Rekordowa liczba zgonów i zakażeń. "Protesty społeczne to bomba biologiczna"

Nie wszyscy uczestnicy protestów zabezpieczają się w prawidłowy sposób, fot. PAP/Rafał Guz
Nie wszyscy uczestnicy protestów zabezpieczają się w prawidłowy sposób, fot. PAP/Rafał Guz

Zdaniem wirusologa średnie przyrosty dobowe zakażonych na poziomie 15-17 tysięcy, gdyby takie były w tym tygodniu odnotowywane, są zbyt wysokie. 

- Dla służby zdrowia sytuacja byłaby dobra wtedy, gdyby dzienna liczba nowych przypadków równoważyła się z dzienną liczbą ozdrowień. Wtedy nie ma wielkiego problemu. W innym razie cały czas będzie obawa, czy służba zdrowia to wytrzyma i czy nie będzie zbyt dużej liczby zakażeń wśród personelu. Zawodowcy raczej nie zakażają się w pracy, ale oni przecież żyją na tym samym świecie, co inni i też spotykają się z ludźmi poza pracą - zakończył prof. Gut. 

Simon: Demonstracje tak, wizyty na cmentarzu - nie

Z kolei kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu prof. Krzysztof Simon ocenił, że "demonstracje w maskach i w odległości na powietrzu to nie jest jakieś wielkie zagrożenie koronawirusem”  Internauci wytknęli mu, że wcześniej profesor odradzał wizyty na cmentarzu.

Simon w rozmowie z "Rzeczpospolitą" powiedział, że jeśli uczestnicy zakrywają twarz i zachowują odstępy, to „nie jest to jakieś istotne zagrożenie”.

We wcześniejszych publikacjach prof. Simon przestrzegał przed wizytami na cmentarzach 1 listopada. „Mówię to, żebyśmy na cmentarz nie trafili sami. I to znacznie wcześniej niż na Wszystkich Świętych za rok" - mówił medyk. 

Grozi nam  armagedon zdrowotny

Prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych dr Michał Sutkowski uważa, że sytuacja jest coraz bardziej poważna i należy do niej poważnie podchodzić.

Jego zdaniem, największym problemem jest beztroska ludzi, którzy z chorobą infekcyjną idą do pracy, w przestrzeń publiczną. - Nie tylko zostań w domu seniorze, ale zostań w domu człowieku zainfekowany, zostań w domu człowieku, który podejrzewasz u siebie objawy koronawirusa. Zostań w domu, skontaktuj się z lekarzem. Ogranicz do minimum wszelkie kontakty społeczne - zaapelował.

Przypomniał, że na co dzień nie można zapominać o noszeniu maseczek w przestrzeni publicznej, zachowywaniu zalecanego dystansu od innych osób oraz częstym myciu i dezynfekowaniu dłoni. - Trzeba się bardzo pilnować, jesteśmy w newralgicznej sytuacji, w przededniu potężnego kryzysu. Dwie trzecie zakażeń zależy od nas - podkreślił.


Musimy zrewidować nasze zachowania społeczne. Jeśli tego nie zrobimy, to będziemy mieli armagedon zdrowotny, do którego się niestety powoli zbliżamy


Kluczowe, jego zdaniem, jest też egzekwowanie przepisów i zaleceń wprowadzonych w związku z epidemią. - Myślę, że Żandarmeria Wojskowa na ulicach jest potrzebna. Potrzebne są też izolatoria, żeby odciążyć szpitale zakaźne, potrzebna jest koordynacja tej opieki. Niewątpliwie wąskim gardłem jest liczba personelu medycznego. Nas jest po prostu bardzo mało, było nas za mało i jest nas za mało - stwierdził ekspert.

Dodał, że problemem jest też liczba łóżek i respiratorów dla pacjentów z COVID-19, która - choć jest zwiększana przez resort zdrowia - może w którymś momencie okazać się niewystarczająca.

Pomoże całkowity lockdown?

Pulmonolog, prorektor Uniwersytetu Medycznego w Łodzi prof. Adam Antczak uważa, że wobec rosnącej liczby zakażeń, w Polsce potrzeby jest teraz krótki, ale całkowity lockdown. Zdaniem profesora, zakażeń SARS-CoV-2 może być jeszcze więcej. - Udokumentowanych przypadków jest prawie 19 tysięcy. Trzeba je pomnożyć przynajmniej przez pięć, co daje blisko 100 tysięcy - dodał.

- Biorąc pod uwagę to, co się dzieje w kraju, a co trudno nazwać dystansowaniem społecznym, to taka sytuacja oczywiście sprzyja przenoszeniu chorób - zaznaczył. - Przy pełnym zrozumieniu dla protestujących, to co się dzieje, jest fatalne, dlatego że - z punktu widzenia epidemiologicznego - tam, gdzie gromadzą ludzie, tam jest transmisja zakażenia - podkreślił Antczak.


Tam, gdzie gromadzą ludzie, tam jest transmisja zakażenia


- Kiedy jeszcze ludzie gromadzą się i krzyczą, to transmisja zakażeń jest jeszcze większa. To tak działa - dodał profesor.

Zdaniem pulmonologa, teraz, wobec rozszerzającej się epidemii, potrzebne są radyklane działania. - W tej chwili potrzebny jest całkowity lockdown. Na dwa do trzech tygodni. Krótki, ale dotyczący wszystkich - zaznaczył prof. Antczak i dodał, że trudno zamykać jedne instytucje, a nie zamykać drugich.

ja

Lubię to! Skomentuj95 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości