MJR. JÓZEFA ŻYCIŃSKA ,,ZOSIA" ROCZNICA URODZIN. KOBIETA Z ŻELAZA. ,,Zośka" łączniczka AK, służyła w oddz. Jana Piwnika „Ponurego” Tam poznała swojego męża ,,Wilczura". Gen. Józefa Życińska po wojnie była więziona i katowana mimo ciąży, w więzieniu w Kielcach. Tam ostatni raz widziała się z mężem. Tam urodziła córkę, która na część ojca otrzymała imię Aleksandra. Przez 70 lat szukała grobu męża. W 2016 r. w końcu jej się to udało. ,,Przyżekłam że go odnajdę i godnie pochowam. Bóg mnie wysłuchał."
*****
Ur. 13 stycznia 1930 r we wsi Wołów w gm Bliżyn w rodzinie Jana i Marii Zepów. Jej młodość skończyła się, gdy miała 9 lat ,,Przed wojną żyło nam się dobrze, ojciec pracował w Skarżysku, w fabryce amunicji. Stać nas było nawet na wynajęcie służby. Koszmar zaczął się we wrześniu 1939 r.
,,U nas stacjonowało wojsko. Na dachu domu żołnierze ustawili działka przeciwlotnicze, my musieliśmy się wynieść. Mieliśmy wyjechać na Wołyń, ale spóźniliśmy się na pociąg do Skarżyska. Trzeba było wracać".
Z tragicznego września najlepiej pamięta słonie. Razem z tłumem uchodźców całą rodziną szli w kierunku Warszawy. Ojciec z bratem chcieli się zaciągnąć do wojska. W rodzinie były tradycje patriotyczne, przodkowie walczyli w powstaniach listopadowym i styczniowym.
,,Na Górze Pogorzelskiej w jedną stronę szło polskie wojsko, w drugą cyrk ze słoniami. Jeden uderzył Józefę trąbą, ze strachu wypadła z wozu. Matka znalazła ją dopiero na drugi dzień. W końcu wrócili do Wołowa, byli tam już Niemcy" " wspomina pani Józefa.
Już w 1940 r ojciec pani Józefy, Jan Zep, zakładał w Skarżysku organizację Orzeł Biały. Jednak wkrótce była wsypa, hitlerowcy rozstrzelali ponad tysiąc osób. Z domu było słychać strzały, jęki i krzyk.
Ojcu Józefy udało się przeżyć i zaczął działać w Armii Krajowej. Wkrótce mała Józia poznała dalsze okropności wojny.
,,Miałam 10 lat. Idąc do szkoły podstawowej w Bliżynie, musiałam mijać obóz, w którym Niemcy trzymali Polaków, Rosjan i Żydów, aż strach było patrzeć na żydowskie dzieci. Zagłodzone, zabiedzone. Rzucałam im przez druty kanapki.
,,Mama uszyła mi plecaczek, w którym mieściły się 3 chlebki. Udawało mi się wiele razy. Raz o mało mnie za to nie zastrzelili. Ale pewnego dnia złapali mnie i wsadzili do żydowskiego baraku. Powiedzieli, że pierwszym transportem wyślą mnie do Oświęcimia.
Bałam się wyjśc ale słyszałam płacz, z obu stron korytarza wystawało mnóstwo głów wpatrzonych we mnie. Wycofałam się i przykucnęłam w rowie obok. Tak spędziłam noc.
Rankiem był apel i obchód. Znalazł mnie Niedzielski, granatowy policjant współpracujący z Niemcami i znajomy mego ojca.
,,Co ty tu, dziecko, robisz? zdziwił się. A ja mu na to, że ,,rzucałam chleb żydowskim dzieciom." O Jezu, Jezu" powiedział i odszedł. Wrócił z informacją, że na bramie stoi zaprzyjaźniony gestapowiec, który za górala mnie wypuści. Tak się stało”. wspomnienia Józefy Życińskiej
Matka, ojciec, brat i 2 siostry Józefy wszyscy walczyli w oddziałach partyzanckich. Ojciec Jan utrzymywał kontakt z oddziałami mjr. „Hubala" Henryka Dobrzańskiego, później z oddziałem mjr. (później płk) „Bohuna" Antoniego Szackiego z NSZ.
Nst. przystąpił do zgrupowania AK por. Jana Piwnika „Ponurego”, a gdy jego zabrakło,do oddziału por. Eugeniusza Kaczyńskiego „Nurta” Był łącznikiem pomiędzy grupami partyzanckimi, zaś dom stanowił przez całą okupację, a także później, skrzynkę kontaktową.
