zdecydowany zdecydowany
114
BLOG

Ukraina przejmuje na froncie inicjatywę

zdecydowany zdecydowany Technologie Obserwuj notkę 12
Systemy naprowadzania roSSji na Ukrainie przestały działać. Rosja ponosi ogromne straty

Siły Zbrojne Ukrainy odzyskały inicjatywę na Zaporożu i od ponad tygodnia atakują na wielu kierunkach. Choć oficjalne komunikaty strony ukraińskiej mówią o lokalnych działaniach i taktycznym "wyrównywaniu linii", wiele wskazuje na szerszą operację - pisze ze wschodniej Ukrainy dla Wirtualnej Polski Mateusz Lachowski.

Działania wojenne lubią ciszę. Im większe zaskoczenie, tym większy sukces. Ukraińskie dowództwo doskonale to rozumie. Mimo że od ponad tygodnia na Zaporożu trwa operacja, blokada informacyjna ze strony Kijowa jest wyjątkowo szczelna.

W przeszłości podobne ograniczenia poprzedzały ofensywy, które zmieniały sytuację na froncie. Tak było we wrześniu 2022 roku w trakcie kontrofensywy charkowskiej oraz w sierpniu 2024 roku, kiedy Ukraińcy uderzyli na obwód kurski. Z kolei ofensywa na Zaporożu w 2023 roku, zakończona niepowodzeniem, była szeroko zapowiadana medialnie. Tym razem ukraińskie dowództwo nie powtórzyło tego błędu, a nawet poszło o krok dalej.

- Sztab Generalny nałożył bardzo mocną blokadę informacyjną. Mam wrażenie, że jest to najlepiej zorganizowana osłona informacyjna od początku wojny. Do tej pory żadna operacja nie była tak szczelnie chroniona - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską płk rez. Piotr Lewandowski, ekspert w dziedzinie wojskowości.

- Dość intensywnie sytuację komentuje rosyjska strefa blogerów militarnych. Pojawia się tam bardzo dużo informacji, z których wynika, że ukraińskie siły uderzyły na wielu kierunkach - zarówno w obwodzie zaporoskim, jak i dniepropietrowskim - dodaje.

Czas uderzenia nie był przypadkowy. Kluczowe znaczenie dla powodzenia operacji może mieć wydarzenie, do którego doszło bezpośrednio przed rozpoczęciem działań i które istotnie wpłynęło na zdolności armii rosyjskiej w najbliższych tygodniach.

Elon Musk zmienia oblicze wojny
5 lutego około godziny 3.00 czasu kijowskiego amerykańska spółka SpaceX rozpoczęła szeroko zakrojoną operację dezaktywacji nieautoryzowanych terminali systemu Starlink działających na obszarze Ukrainy. Działanie wymierzone było w urządzenia wykorzystywane bez oficjalnej rejestracji i zgody operatora.
 potem w rosyjskich mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się informacje z frontu o nagłej utracie łączności satelitarnej. Rosyjscy żołnierze pisali, że terminale Starlink masowo przestają działać, co w wielu jednostkach doprowadziło do poważnych problemów komunikacyjnych, a nawet całkowitego zerwania kontaktu. Stało się tak, ponieważ system był szeroko wykorzystywany przez armię rosyjską.

Rosjanie w ostatnich miesiącach kopiowali rozwiązania wcześniej wprowadzone przez Siły Zbrojne Ukrainy. Kijów oparł znaczną część swojej łączności na internecie satelitarnym Starlink, korzystając z terminali dostarczanych oficjalnymi kanałami i zarejestrowanych w systemie operatora. Część z nich - jak wiadomo - finansowana jest przez Polskę.

Rosja, objęta amerykańskimi sankcjami, pozyskiwała urządzenia nielegalnie, wykorzystując pośredników. Urządzenia sprowadzano m.in. ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Pakistanu, Kazachstanu, Indii oraz innych państw Azji Centralnej i Południowo-Wschodniej. Starlink odgrywał coraz większą rolę w systemie łączności armii rosyjskiej, wspierając m.in. rozwój jednostek dronowych - do czasu.


Ukraińskie Ministerstwo Obrony stworzyło tzw. białą listę, obejmującą numery seryjne tysięcy terminali używanych przez armię Ukrainy. SpaceX zdalnie odłączył od sieci urządzenia, których na liście nie było. Rosyjskie terminale - zarówno na linii frontu, jak i na zapleczu operacyjnym - przestały działać.

- Bardzo mi się to podoba. Już dawno trzeba to było zrobić - mówi Serhij Tiszczenko, dowódca batalionu w Trzecim Korpusie ukraińskiej armii.

Rozmawiamy w Iziumie, 28 kilometrów od linii styku wojsk.

