Na bezrobociu, listopad 1994 r.
O żydowsko-polskich stosunkach.
Jeśli wierzyć niektórym publicystom, przez długie lata część społeczeństw zachodnich kojarzyła Polaków nie jako ofiary hitleryzmu, nie jako koalicjantów z II wojny światowej, którzy w miarę swoich możliwości i sił walczyli z hitlerowcami, ale jako sojuszników Hitlera, jako wspólników w zagładzie Żydów. Nie negując występowania w Polsce grzechu antysemityzmu, zrównywanie Polaków z niemieckimi faszystami było i jest ogromnym nadużyciem. Na powstanie i utrzymywanie się tak bezwzględnej opinii spory wpływ mieliśmy my sami, Polacy, nie dopuszczając do siebie myśli, że w opiniach o nas jest jakaś część prawdy, okopując się w swoich stereotypach nieskazitelnego, wspaniałego narodu. Odpowiedzią wielu z pośród nas na oskarżenia jest atak, są niewybredne opowieści i opinie o Żydach, o tym, że rządzą światem, że są przyczyną różnych nieszczęść.
Przede wszystkim musimy się przyznać sami przed sobą do tego że Polacy w czasie okupacji przyjmowali różne postawy, obok postaw pięknych, obok ratowania Żydom życia, z narażeniem życia własnego i swojej rodziny, były też postawy podłe. Polacy nie są narodem morderców, ale nie są też narodem aniołów.
Musimy się przyznać do tego, że rozprzestrzeniająca się po całej Europie i docierająca również do nas obłędna ideologia faszystowska miała i u nas swoich zwolenników i wyznawców. Musimy się przyznać do grzechu obojętności dużej części naszego społeczeństwa na losy polskich Żydów w czasie okupacji, do grzechu zaniechania ich ratowania, do tego, że byli wśród nas Polaków i tacy, którzy ich wydawali hitlerowcom, wreszcie do udziału części Polaków w pogromach i mordach Żydów- naszych współobywateli. Trudno jest przyjąć prawdy przykre, bolesne, zmieniające nasz wizerunek o sobie, wizerunek wzorcowego narodu i dobrych, pokrzywdzonych przez historię Polaków. Jest to jednak konieczne. Musimy się na to zdobyć.
Trzeba poznać o sobie wszystkie prawdy i te dobre i te złe, które uwierają, aby wyciągnąć nauki, aby wreszcie stać się normalnym społeczeństwem, bez kompleksów, ale też i bez pychy.
Narody, społeczności dowartościowane, silne nie reagują histerycznie na krytykę. Społeczeństwa zakompleksione zachowują się podobnie do rozhisteryzowanego dziecka: emocjonalnie, bezmyślnie. Społeczeństwa dojrzałe dążą do poznania prawdy, każdej prawdy i tej dobrej i tej złej. Aby doszło wreszcie do normalnych relacji między Żydami i Polakami niezbędna jest otwartość obu stron, przyznanie się do swoich grzechów i ułomności i nie okopywanie się w swoich opiniach. Również trzeba otwarcie mówić i dyskutować o dużym udziale Żydów w represjonowaniu Polaków przez komunistyczne władze a zwłaszcza przez represyjny aparat Urzędu Bezpieczeństwa. Miało to zapewne wpływ na funkcjonowanie do dziś stereotypów, że każda władza w Polsce jest opanowana przez żydokomunę.
Potrzebne jest ujawnianie każdej prawdy. Potrzebne jest ujawnianie prawdy o pogromach, o antysemityzmie wśród Polaków, o szmalcownikach ale potrzebne jest też ujawnianie prawdy o tym, że w komunistycznej władzy, rządzie, prokuraturze zainstalowanych było przez Stalina dużo przeważnie pochodzących ze wschodu Żydów, którzy odpowiadali za represje i zbrodnie przeciwko Polakom walczących o wolność, z wojennego podziemia, z AK, tym którzy sprzeciwiali się zainstalowaniu przez Sowietów w naszym kraju komunistycznej władzy. Potrzebne jest upublicznienie prawd, publiczna dyskusja o nawet najtrudniejszych i najboleśniejszych sprawach. Bez tego będą trwały podskórne, wymykające się rozsądkowi opinie, nienawistne sądy i oddalać się będzie pojednanie.
Nikczemność ludzka nie jest przypisana do jakiejś nacji czy rasy, jest ponadnarodowa i ponad-rasowa. Lepiej, pożyteczniej jest rozpoznawać warunki i mechanizmy, które nikczemność wyzwalają niż przypisywać ją określonym nacjom czy grupom.
Żydzi doświadczeni biedą, upokarzani łatwiej i częściej niż inni ulegali komunistycznej propagandzie, komunistycznej wizji powszechnej szczęśliwości, szczęśliwości dla ludu. Nie usprawiedliwia to jednak konkretnych osób, które pastwiły się nad innymi.
Utrwalonych przez lata stereotypów na pewno nie można pozbyć się nagle, ale mam nadzieję, że droga zbliżania się do siebie i wzajemnego zrozumienia i porozumienia już się rozpoczęła.
Po latach obłudy jesteśmy głodni prawdy, nawet jeśli jest ona dla nas przykra. Czy jednak jak twierdzą niektórzy jesteśmy w tym odkrywaniu prawdy zbyt gorliwi, masochistyczni i przedstawiamy zbyt często fakty i procesy mniej korzystnie dla nas niż to było w rzeczywistości, zbyt pośpiesznie przyznając rację funkcjonującym za granicą opiniom? Myślę, że nie można ignorować takich opinii, trzeba o nich dyskutować i starać się dochodzić do prawdy, każdej prawdy tej gorzkiej i tej pozytywnej. Powinniśmy też domagać się prawdy, zmiany funkcjonujących o nas opinii jeśli tylko są one niezasłużone. Na pewno też istnieje potrzeba ujawniania, a nawet chwalenia się tym co jest w nas dobre i czego dokonaliśmy pozytywnego, kształtując tym nasz nowy, inny obraz wśród innych społeczeństw. Nikt za nas tego nie uczyni.
Nawet w społeczeństwach rozwiniętych, otwartych mogą funkcjonować stereotypy.
Nawet w społeczeństwach rozwiniętych, otwartych, mogą funkcjonować stereotypy Są one przenoszone z przeszłości, z pokolenia na pokolenie, lub ich źródłem jest prasa i inne źródła informacji. Nieweryfikowane informacje wprowadzane do obiegu na długo mogą wypaczać zbiorową świadomość. Dojrzałość społeczeństw powinna przejawiać się wyczuleniem na fałszywość informacji, na manipulacje. Dojrzałe społeczeństwa to takie, które dostrzegają własne niedoskonałości, nie wypierają się własnych win wobec innych, które nie bronią się zaciekle przed słusznymi zarzutami, które przyjmują je z pokorą. Jednak społeczeństwa mają też prawo do obrony, jeśli wysuwane wobec nich zarzuty są niesłuszne, mocno wyolbrzymione, niesprawiedliwe. Kto i w jaki sposób ma pomagać społeczeństwom w rozstrzyganiu dylematów o słuszności lub niesłuszności zarzutów? Najlepiej gdy czynią to badacze przeszłości, historycy, socjolodzy, psycholodzy, fachowcy z innych dziedzin, wspólnie, ze wszystkich zwaśnionych stron, przy wsparciu takich fachowców z zewnątrz, ze społeczności będących poza konfliktem.
O uprzedzeniach.
Największe uprzedzenia wobec innych pojawiają się i rozrastają w społeczności wtedy, gdy ona sama jest upokorzona, niedowartościowana, sfrustrowana, gdy się jej nie wiedzie, gdy rzeczywistość rozmija się z oczekiwaniami. Wtedy szuka się przyczyn takiego stanu. A przyczyn najłatwiej szukać nie w sobie, ale na zewnątrz, w innych, odmiennych. Stosuje się przy tym często odpowiedzialność zbiorową. Nie ocenia się ludzi indywidualnie, na podstawie tego co oni sobą reprezentują, lecz staje się ważne to z jakiej pochodzą nacji, jaką wyznają religię, jakiej są orientacji seksualnej itp. itd.
W czasach, gdy do Polski docierali Żydzi, Cyganie, Reformatorzy religijni (heretycy), gdy znajdowali tu bezpieczne schronienie Polska była silna ekonomicznie, społeczeństwo polskie było dowartościowane. Fobie narodowe, ruchy przeciw mniejszościom, przeciwko „obcym” nasilały się w miarę tego jak Polska pogrążała się w chaosie, w nieszczęściach. Największe nasilenie nietolerancji następowało w czasach niewoli, utraty suwerenności, w czasach kryzysów ekonomicznych i po obu wojnach światowych. Przed wiekami, gdy do Europy, także do Polski migrowały ludy i narody, pomimo, że nie istniały wtedy, tak jak to się dzieje dzisiaj programy rządowe, instytucje zajmujące się integracją przybyłych grup z ludnością miejscową, przybyłe tu społeczności i grupy były dobrze traktowane i przez wieki współżyły z gospodarzami bez większych waśni.
Komentarze
Pokaż komentarze (3)