Nie ukrywam, jestem dość wyjęty z bieżącej polityki. Byłem tak pochłonięty sięganiem niedosięgnionego celu, właściwie marzenia życia jak skromny, ale człowiek, prawie jak inni, że nawet przez grubo ponad 20 lat nie miałem telewizora. Z radia też zrezygnowałem, trochę później (ale nie z muzyki). Dopóki się dało, czytałem gazety, aż i one przestały być strawialne, lub, jak kto woli, aż sczerstwiały.
Owszem, potrafię sobie zajrzeć do Wikipedii, lecz ona póki co nie jest oficjalnym rządowym komunikatorem. Na razie tylko w szkołach na historii obowiązuje taka wersja wydarzeń, jaką serwuje Wikipedia, jakkolwiek nam wydawałoby się to abstrakcyjne, bo nauczycielom i uczniom już niekoniecznie.
Dlatego dopytuję. Pamiętam, gdzieś kiedyś padło stwierdzenie, że jeszcze za wcześnie, by Polakom przekazać prawdę. Wydaje mi się, że minęło dostatecznie dużo lat od tamtej tragedii, w której – jakby nie patrzeć – zginęli ludzie, w tym Polacy. Od tego czasu przyszedł nowy gracz, duży robak, który zjadł takiego robaczka jak Polska, więc chyba można już ludziom powiedzieć, tej resztce Polaków, którzy kiedyś przejmowali się losem swojego kraju. Tym bardziej, że czas, dzisiejsza perspektywa niemal sama wyświetliła ewentualną motywację, a raptem ostatnio sam pan prezes-naczelnik raczył wspomnieć sprawę.
W szczególności interesuje mnie wątek hangaru na Okęciu, czy on został pociągnięty, czy stłumiony. Bo tak naprawdę to stąd znam Salon, z czasów, gdy wszystkie ścieżki podejścia kierowały do FYMA, kimkolwiek by on nie był. Zaś sam wątek jawił się jako taki dość, rzekłbym, dający się ogarnąć prostym umysłem.
Ojej, chyba to śmiesznie zabrzmiało, tak, nawet robotnicy podczytywali Salon; widać wciąż mieli za niską normę, że i na to znajdywali czas – na marginesie wtrącając.
Później pamiętam jeszcze niemal parodię, wtedy odbieraną przeze mnie jako bardzo niesmaczną. Zginęli ludzie, kwiat narodu polskiego, a tu piąty przez dziesiąty roztrząsają kolor listka, który musnął lewą końcówkę prawego skrzydła, obalił wielki samolot i bum – jak to zdaje się też FYM mawiał – bum i „wsie pagibli”. Dla nas, prostych ludzi, było to dość przykre, jakoby jakiś nawiedzony robot, wręcz fabryka obraźliwych wpisów na zlecenie.
Zatem pytam sam siebie, na czym więc stanęło, przynajmniej w salonowej przestrzeni?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)