- Oni mają dziesiątki tysięcy Starlinków. Wyobrażasz to sobie? To nie tylko sprzęt na froncie, ale i na zapleczu. Korzystali z nich także na terytorium Rosji. Do dronów wykorzystywali mini Starlinki (UTA-231), więc razem może być ich jeszcze więcej. Kto wie. Teraz na ich Telegramie jest panika. Czytałem, że wszystko padło jednocześnie. To dla Elona Muska ogromne straty. Oni pewnie znajdą nowy sposób, ale przez jakiś miesiąc będą mieli problem. To daje nam okno możliwości - dodaje oficer.

Nie chce jednak zdradzać szczegółów.

- Dobra operacja wojskowa lubi ciszę. A my umiemy wojować. Nauczyliśmy się przez 12 lat.

Tiszczenko wie, co mówi, bo służy w armii - z przerwami - od 2014 roku. Wcześniej był nauczycielem w szkole średniej i trenował szkolną drużynę sportową. Stąd jego pseudonim - "Trener".

- Wiesz, co Kacapy teraz robią? Dzwonią do rodzin jeńców. Grożą, że odetną im ręce i nogi. Zmuszają ludzi do zakładania kont dla istniejących anten, bo jeśli Starlink u nich przestaje działać, Ukraińcy mogą zarejestrować konto przez aplikację na siebie, żeby terminal znów ruszył. Wysyłają rodzinom nagrania z ich bliskimi i mówią: Albo rejestrujecie konto, albo go okaleczymy. Rozumiesz? - mówi.

"SBU informuje! Wróg próbuje werbować Ukraińców, aby rejestrowali na siebie jego zablokowane terminale Starlink. Taka pomoc dla rosyjskich najeźdźców jest przestępstwem! Jeśli ciebie lub twoich znajomych ktoś prosi o ‘pomoc ze Starlinkiem’, zgłoś to SBU".

Ukraińskie służby odpowiedziały błyskawicznie. W piątek poinformowano o szeroko zakrojonej operacji hakerów i analityków. Grupa MILITANT uruchomiła kontrolowane kanały i boty oferujące fikcyjne "usługi aktywacyjne", by wciągnąć Rosjan w grę operacyjną i pozyskiwać informacje.

"W ciągu tygodnia zebrano dane ponad 2400 rosyjskich terminali wraz z ich geolokalizacją, zidentyfikowano 31 potencjalnych kolaborantów oraz pozyskano około 6 tys. dolarów od rosyjskich żołnierzy próbujących odzyskać łączność".

Co słychać w Moskwie?
Jakby było mało, Kreml postanowił ograniczyć działanie Telegrama - najpopularniejszej w Rosji aplikacji komunikacyjnej.

Od 10 lutego rosyjski regulator mediów i telekomunikacji Roskomnadzor celowo ogranicza prędkość działania aplikacji na terenie Rosji, co objawia się trudnościami z wysyłaniem wiadomości. Działania władz mają wymusić na Telegramie przestrzeganie rosyjskiego prawa, m.in. lokalizację danych użytkowników i usuwanie treści uznanych za nielegalne - czyli w praktyce wzmocnić cenzurę.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow bagatelizuje sprawę: - Nie sądzę, aby można było sobie wyobrazić, że łączność frontowa zapewniana jest za pośrednictwem Telegrama lub jakiegokolwiek innego komunikatora.

Sytuacja jest rozpaczliwa. Dla Kijowa najbliższe tygodnie będą kluczowe

Odpowiedział mu żołnierz rosyjskich wojsk powietrznodesantowych Nikita Tetriakow, prowadzący popularny blog na Telegramie:

"Nie sposób sobie wyobrazić, że łączność w naszych wojskach jeszcze tydzień temu opierała się na łączności satelitarnej wrogiego kraju. (…) Nie sposób sobie wyobrazić, że u schyłku czwartego roku wojny władza nadal uważa samo wspomnienie o stratach za czyn wywrotowy. (…) Nie sposób wyobrazić sobie sytuacji, w której internet jest dowolnie wyłączany tysiące kilometrów od strefy działań wojennych - rzekomo w imię ochrony przed atakami i ostrzałem. A wy - czego nie potraficie sobie wyobrazić?".

Wpis dobrze oddaje nastroje w armii Putina w ostatnich dniach. Kreml zdaje się jednak nimi nie przejmować. W czwartek Moskwa zdecydowała również o całkowitej blokadzie YouTube’a i WhatsAppa - ostatnich dużych zachodnich aplikacji, które wciąż funkcjonowały w Rosji. Także one były wykorzystywane przez rosyjskich żołnierzy do komunikacji.

Utrata możliwości transmisji obrazu z dronów z powodu wyłączenia Starlinków znacząco wpłynęła na sytuację i możliwości rosyjskich żołnierzy. Informacje, które pojawiły się w mediach społecznościowych, sugerują, że część oddziałów rosyjskich jest zmuszona opierać swoją łączność na krótkofalówkach.

W ciągu jednego dnia rosyjski system komunikacji cofnął się do realiów 2022 roku i to daje Ukraińcom szansę na sukces oraz przesunięcia frontu. W warunkach dynamicznego natarcia brak stabilnej wymiany informacji może okazać się czynnikiem kluczowym.

