ZBRODNIA W POROŚLI. 9 LUTY 1943 r PRELUDIUM DO RZEZI WOŁYŃSKIEJ. Kiedy mieszkańcy Parośli zobaczyli nad ranem nadciągający oddział żołnierzy w sowieckich mundurach, zaniepokoili się, ale nie wpadli w panikę. Pozwolili nawet się związać, by uniknąć kary, którą Niemcy mogliby wymierzyć za „pomaganie partyzantom”.
Nie wiedzieli, że czeka ich śmierć w męczarniach. Dla żołnierzy UPA zbrodnia w Parośli była próbą generalną przed rzezią, jaką zamierzali urządzić Polakom na Wołyniu....
Gdyby AK na poważnie zaangażowała się na Wołyniu, wciąż formująca się UPA mogła zostać pobita. Należało jednak natychmiast wyruszyć z odsieczą. Co w tym czasie między lutym a upiornym lipcem 1943 r zrobiła Komenda Główna AK? Otóż nie zrobiła nic....
Wobec braku zdecydowanej reakcji polskiego podziemia po pierwszej zbrodni nadeszły następne. Kolonia Lipniki, Halinówka, Janowa Dolina, Hurby. Te i niezliczone inne miejscowości stały się widowniami okrucieństw banderowców.
Ale była jedna różnica: mord w Parośli stał się dla Polaków ostrzeżeniem. I już w lutym zaczęły organizować się oddziały samoobrony, które nieraz skutecznie dawały odpór napastnikom.
*****
Parośl była niewielką osadą na Wołyniu. 9 lutego 1943 r sotnia dowodzona przez Hryhoryija Perehijniaka, weszła do wsi. Podawali się za sowieckich partyzantów, by uśpić czujność mieszkańców. Był to podstęp.
Bezbronnych i związanych ludzi upowcy mordowali w okrutny, bestialski sposób. Cudem uratowało się ok. 10 osób. Wszyscy mieszkańcy zostali zamordowani, a wieś spalono.
To był pierwszy masowy mord, którego bojówki UPA dokonały na polskich mieszkańcach Wołynia.
Po odejściu z Parośli oddział Perehijniaka dokonał kolejnej zbrodni na 15 Polakach w Toptach, planował również atak na Wydymer. Ostatecznie nie doszło do niego, gdyż na miejsce spotkania nie stawił się oddział dowodzony przez Ukraińca nazwiskiem Mizowiec, a ,,Dowbeszka-Korobka" nie chciał ryzykować uderzenia zbyt małymi siłami. W związku z tym część sotni została rozpuszczona, część zaś ukryła się w leśnym obozie.
****
We wrześniu 1939 r Niemcy z Sowietami uderzają na Polskę i w kilka tygodni rozbijają jej armię. W upadku Rzeczpospolitej swojej szansy upatrują ukraińscy nacjonaliści skupieni w organizacji OUN-B. Liczą, że Hitler pomoże im stworzyć niepodległą Ukrainę. Ale Hitler wcale się do tego nie kwapi.
Według ich założeń starcie Niemców z Sowietami doprowadzi do międzynarodowego klinczu, na którym oni skorzystają. Zanim to jednak nastąpi, należy oczyścić ziemie przyszłego ukraińskiego państwa z ludzi „obcych etnicznie”, czyli głównie Polaków.
Jesienią 1942 r zostaje powołana Ukraińska Powstańcza Armia, zbrojne ramię OUN-B. Stojący na jej czele Dmytro Klaczkiwski, ps. „Kłym Sławur” wydaje dyrektywę, w której mowa o „likwidacji polskiego elementu” w postaci „ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat”.
Jednak, jak się miało okazać już wkrótce, przywódcy UPA posuną się dalej. Prowadząc eksterminację, nie będą zważali ani na wiek, ani na płeć.
Tymczasem zimą 1943 r UPA jest już na tyle silna, by spróbować akcji zaczepnej. W nocy z 7 na 8 lutego pierwszy w pełni sformowany oddział sotnia pod dowództwem Hryhoryija Perehijniaka „Dowbeszka-Korobka” uderza na niemiecki posterunek w miasteczku Włodzimierzec.
Dowódcą oddziału, który zamordował mieszkańców Parośla, był Hryhorij Perehiniak „Dowbeszka-Korobka”, skazany przed 1939 r za zabójstwo sołtysa-Polaka. Odsiadywał wyrok ze Stepanem Banderą, przywódcą krajowego kierownictwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i znajdował się wówczas pod jego wpływem.
Upowcy zabijają kilku żandarmów, biorą do niewoli 6 ukraińskich policjantów, a następnie wycofują się w okoliczne lasy. Kilkanaście godzin później są już w oddalonej o niespełna 10 km Parośli.
Była to polska wieś zamieszkana przez 26 rodzin. Kiedy 9 lutego nad ranem pojawił się tam oddział UPA, w obejściach przebywali też goście z sąsiednich miejscowości, którzy odwiedzali krewnych.
,,Dokładnej liczby osób w Parośli nie sposób jednak określić" tłumaczy dr Leon Popek, historyk z lubelskiego IPN-u.
.
FAŁSZYWI PARTYZANCI.
O 3 nad ranem rozległo się walenie do drzwi. Wyrwany ze snu Stanisław Kołodyński wyjrzał na podwórko. Przez głęboki śnieg przedzierali się nieznajomi ludzie uzbrojeni w karabiny, siekiery i noże. Jesteśmy sowieckimi partyzantami.
,,Chcemy się ogrzać, najeść i odpocząć" krzyknął jeden z nich. Kołodyński właściwie nie miał wyjścia. Chwilę później za stołem w jadalni rozsiadał się mężczyzna w zielonej wojskowej kurtce, jak się wkrótce okazało, dowódca oddziału, oraz kilku jego towarzyszy.
Pod ścianą kucali jeńcy Kozacy ze służącej Niemcom policji pomocniczej. Rozpoczęła się biesiada, której domownicy przyglądali się z obawą, ale jeszcze nie panicznym strachem. Ten miał się pojawić dopiero kilka godzin później.
Ukraińcy rozlokowali się w domach, na krańcach wsi wystawili zaś straże. Mieszkańcom zabronili opuszczania swoich obejść. Wkrótce w zagrodzie Kołodyńskich zginęli przyprowadzeni z Włodzimierca jeńcy.
Jak relacjonował po latach syn gospodarza Witold, każdy z nich otrzymał cios siekierą w głowę. Już wówczas ludzie z Parośli zaczęli coś podejrzewać. Bo co to za partyzanci z siekierami za pasem? W dodatku rozmawiający pomiędzy sobą po ukraińsku?
Około godziny 16.00 ludzie Perehijniaka skończyli biesiadę. Mieszkańcom obwieścili, że wkrótce odejdą, ale oni mogą mieć poważne problemy. Do wioski zbliża się bowiem niemiecki oddział, który przykładnie ich ukarze za pomoc partyzantce.
Chyba że uciekną się do podstępu: położą się na ziemi, a „partyzanci” ich zwiążą, tak by wszystko wyglądało na napad. Niektórzy Polacy biorą to za dobrą monetę i kładą się bez oporów. Inni się opierają, ale na ziemi lądują pod przymusem.
.
I WTEDY ZACZYNA SIĘ RZEŹ.
„Ukraińcy łapali poszczególne osoby i mordowali w okrutny sposób. Kobietom obcinano piersi, nosy, uszy, zrywano paznokcie, obcinano dłonie, nogi, rozpruwano brzuchy.
Wśród ofiar znalazło się bardzo dużo dzieci, między innymi 4 letni Włodzio, roczna Krysia, 2 letni Romek…
Mężczyznom odrąbywano narządy płciowe, obcinano po kawałku dłonie, ręce, stopy, rozpruwano brzuchy, rozpalonymi drutami wypalano oczy, obcinano języki, nosy, uszy, na to sypali sól. Rozrąbywali głowy plastrami po kawałku.
W okropnych męczarniach ci ludzie konali” opisywał po latach, opierając się na relacjach nielicznych ocalałych świadków, Antoni Przybysz, autor książki „Wspomnienia z umęczonego Wołynia”. Inne opisy mówią o dzieciach przybijanych do stołów kuchennymi nożami.
Po wymordowaniu mieszkańców, Ukraińcy wynieśli z domów wszystkie wartościowe rzeczy, a zabudowania puścili z dymem.