„Tu się schodzili partyzanci, a ja podsłuchiwałam. Jak miałam 13 lat, poprosili mnie, abym dostarczyła meldunek. Byłam drobna, wyglądałam na mniej niż 13 lat. Wiadomo, dziecko się prześliźnie, nie zwraca na siebie uwagi. Nie wpadłam".
.
JAK POZNAŁA ,,WILCZURA"
Pewnego razu 14 letnia Józefa znalazła się w obozie partyzanckim na Wykusie. Wtedy z transportem produkowanych w Suchedniowie stenów przyjechał do ,,Ponurego" młody partyzant z Warszawy, por. Aleksander Życiński, ps ,,Wilczur".
,,Zobaczyłam go i z miejsca się zakochałam. To był taki piękny chłopak. To było niesamowite" opowiadała pani Józefa. Miłość przetrwała wojenną zawieruchę.
Po dostarczeniu meldunku na Wykus, do ,,Ponurego", zostałam w oddziale. To był październik 1943 r. Złożyłam przysięgę i dostałam pseudonim ,,Zośka” dodaje pani Józefa.
Od tamtego dnia „Zośka” pełniła funkcję łączniczki.
****
17 stycznia 1945 r w Wołowie pojawili się pierwsi czerwonoarmiści.
,,Oswobodziliśmy was" stwierdzili i wyjedli, co było w domu.
,,A gdzie Berlin? zapytał jeden z żołnierzy. ,,O tam, za tym laskiem" zażartowała nasza bohaterka. Sołdat poszedł za lasek, Berlina nie zobaczył.
Wrócił, zarepetował karabin ,,ustrzelę jak sobakę! " Ledwo matka wybroniła Józię. Niepodległość nie była taka, jak wyobrażano sobie w domu Józefy Życińskiej. Konspiracja trwała, AK zmieniła się w organizację Wolność i Niezawisłość.
W Skarżysku, na Górnej Kolonii były NKWD i Urząd Bezpieczeństwa. Aresztowali brata Józefy i tak skatowali, że umarł przed wigilią 1946 r. 2 lata później aresztowano ojca i matkę. Dostali po 5 lat więzienia. Wyszli wcześniej, ale tak zmaltretowani, że wkrótce zmarli.
.
ŚLUB NA WYKUSIE
2 maja 1948 r, w lesie na górze Wykus nieopodal Starachowic, Aleksander Życiński ożenił się z Józefą Zep, ,,Zośka". Poznali się 4 lata wcześniej w tym samym miejscu, kiedy ,,Wiczur" przekazywał transport broni do oddziału sławnego Jana Piwnika ,,Ponurego".
Ślub odbył się w warunkach konspiracyjnych. Nie mogli w tym czasie postąpić inaczej, ponieważ groziły im represje ze strony aparatu bezpieczeństwa.
.
ODDZIAŁ ,,WILCZURA"
Oddział ,,Wilczura" zrobił zasadzkę na Górze Baranowskiej na wojewodę kieleckiego, Wiślicza. Chcieli go wymienić na aresztowanych partyzantów.
Ale w zatrzymanym aucie była żona dygnitarza. Puścili ją wolno, nie walczyli z kobietami. Wraz z oddziałem Józefa Życińska ukrywała się po lasach. Partyzanci wymykali się z kolejnych zasadzek Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, politycznego wojska mającego na celu likwidację wrogów socjalizmu.
28 kwietnia 1948 r funkcjonariusze UB z Kielc i wojsko Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego otoczyło oddział „Wilczura”. Jeden z partyzantów, „Kajtek”, został postrzelony i schwytany, pozostali wycofali się do lasów suchedniowskich.
Otoczeni wzmocnionymi siłami przeciwnika musieli się poddać. Zabrakło im amunicji. A poza tym „Zośka” nie miała siły uciekać. Była w 4 miesiącu ciąży. W ten sposób oboje dostali się w ręce UB. Przewieziono ich do aresztu w Kielcach, na ul. Fosza.
,,Został ze mną, choć mógł zbiec. Drugiego takiego nie ma na świecie. Aresztowali nas razem" wspomina pani Józefa.
Miesiące w więzieniu spędziła sama, w piwnicy. Polacy z Urzędu Bezpieczeństwa bili. Nie patrzyli, że ciężarna.
,,Wybijemy bandyckie pokolenie" mówili. Katowali stołkiem, jak jeden się zmęczył, przychodził następny. Połamali żebra. Miałam piękne, długie włosy. Wlekli mnie za nie po schodach z drugiego piętra. Szkoda opowiadać" ze wspomnień Józefy Życińskej.
„Wilczura” skazano na 3 krotną karę śmierci za założenie i dowodzenie grupą „bandytów”, mającą na celu zmianę przemocą ustroju ludowego państwa polskiego, a „Zośkę” na 7 lat za to, że mu pomagała, przetrzymywała w swoim domu partyzantów i sama była członkiem grupy bandyckiej.
Przed wykonaniem wyroku pozwolono się młodym spotkać.
„Drugi raz widzieliśmy się 24 września. Mąż dał naszemu dziecku krzyżyk zrobiony ze szczoteczek do zębów i powiedział, że dziś idzie na śmierć. Prosił, żebym powtórzyła dziecku, gdy się narodzi, że nie jest bandytą i umiera za Polskę. Ja wtedy zemdlałam.
Tego samego dnia został rozstrzelany. Nie powiedzieli mi, gdzie go pochowano. Miał zaledwie 22 lata” ( ze wspomnień J Życińskiej)
******
Po przeżyciach matki to cud, że dziewczynka była zdrowa. Józefę Życińską skazano na 7 lat więzienia jako wroga ludu. 4 października 1948 r Józefa Życińska urodziła w kieleckim więzieniu przy ul. Zamkowej córkę. Dziewczynka dostała imię po ojcu, Aleksandra.
Mamę i dziecko przewieziono do Centralnego Więzienia Karnego w Grudziądzu. Tam władze więzienne oddały dziecko niemieckim więźniarkom, które sprawowały „opiekę” nad więziennym żłobkiem.
Zanim władze podjęły decyzję co do przyszłości maluchów -oddać do domu dziecka, do adopcji czy rodzinie- zabierały je matkom, aby je zastraszyć.
„Krzyk był straszny. Niemki biły te dzieci za byle co. Pozwalali mi zobaczyć Olę tylko raz w tygodniu przez 15 minut. Grozili, że oddadzą ją do domu dziecka. To było najgorsze, bo wówczas pewnie bym jej już nie zobaczyła.
Tak bardzo się tego bałam, że napisałam do siostry męża Heleny, żeby zabrała córkę”. Helena Kwasowska zabrała dziewczynkę. Przez ponad 2 lata wychowywała ją ciocia i babcia Życińska. Mieszkały w Suchedniowie przy ul. Stolarskiej.
Kiedy musiała iść do szkoły podst. okazało się, że nie ma świadectwa urodzenia. Babcia zarejestrowała Olę jako swoją córkę, bo bała się, że spadnie na nią fala niechęci do żony ,,bandyty" w lokalnej społeczności.
W więzieniu pani Józefa chorowała. Miała wysoką gorączkę i majaczyła. W końcu wypuszczono ją po amnestii w 1950 r ze względu na stan zdrowia. Po wyjściu zabrała Olę do domu w Wołowie
W czasie jej pobytu w więzieniu w jej rozinnym domu ubecy kilka razy przeprowadzali rewizję. Pozrywali podłogi, zbili tynk ze ścian, zerwali sufity. Poniszczyli meble. O pamiątkach rodzinnych Józefa mogła zapomnieć. Szukali skrytek z bronią, dokumentów AK i WiN. W takiej ruinie przyszło mieszkać ,,Zośce" i małej córeczce Oli.
Na wolności też było ciężko. Pani Józefa miała zaledwie 20 lat, gdy powróciła z więzienia. Czuła się bezradna. Nikt nie chciał pomóc żonie „bandyty”, a trzeba było siebie i dziecko utrzymać.
„Dla przeciętnego człowieka, który nie angażował się w walkę o niepodległość ojczyzny, a widział na słupach list gończy za poszukiwanym ,,bandytą", nie było oczywiste, iż ten walczył o wolną Polskę. Zakorzeniło się w lokalnej społeczności, że jesteśmy rodziną ,,bandyty"” ze wspomnień córki Aleksandry
A pani Józefa nie miała środków do życia. Nie mogła uprawiać własnej ziemi, bo nie miała narzędzi, ziarna, nawozów, i nikt nie chciał jej zatrudnić. Żeby przeżyć, wyszła w 1951 r po raz drugi za mąż. Na świat przyszły 2 dziewczynki Ela i Grażyna.
Okazało się że 2 mąż to ubek. Po 10 latach pani Józefa rozwiodła się i wróciła do nazwiska swego pierwszego męża.
Józefa Życińska nie dała za wygraną. Zakładała ,,Solidarność" w skarżyskiej PKS. Na początku lat 90. sądzono 2 słynnych zbrodniarzy z okresu stalinowskiego, Adama Humera i Edmunda Kwaska. Obaj torturowali panią Józefę.
,,Wezwano mnie na świadka. Na mój widok jeden z oprawców stwierdził ,,przyprowadzili tu jakąś k..., teraz będzie nas gnoić".
Sędzia zapytał: ,,Poznaje pani tych ludzi?"
,,W piekle bym ich poznała. Humer przesłuchiwał mnie raz, ale tak, że nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Kwasek bił często, był straszny. Odkąd ich skazano, mam wolne serce" ( ze wspomnień Józefy Życińskej).
****
Nowy rozdział w historii Polski to dla pani Józefy przywrócenie godności i upamiętnienie żołnierzy wyklętych. Zaczęła działać w Światowym Związku Żołnierzy AK, Związku Żołnierzy Politycznych, Związku Inwalidów. Założyła Związek Strzelecki „Strzelec” w Bliżynie.
Postanowiła odnaleźć szczątki męża. Zwróciła się m.in do księdza Jana Walusiaka, który spowiadał męża przed egzekucją. „Na skutek manipulacji funkcjonariuszy UB i prokuratora nie byłem obecny przy wykonywaniu wyroku na tych nieszczęsnych ludziach, tego dnia o tej samej porze zginęło kilku żołnierzy WiN.
Nie wiem, gdzie ich pogrzebano” odpisał jej w 1996 r. Ktoś jednak księdzu zasugerował, że mogą to być okolice Chęcin. Plotkę potwierdził gajowy ze Zgórska, który podobno widział tę egzekucję
IPN w Kielcach pobieżnie przeszukało teren między Zgórskiem a Szewcami w 2005 r. Niestety bez rezultatu. Józefa doprowadziła do ustawienia pomnika pamięci Aleksandra Życińskiego „Wilczura” i jego trzech towarzyszy w okolicach Zgórska.
Tam też odebrała 24 października 2007 r odznaczenie męża: Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, nadany pośmiertnie przez prezydenta Polski. Ona dostała takie odznaczenie w 2005 roku.
Fundacja „Niezłomni” rozpoczęła poszukiwania w lesie zgórskim, gdzie 15 marca 2016 r. odnaleziono zakopane cztery ciała. Dzięki identyfikacji DNA ustalono, że jedno z nich to ciało Aleksandra Życińskiego.
,,Jeździłam wszędzie i cały czas go szukałam, wierzyłam że muszę go znaleźć. Pomagali mi strzelcy, których założyłam w Bliżynie i prowadzę do dzisiaj, będąc ich brygadierem. To wielka radość móc przed śmiercią uczestniczyć w pogrzebie męża." ze wspomnień Józefy Życińskej.
Jej bardzo trudne, tragiczne życie było naznaczone piętnem utraty męża, którego bardzo kochała i nie mogła pochować. Całe życie szukała miejsca, gdzie komuniści ukryli jego ciało. Pomagało jej w tym wiele osób, w końcu Jej się to udało
por. Aleksander Życiński ps. „Wilczur" w rocznicę śmierci, 24 września 2016 został pochowany z honorami w Bliżynie.
Podczas uroczystego pogrzebu w Bliżynie Józefa Życińska stwierdziła, ,,Spełniłam przyrzeczenie, że go odnajdę i godnie pochowam. Bóg mnie wysłuchał. Po 1989 r 2 krotnie była radną gminy Bliżyn.
W samorządzie pracowały i wciąż pracują jej córki i wnuczka. Wnuk Aleksander jest badaczem życia wilków w górach świętokrzyskich.
Józefa Życińska „Zośka” zmarła 4 czerwca 2018 r. w wieku 88 lat.
9 czerwca 2018 została pochowana w Bliżynie, obok swojego męża z którym walczyła o wolną Polskę.
.
ORDERY i ODZNACZENIA
Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski 31 stycznia 2017 „za wybitne zasługi w działalności na rzecz środowisk kombatanckich, za pielęgnowanie pamięci o najnowszej historii Polski”
Krzyż 95 Lat Związku Inwalidów Wojennych RP – 2015
Inne tematy w dziale Społeczeństwo