Ukraińcy kontratakują
"Sytuacja na kierunku hulajpolskim wkrótce kardynalnie się zmieni" - mówił 6 lutego na konferencji prasowej Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy. Jeszcze zanim padły te słowa, rozpoczęło się ukraińskie natarcie.

Uderzenie wyszło w rosyjską Grupę Armijną "Wostok" ("Wschód"), która do tej pory nacierała na zachód i mogła w przyszłości zagrozić miastu Zaporoże.

W pierwszej kolejności siły ukraińskie całkowicie wyparły Rosjan z zachodniego brzegu rzeki Hajczur i utworzyły przyczółki na jej wschodnim brzegu. Tym samym wyzwoliły kilka miejscowości i odbiły teren, który Rosjanie zdobywali przez ostatnie kilka tygodni. To był dopiero początek.

Operacja trwa. Siły ukraińskie dalej atakują na kilku kierunkach, z których dwa wydają się główne: uderzenie spod Werbowego w kierunku Uspeniwki, celem zajęcia miasta i okolic, a także natarcie przez Pryłuki na miejscowość Równopol. Same w sobie te miejscowości nie mają aż takiego znaczenia, ale ich szybkie zajęcie doprowadziłoby najprawdopodobniej do okrążenia rosyjskiej 36. Armii, co byłoby dużym sukcesem.

W kampanii bierze udział szereg ukraińskich jednostek. Jak na razie wiemy o zaangażowaniu elementów 95. Brygady Desantowo-Szturmowej, 82. Brygady Desantowo-Szturmowej i 92. Brygady Szturmowej, a także 24. i 475. Samodzielnych Pułków Szturmowych.

Jak dotąd w trakcie walk wojska ukraińskie odzyskały m.in. Ternuwate, Kosiwcewo, Pryłuki, Warwariwkę, Widradne, Wysznewe, Orestopol, Aleksiejówka, Sosnówkę, Stepowe i Werbowe.

Trzeba pamiętać, że wiadomości docierają do nas z opóźnieniem ze względu na blokadę informacyjną, jaką utrzymuje ukraińskie dowództwo.

Ukraińska operacja w obwodzie zaporoskim nie zmieni biegu wojny, poprawi jednak położenie ukraińskich obrońców na tym kierunku, zmniejszy rosyjski napór i oddali zagrożenie od miasta Zaporoże.

Fabryka rosyjskich trupów
Po ostatnich miesiącach marazmu i powolnych rosyjskich zdobyczach wielu ekspertów w dziedzinie wojskowości nie spodziewało się, że Ukrainę stać na choćby taktyczne odzyskanie inicjatywy. Oczywiście jest to jeden kierunek frontu, a Rosjanie dalej atakują w Donbasie i sukcesywnie zdobywają kolejne budynki w Konstantynówce, ale ukraińska operacja zmusi ich do trzymania większych sił na całej linii frontu i nie pozwoli bezkarnie przerzucać jednostek na Donbas.

Jest jeszcze jeden aspekt - straty. Jeśli Ukraińcom udałoby się rozbić 36. Armię, cena, jaką zapłaci armia rosyjska, będzie bardzo dotkliwa.

W wojnie na wyniszczenie to właśnie straty mają olbrzymie znaczenie. Niedawno zwrócił na to uwagę minister obrony Ukrainy.

- Jednym z kluczowych etapów zmuszania Rosji do pokoju siłą jest osiągnięcie strategicznego celu - eliminowania średnio 50 tysięcy rosyjskich żołnierzy w ciągu miesiąca - powiedział Mychajło Fedorow.

- Bardzo podoba mi się polityka ministra Fedorowa, który mówi, że miesięcznie powinniśmy zabijać pięćdziesiąt tysięcy Rosjan - komentuje Serhij Tiszczenko. - Moskale aż wyli po tej wypowiedzi. Bo my powinniśmy to traktować jak przemysł, cholera, jak produkcję. Jak w fabryce - trzeba wyprodukować pięćdziesiąt sztuk jakiejś rzeczy. Naszym produktem, który dostarczamy, jest śmierć - dodaje.

- Zlikwidować pięćdziesiąt tysięcy rosyjskich żołnierzy miesięcznie i wtedy rosyjskie postępy szybko się skończą, a może nawet będzie szansa na zawieszenie broni. Mnie się to podoba, bo myślę, że im więcej ich wyeliminujemy, tym większa szansa, że wygramy wojnę - dodaje ukraiński wojskowy.

Po prawie czterech latach wojny ukraińscy żołnierze dalej wierzą, że mogą zatrzymać Rosjan i że kiedyś ta wojna się skończy.


Całość materiału przeczytasz w :

https://wiadomosci.wp.pl/fabryka-trupow-na-zaporozu-ukraincy-wykorzystali-paraliz-starlinkow-7254995641481664a



zdecydowany
O mnie zdecydowany

Dziennikarz obywatelski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Technologie