Najpierw proszę, by szanowni Czytelnicy nie ekscytowali się – to nie będzie o Tusku.
Wśród licznych tematów, które przechodzą przez nasze ręce w polskiej redakcji Euronews, w tym przedziwnym pomieszczeniu zwanym „news room”, gdzie krzyżują się ze sobą pogaduszki przy kawie, żarty, opowieści o tym, gdzie kto spędził weekend, i dramaty dziejące się w czasie rzeczywistym w różnych zakątkach świata, gdzie dyskusjom o tym, jak wymawiać nazwę wioski w Afganistanie, w której ktoś właśnie wysadził się w powietrze i pociągnął za sobą w niebyt kilka niewinnych osób, towarzyszą chłodne rozważania, czy pilniejszy do zrobienia jest ów właśnie zamach, czy też może dyskurs Obamy na temat amerykańskiego zadłużenia – wśród wszystkich zatem spraw świata, które trzeba kolejno puszczać na antenę, od dobrego tygodnia powraca w naszej pracy po kilka razy dziennie afera brytyjskiego tabloidu „News of the World”.
Nie o samej aferze chciałbym napisać parę słów, nie o tym, jak nisko może niekiedy upaść zawód dziennikarza. Sprawa jest głośna i można o niej poczytać we wszystkich mediach.
Dzisiaj raczej o reakcji brytyjskich polityków, a dokładniej o reakcji jednego z nich, premiera Camerona. A jeszcze dokładniej o dość symptomatycznym wyrażeniu, jakiego użył, by zasugerować swoim współobywatelom, że weźmie się poważnie za problem dziennikarskich podsłuchów.
David Cameron powiedział oto parę dni temu w krótkim oświadczeniu, że trzeba będzie teraz „oczyścić prasę”. Wyrażenie to wydało nam się tak ekstremalne i niepolityczne, że zaczęliśmy sprawdzać, czy to nie pomyłka. Ale nie – w nagraniu wyraźnie słychać „clean up the press”.
Oczywiście politycy mają prawo nie lubić prasy. Można ich zrozumieć. W szczególności politycy brytyjscy, bo właśnie tam, w Wielkiej Brytanii, „News of the World” interesował się ich życiem prywatnym, chorobą syna Gordona Browna, o której dziennikarze próbowali dowiedzieć się czegoś za pomocą nielegalnych podsłuchów, a także osobistymi sprawami członków rodziny królewskiej. Politycy brytyjscy mają zatem prawo do ostrej reakcji. Cameron również, chociażby dlatego, że były szef tego sympatycznego tygodnika był w innym momencie swojej kariery doradcą premiera do spraw relacji z prasą i komunikacji. Powiązania takie są niebezpieczne.
Ale czy buńczuczna obietnica „oczyszczenia prasy” nie jest przypadkiem zapowiedzią ambicji nieco większych i niekoniecznie zgodnych z zasadami wolności słowa? David Cameron postawił przecież kropkę po tych słowach, nie powiedział, że chce oczyścić prasę z tych aspektów jej działalności, które są sprzeczne z prawem i ze zwykłą ludzką przyzwoitością. Powiedział tylko, że „oczyści prasę”. Nasuwają się dwa słowa: czystka i cenzura.
Wygląda to tak, jakby rząd brytyjski skoczył wszystkimi swoimi ministerialnymi nogami na okazję stworzoną przez ogólne oburzenie przeciwko „News...” i postanowił je wykorzystać, by choć trochę prasę kontrolować. Pewnie im to się nie uda, bo Brytyjczycy są bardzo wrażliwi na punkcie wolności prasy. Mais c’est l’intention qui compte…





Komentarze
Pokaż komentarze (10)