9 LUTEGO POROŚLA PRZESTAŁA ISTNIEĆ....
.
WOŁYŃ W OGNIU.
Szacunki dotyczące liczby ofiar są niejednoznaczne. Według historyków w Parośli sotnia „Dowbeszki-Korobki” zamordowała od 149 do 173 osób. Różnice wynikają z tego, że badacze opierają się na relacjach jedynych ocalałych świadków.
A ci w chwili masakry byli dziećmi. Relacje tych świadków w linku w komentarzu.
Z życiem zdołało ujść zaledwie 8 miu mieszkańców wsi. Ukraińcy zostawili ich, bo byli przekonani, że nie żyją.
Masakra wyszła na jaw następnego dnia, kiedy do sąsiedniej wsi zdołała dotrzeć ciężko ranna dziewczynka. Tamtejsi mieszkańcy pod osłoną niewielkiego niemieckiego oddziału pochowali rannych w zbiorowej mogile.
Zbrodnia w Parośli dała początek wydarzeniom, które do historii przeszły pod nazwą rzezi wołyńskiej. Z całą mocą wybuchły wiosną i latem.
UPA urosła w siłę, bo jej szeregi zasilili Ukraińcy, którzy zdezerterowali z kontrolowanej przez Niemców policji pomocniczej. Mieli broń i doświadczenie z eksterminacji Żydów.
Wołyń płonął. W ciągu kilku miesięcy zniszczonych zostało 2 tys. miejscowości. Zginęło 60 tys. osób. Polacy byli mordowani w bestialski sposób. UPA chciała w ten sposób siać nie tylko zniszczenie, ale i strach.
,,Przyznam jednak szczerze, że do dziś nie jestem w stanie w pełni zrozumieć skali tych okrucieństw, mordowania kobiet, dzieci, starców. Pod koniec 1943 r wołyńskich Polaków można było spotkać już tylko w miastach.
Kto mógł, uciekał za Bug. Ci, którzy pozostali na Wołyniu, byli przez Niemców wywożeni w głąb okupowanej Polski do obozów koncentracyjnych bądź na roboty do Austrii i Niemiec". mówi dr Popek
Leon Popek polski historyk, archiwista, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii, pracownik IPN, opiekun polskich miejsc pamięci na Wołyniu. Prezes Towarzystwa Przyjaciół Krzemieńca i Ziemi Wołyńsko-Podolskiej w Lublinie.
Perehijniak, który kierował masakrą w Parośli, już tego nie doczekał. Zginął kilka dni po tamtych wydarzeniach, zastrzelony w potyczce z Niemcami.
Ukraińcy przez lata negowali zbrodnię. Na różnego rodzaju spotkaniach historyków mówiono, że zniszczenie wioski i eksterminacja mieszkańców były dziełem NKWD.
O tym, że masakry dokonał oddział UPA, ponad wszelką wątpliwość udowodnił dopiero 8 lat temu prof. Grzegorz Motyka na podstawie ukraińskich dokumentów odtworzył przebieg wydarzeń z lutego 1943.
Zamordowani zostali pochowani we wspólnym grobie, nad którym usypano kurhan. Napad przeżyła 6 osobowa rodzina żydowska, którą ukrywał w piwnicy Klemens Horoszkiewicz i która nie została odkryta przez sprawców zbrodni.
Władysław i Ewa Siemaszkowie badacze zbrodni wojennych dokonanych przez nacjonalistów ukraińskich podają, że w zbrodni brali udział Ukraińcy mieszkający w sąsiednich wsiach, dobrze znający zamordowanych, zaś napastników określają jako ,,bulbowców".
Dziś w miejscu, gdzie doszło do zbrodni, rośnie las. Stoi w nim symboliczny nagrobek z nazwiskami ofiar.
-------------------------
https://ciekawostkihistoryczne.pl/2019/07/16/zbrodnia-w-parosli-to-tu-zaczela-sie-rzez-wolynska/
http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/27484...
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnia_w_Paro%C5%9Bli_I
https://krakow.ipn.gov.pl/pl4/edukacja/przystanek-historia/178645,Tam-gdzie-wyrosl-sosnowy-las-80-rocznica-zbrodni-w-Parosli.html



Komentarze
Pokaż komentarze (17)