Ahmadineżad się zdenerwował. Zdenerwowały go spotkania Netanjahu z Miedwiediewem i Clinton z Al-Faisalem, ministrem spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej.
Widać, że nie na żarty przestraszył się zaostrzenia sankcji. Dobrze wie, że jak sytuacja ekonomiczna Iranu mu się rypnie, nic nie powstrzyma wzburzonego tłumu od odsunięcia go od władzy. I tak już teraz siedzi na beczce prochu.
Na dzisiejszej konferencji ostrzegł przed wprowadzaniem ostrzejszych sankcji. Nie sprecyzował wprawdzie jakie spowodują reperkusje.
Widać jednak, że już montuje koalicję. Przed kilkoma dniami układał się z prezydentem Syrii al.-Asadem.
Wczoraj przywódca Hezbollahu Nasrallah ni stąd ni zowąd ostrzegł Izrael przed analogicznym atakiem w przypadku uderzenia na libańskie cele (czyt. Cele istotne dla Hesbollahu).
Nie wiadomo, czy Iran nie ma czegoś za pazurami w sprawie związanej z zabójstwem jednego z przywódców Hamasu al-Mabhuha. Faktem jest, że zabójstwo to stało się przyczynkiem do rozpętania kolejnej antyizraelskiej krucjaty na Bliskim Wschodzie, na razie medialnej.
W Izraelu natomiast notuje się niezwykłą aktywność wizyt różnej maści ważnych osób z USA.
W ostatnich dniach był Admirał Mike Mullen, swoją wizytę w najbliższych zapowiedział wiceprezydent USA Joe Biden. Przyjeżdża również wielu ekspertów wojskowych.
Oficjalnie w celu uspokojenia sytuacji i zapewnienia, że Izrael nie ma się czego obawiać.
Nieoficjalnie możemy się tylko domyślać.
I ja się domyślam….


Komentarze
Pokaż komentarze (13)