0 obserwujących
26 notek
19k odsłon
  343   0

Chusty, burki, parytety i zdrowy rozsądek...

 Z zainteresowaniem śledzę dyskusję wokół zakazu noszenia chust i burek we Francji i muszę przyznać, że mam w związku z tym mieszane uczucia.

Nie jestem osobą religijną i uważam, że religia to sprawa prywatna i państwo nie powinno się w tę sprawę wtrącać. Z drugiej strony noszenie burek jest pewną manifestacją o charakterze religijnym i w sumie jestem skłonny zgodzić się z tym zakazem. Choć uważam, że samo noszenie chustki na głowie nie jest czymś strasznym – też jest to swojego rodzaju manifestacja religijna ale jednak bardziej dyskretna. Zresztą patrząc ze strony poprawności politycznej skoro nie dopuszczamy chustki na głowie powinniśmy też zakazać noszenia w miejscach publicznych jarmułki (ale to chyba w wielu krajach jest nie możliwe bez narażenia się o oskarżenie o antysemityzm) czy np. krzyżyka w klapie lub w widocznym miejscu na szyi itp. Problem mogą się też np. okazać brody wśród islamskich mężczyzn – może część z nich chce mieć gołą twarz lub tylko wąsiki ale zmusza ich do tego otoczenie. Jak odsiać tych którzy te brody chcą nosić a którzy nie? Można się przyjrzeć innym religiom i znaleźć wiele tego typu przykładów. Dlatego uważam, że jakiś dyskretny poziom „manifestowania” swoich przekonań religijnych powinno się akceptować – chusta tak ale burka już nie. Wiem, że trudno tu nakreślić jakąś ostrą granicę, ale istniej jeszcze coś takiego jak zdrowy rozsądek. 

Jednak nie jest to takie proste. Jak ktoś zacznie naprawianie świata to często nie wie kiedy się zatrzymać. W naszych oświeconych rzekomo tolerancyjnych, a przede wszystkim poprawnych politycznie czasach przykładów bezmyślnego naprawiania tego co nie trzeba zmieniać mamy bez liku.

I to właśnie wzbudza we mnie największe obawy. Przeciwnicy i przeciwniczki chust i burek podkreślą często, że ich działanie nie jest spowodowane jakąkolwiek walką z religią ale walką o równość, kobiet których prawa są przez islam drastycznie naruszane czego symbolem są już rzeczone chusty i burki. (ale w Europie mam już przepisy antydyskryminacyjne i prawo zakazujące tego typu praktyk, więc je stosujmy)Tym przeciwnikom samo słowo religia wydaje się słowem, którego człowiek nowoczesny, inteligentny i tolerancyjny nie powinien używać. Kto więc zagwarantuje, że kiedy problem chust i burek zostanie definitywnie rozwiązany nie przyjedzie pora na katolicyzm? Szczególnie teraz w dobie parytetów? Przecież ta religia też gwałci prawa kobiet, stawia je w gorszej sytuacji nie pozwalając im pełnić posługi kapłańskiej. Taka religia powinna wprowadzić parytety lub być zakazana. To samo dotyczy judaizmu, islamu i innych. Zresztą katolicy są łatwiejszym celem do naigrywania się i atakowania – niż muzułmanie bo nikogo nie podrzynają ani nie wysadzają w powietrze.

Skoro nie jestem religijny, czemu się tak się tymi sprawami przejmuję? W sumie powinny być mi obojętne, ale sytuacja wygląda tak, że jak już piewcy równości i tolerancji rozprawią się z zabobonami to przyjedzie czas i na mnie. To parytet płci i orientacji seksualnych a nie wiedza i doświadczenie będzie decydował o tym kogo mam zatrudniać w swojej firmie. Oświecone Państwo w trosce o moje dobro i rozwój będzie decydowało co i kiedy mam spożywać a nawet co mam czytać i oglądać. Kurcze, gdzie do cholery podziała się zdrowy rozsądek?

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale