i wolności - w maskach na twarzach. Prezydent - raz w masce, potem bez, potem znowu w masce - i znowu bez. Co kilka godzin inaczej. Najważniejsi przedstawiciele państwa polskiego, przedstawiciele tego dumnego narodu, o którym tak pięknie mówili - w maskach.
Najbardziej boli mnie widok wojska, oficerów - w maskach. Widok Kompanii Honorowej, maszerującej krokiem defiladowym, w maskach na twarzach, jest dla mnie symbolem, który boli fizycznie. Patrzeć na to nie mogę. Wczoraj płakałam. Dopiero wieczorem - koncert. Większość ludzi bez masek, Prezydent też bez. Chór bez masek, soliści bez masek. Dopiero przy tym koncercie, w nocy, doszłam do siebie. Zniknęło to uczucie upodlenia, poniżenia.
To jak to jest z tym zagrożeniem infekcją - rano jest, w południe znika, po południu znowu jest, wieczorem znika??? Czy będziemy uczestniczyć w tym przedstawieniu już zawsze? Czy nie znajdzie się dziecko, które krzyknie "król jest nagi!"? Jak długo będziemy patrzeć na ten cyrk i będziemy zmuszani do grania w nim roli klaunów? Czy w tej "nowej normalności" miliona absurdów przyjdzie nam już umrzeć? Dumny polski naród czci swych bohaterów wolności w kagańcach na twarzach. Strasznych czasów dożyłam."

Wspaniale napisane. To @Beretki zeszłoroczny tekst o rocznicy Powstania. Poruszył mnie wtedy i dziś, jakże wciąż aktualny, porusza. Idealnie pasuje - po kosmetycznych zmianach - do Wielkiego Wydarzenia dni ostatnich. Patos, słowa, koncerty; tam rocznica wielkiego dramatu, tu duch wielkiej sztuki – łączy je pierwiastek narodowy i symboliczny. Podwójnie symboliczny niestety, pokazujący bowiem, że zeszło- i tegoroczne wydarzenie miały tych samych organizatorów: najeźdźców z planety Covid. To oni ochoczo zasiedli na widowni i zajęli fotele jury - najwyraźniej podoba im się nasz, ziemski kompozytor. Problem tylko w tym, że zrobili sobie konkurs u nas, w okupowanej stolicy mego (byłego?) kraju, w budynku filharmonii. Przez to nie mogłem doń wejść, bo okupant - jak to okupant - wprowadził swoje rygory, których nie chciałem spełnić i nie założyłem wymaganego atrybutu poddaństwa i nie wstrzyknąłem sobie preparatu podległości.

image

„Ich prezentacja i ukłony w maskach to jakiś dziwny teatr" opisał pod moją notką postawę jurorów @wichren. Może i dziwny, ale właśnie w nim zawarta jest istota rzeczy: w tym ważnym momencie mieli być w maskach! To była prezentacja uległości, maski miały być demonstrowane. I to już nawet nie musi być nakazywane oddzielną wytyczną - ona stała się zrozumiała sama z siebie. KAŻDY wstawał i kłaniał się W MASCE! Nawet jeśli potem ją zdjął. Oni WSZYSCY odstawili ten spektakl transmitowany na cały świat, demonstrujący „nową normalność”, która nie wymaga już przymiotnika. Ona jest już dla ogromnej większości tą „normalną” normalnością. Dookreślenia wymaga normalność stara, miniona – swoją znaczącą cegiełkę do tego dołożyli obecni w filharmonii. To widziałem przez kilka ostatnich tygodni pokazywane łopatologicznie przez złaknionych artystycznego doznania melomanów i elitę świata pianistów. Teatr porażająco smutny, pełen czegoś dla mnie poniżającego. Teatr hańby. Zbierało mi się na wymioty na widok  gąb zeszmaconych pod którymi podobno są twarze „wybitnych artystów” i melomanów. Nowa obyczajowość, nowe odruchy. PARANOJA, która JUŻ JEST NORMĄ. @wichren pytał: "Czy znaleźli się jurorzy, którzy odmówili udziału w imprezie"? – dobre pytanie...

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale