Tylko wolność jest ciekawa
No, może nie tylko wolność. Świat wokół też jest niczego sobie. Jak go jednak poznawać, gdy wolności zabraknie...
25 obserwujących
68 notek
37k odsłon
  273   6

Niepamięć

Z pamięcią u mnie nie najlepiej, dlatego popełniam niniejszą notkę. Ku pamięci. Świadomy nieatrakcyjności tematu i – z drugiej strony – pamiętając, że jeden tylko temat aktualnie ma zaprzątać uwagę, piszę dla zanotowania tego, co pozostawiła po sobie w mojej głowie „pandemia”. Ta, która nie wiadomo, czy jeszcze jest, czy może już jej nie ma - lub prawie nie ma. Ku pamięci, by magiczna różdżka kreatorów rzeczywistości nie wymazała mi tych minionych dwóch lat, gdy dzień w dzień żyłem w spreparowanym realu pośród inwazji covidian. Ku pamięci o swoim rozczarowaniu, zdumieniu, niewierze w to co mnie otacza.

Nie chcę zapomnieć tych wszystkich którzy się "wyszczepili", tych moich znajomych których nie mogłem rozpoznać za maskami, tych którym strach przed „strasznym wirusem” przyćmił prosty namysł nad ryzykiem wstrzykiwania w swój organizm jakiegoś naprędce skleconego cholerstwa, albo tych, którzy to samo zrobili z dowolnie błahego powodu typu urlop w Hiszpanii, czy wygoda pójścia do knajpy. 

Nie chcę zapomnieć „znanych i popularnych”, tych wszystkich Małyszów, Pazurów, Jand sprzedających swymi zaszmaconymi nie-twarzami strach i nachalną propagandę covidową. 

Nie chcę zapomnieć „ekspertów” i polityków robiących jeszcze więcej, bo zarządzających największą hucpą w historii świata, siejących absurd i śmierć swymi barbarzyńskimi działaniami. Na czele z tyczkowatym, zamaskowanym gościem podpisywanym w telewizorze jako premier, albo z małym gościem, który ukazywał się z naciągniętymi od grdyki po gałki oczek czarnymi gaciami.

Będę pielęgnował pamięć o lekarzach namawiających do „wyszczepiania”, warczących napastliwie o obowiązku „zakrywania ust i nosa” i ochoczo współtworzących „służbę zdrowia” nieleczącą ludzi, a organizującą sieć covidowych umieralni.

Zanotuję sobie postawę znajomych bliższych i dalszych, by nie rozmyło mi się wraz z upływem czasu ich niedawne oblicze. Księży, zamykających kościoły, egzekwujących zakryte twarze w modlitwie. Nauczycieli, rodziców nakazujących dzieciom to co serwowali sobie. Głupców, którzy pozostawili w izolacji swych starych rodziców i dziadków. Policjantów wlepiających mandaty za odwagę niepoddania się uwłaczającej grotesce namordników.

Czy jestem zawziętym i zgorzkniałym oszołomem? Może tak. Czy nie należy żyć po prostu dalej? Należy. Żyć – ale dlaczego miałbym zapomnieć?  Nie chcę być jak złota rybka, która po jednym okrążeniu akwarium zapomina co widziała przy okrążeniu poprzednim. Życie życiem, ale właśnie życie po ludzku wymaga pamięci – zwłaszcza o dobru i złu. A tak naprawdę domaga się też kary za winy, za krzywdę ludzką – to wszak wymóg etyczny i prawny. Tak jak Norymberga. Nie można dopuścić, by tak znacząca odsłona ludzkich postaw, taka lekcja jakiej świat nie widział została wymazana ot tak, jak pstryknięciem palców. Właśnie to magiczne pstryknięcie, tak wszechobecne, skłania mnie do wzmożenia wysiłku niepoddania się niepamięci, choćby dziś, gdy Ukraina z dnia na dzień wymazała „pandemię”.

Niepamięć to dobrze znane zjawisko błyszczące imponująco zwłaszcza w tzw. demokracji, czyli w odstawianym cyklicznie spektaklu obietnic i kretyńskich umizgów do mas złaknionych zapewnień o trosce ze strony polityków. Ten zalew świetlanych wizji i rewelacyjnych pomysłów, spiżowych słów i niezłomnych haseł, dzień po wyborach przekształca się w swoje zaprzeczenie, ale przy następnej odsłonie wyborczej złote rybki znów można karmić tą samą papką bezwartościowych sloganów.

„Pandemia” naświetliła mi to zjawisko z ekstremalną jaskrawością i teraz - już trochę mniej niż dwa lata temu, ale jednak - zdumiewa mnie kolejny pokaz masowej niepamięci i kpiny z rozumu, gdy widzę jakie jaja odstawia troskliwa władza (np. wspomniany mały facecik konsekwentnie z gaciami na twarzy, nawet parę tygodni po wejściu do Polski - bez żadnych „rygorów sanitarnych” - milionów Ukraińców; gaci jednak nie naciągnął w trakcie „heroicznej” wyprawy wojennej do Kijowa, gdzie najwyraźniej potworny wirus dezaktywował się w obliczu strasznego Putina). „Pandemia” wszak wciąż trwa, jest „obserwowana”, „analizowana” i najwyższej klasy „eksperci” monitorują ją, a jakże. Pięćset pozytywnych testów i jedna śmierć covidowa – takie jest dziś oficjalne oblicze cyrku pandemicznego. Rybki nie próbują nawet zadumać się nad tym, ile innych pandemii można by ogłosić raportując analogicznie efekty grypy, kokluszu, nieżytu układu pokarmowego czy boreliozy. I za parę miesięcy posiłkując się swym złotorybkowym, wytrenowanym w demokratycznych procedurach intelektem lud prowadzony przez swe elity zaserwuje sobie nie wiadomo co – może kolejny „omikron covidowy”, bo jakże to sprawdzony i jak u psa Pawłowa skutkujący właściwym zachowaniem bodziec.

Tego się boję. Wiem, że nie mogę spać spokojnie. Nie znam dnia ni godziny, nie mogę nie doceniać bezczelności kreatorów matrixa i siły programistów kodujących ludzkość. Niepamięć muszę pokonać i pamiętać, że byli przyjaciele, znajomi, bliscy w każdej chwili mogą założyć sobie  - i mnie – kolejną wersję knebla i kolczyka. Boję się ich.

I na koniec: moje pisanie nie jest o odpowiedzialności, rewanżu, zemście, czy wybaczaniu albo niewybaczaniu. Jest tylko o tym o czym jest: o pamięci. Pamięć jest nieodzownym elementem uczenia się, wiedzy, rozwagi, doświadczenia. Drodzy znajomi i nieznajomi: zawzięcie będę się starał by niepamięć o tym, jakimi was poznałem przez minione dwa lata mną nie zawładnęła. O tym jak ważne jest to w odniesieniu do tzw. polityków i funkcjonariuszy mediów nawet nie wspomnę.

Moje podsumowanie pandemii, wciąż aktualne: Wspólny wróg

Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale