Jarosław Ruszkiewicz.SL Jarosław Ruszkiewicz.SL
104
BLOG

Precz z komuną

Jarosław Ruszkiewicz.SL Jarosław Ruszkiewicz.SL Polityka Obserwuj notkę 1
Wrócę jeszcze do skandalicznych słów kanclerza Niemiec Friedricha Merza, który podczas przemówienia w Trewirze powiedział: „Za kilka dni wojna w Ukrainie będzie trwać już cztery lata. To dłużej niż druga wojna światowa”.

Sojusz kosmopolaków pokroju Tuska, ze starymi komuchami pokroju Czarzastego, łączyto miejsce po przedwojennej, patriotycznej Polsce, z którego zrobili sobie wygodne żerowisko, tak dla siebie jak i dla tych sobie podobnych. Tę kulturową metamorfozę w Polsce ponaglają i wykorzystują, zarówno zdalnie jak i lokalnie, liczni politycy znad tamtej strony Odry i Nysy Łużyckiej pokroju Merza Friedricha i Webera Manfreda, czyli politycy wiecznie wczorajsi. Te wczorajsze mrzonki próbują zrealizować dzisiejszymi metodami made in Europe.Tych wiecznie wczorajszych jest w Niemczech dostatek, z czym się dumnie obnoszą, zakładają partie, przejmują urzędy państwowe oraz redakcje niektórych pism i wydawnictw. Słowo tworzy rzeczywistość, a te często powtarzane, potrafi nawet odwrócić znaczenie pojęć. Fenomen znany z praktyk i metod inżynierii społecznej, którymi często i gęsto posługują się politycy każdego szczebla i kanclerz Merz nie jest tu żadnym wyjątkiem. Chodzi w tym o to, by z narodu sprawców stać się narodem ofiar, któremu też się należy szacunek i odszkodowanie.Zarówno wojna na Ukrainie, Zielony Ład oraz program SAFE, wykorzystują Niemcy jako katalizator szybkiego utworzenia jednego, zcentralizowanego państwa pod swoim nadzorem. Jeden naród, jedna waluta, jedno państwo, jeden wódz – jako wypadkowa zachodzących obecne w świecie wydarzeń. Strachem, podstępem, korupcją, zadłużeniem, bankructwem, migracją, AI, propagandą ... wsjo rawno, byle tylko po tym „meczu” upragniony wynik się zgadzał. Niemcy chcą się usadowić na Europie tak, by dorównywać znaczeniem USA i Chinom Ludowym. Ta ich odwieczna chora ambicja może nas znowu kosztować utratę niepodległości.


image


Te skandaliczne słowa zakłamujące historię tak próbował tłumaczyć ambasador Niemiec w Polsce Miguel Berger: „Trzymajmy się faktów: kanclerz mówił o Rosji jako o sąsiedzie Europy, a nie Niemiec. Niczego nie wymazał z II wojny światowej, po prostu pomylił porównanie z długością wojny ze Związkiem Radzieckim”.

No cóż, Berger ma taką robotę, ale chyba jakoś mu umknęło, że Merz to samo mówił podczas niedawnej Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium. Potwierdził to nawet były minister spraw zagranicznych Niemiec Sigmar Gabriel z SPD. Czy to możliwe, żeby kanclerz Niemiec aż tak bardzo pomylił się i to dwa razy w ciągu niecałych dwóch tygodni? Oczywiście nie brakuje w Polsce polityków, którzy będą udawali, że wierzą w te pomyłki, bo przecież Tusk nie oburzy się na swojego nadzorcę, komuch Czarzasty nie zaprotestuje a Sikorski nie wezwie na dywanik ambasadora Bergera. Oni prędzej narobiliby w gacie, niż ośmieliliby się zwrócić uwagę swojemu nadzorcy z Berlina. Oni mają odwagę jedynie pluć zza węgła na Trumpa, USA in PiS by zadowolić swoich zwierzchników z Berlina. Oni w pozycji zgiętego w pół kelnera, a jeszcze lepiej na klęczkach mogą powiedzieć tylko: Danke für alles. Im nie przeszkadza, że bezczelny szwab napluł w twarz polskim ofiarom rozpętanej przez Niemcy drugiej wojny światowej. Według Merza nie było niemieckiego ataku na Polskę 1 września 1939 r. i nie było sowieckiej inwazji na nasz kraj 17 września 1939 r., bowiem nie było też paktu Ribbentrop-Mołotow. Nie było masowej fizycznej likwidacji polskich elit w prowadzonej od 1939 r. akcji „Inteligenzaktion” i od 1940 r. akcji „Außerordentliche Befriedungsaktion (AB)”. Nie było także w 1940 r. pierwszego transportu do obozu zagłady KL Auschwitz uruchomionego początkowo tylko dla polskich więźniów politycznych. Ze słów Merza wynika, że w Warszawie w październiku 1939 roku nie utworzono getta dla Żydów, bo przecież druga wojna światowa rozpoczęła siędopiero w 1941 r. napaścią Niemiec na ZSRR. Pod tym względem załgane polityki historyczne Niemiec i Rosji są co do joty zgodne. Co tam jakieś inne małowartościowe narody. Trzeba przecież budować jednolitą Europę od Władywostoku do Lizbony pod „demokratycznym” przywództwem Niemiec.

A jak ta demokracja „madę in Germany” ma wyglądać? To nie pierwszy już raz wytłumaczył przełożony Tuska z Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber. Jego plan jest nie mniej ambitny niż plan Hitlera. Weber mówi: „Mam nadzieję, że teraz mamy siłę, podobnie jak Kohl i Mitterand w przypadku euro, by powiedzieć: stworzymy Europę tak ściśle zintegrowaną, że przetrwa nadchodzące burze. Potrzebujemy teraz takiego samego myślenia w kwestiach militarnych. Musimy przygotować się na scenariusze, w których Bardella zostanie prezydentem Francji, a Kaczyński wróci do władzy w Polsce. Musimy przygotować się na te scenariusze już teraz, a to oznacza, że musimy mieć siłę, by myśleć o Europie z rozmachem, myśleć historycznie”.

Tu nie ma już „owijania w bawełnę” i pretensjonalnego konsumowania „bułki przez bibułkę”. Weber mówi wprost: Musimy się szybko zbroić i mieć odwagę zdecydowanie zareagować zanim w Europie wybory zaczną wygrywać nie ci, którzy powinni. SAFE jest na to najlepszym sposobem. Musimy „ściśle się zintegrować” pod wodzą oraz nadzorem Niemiec zanim jacyś Bardelle i Kaczyńscy wygrają wybory.

Joseph Goebbels w swoich pamiętnikach pisał: „Cały ten śmietnik małych narodowości w Europie musi zostać jak najszybciej zlikwidowany. Celem naszej walki musi być stworzenie jednolitej Europy. Tylko Niemcy mogą zapewnić Europie wyraźną organizację. Innego mocarstwa przywódczego praktycznie nie ma. […] Prawdopodobnie byłoby również celowe stworzenie na poszczególnych terenach marionetkowych rządów, które wydawałyby niepopularne zarządzenia. Miałoby się zawsze jakąś fasadę za którą moglibyśmy prowadzić własną politykę”.

Czy nie brzmi to dzisiaj złowieszczo i znajomo?

Nieprzypadkowo do pomocy ściągnięto starego komucha Czarzastego i uczyniono go drugą osobą w państwie. Stary towarzysz z PZPR dokładnie zrozumiał o co chodzi i poszedł na całość próbując nawet strącić z proniemieckiego tronu Tuska i Sikorskiego. Podczas wizyty w Berlinie mówił: Nie ma bezpiecznej Polski bez bezpiecznych Niemiec i mam w nosie, co mówi na ten temat ortodoksyjna prawica. Nie możemy pozwolić, aby w debacie o historii dominowali cyniczni politycy nadal żerujący na cierpieniach i grobach ofiar sprzed 80 lat. Trzeba się z tego wyzwolić. Dlatego właśnie moja pierwsza wizyta jest w Niemczech. Nie powinno być zgody na sposób uprawiania polityki polegający na tym, że kto bardziej opluje Niemca, ten dostanie więcej głosów.

Oczywiście nie mogło też zabraknąć publicznej kapitulacji w sprawie reparacji. Towarzysz Czarzasty szybko przeszedł w skomlenie mówiąc do Niemców: „Ja nie mówię o bilionach, ja mówię o zadośćuczynieniu, o dotknięciu, o uśmiechu, o przytuleniu, o powiedzeniu: pamiętamy o was, szanujemy was”.

Ten sam Czarzasty tak wspaniałomyślny wobec Niemiec i odpuszczający im winy, całkiem niedawno, jeszcze przed Narodowym Dniem Żołnierzy Wyklętych zapowiedział wraz z towarzyszką Anną „wanną” Żukowską w imieniu Lewicy projekt ustawy według której mają zostać wypłacone odszkodowania „ofiarom Żołnierzy Wyklętych”. Kiedyś zdrajca i sowiecki generał w polskim mundurze, gen Wojciech Jaruzelski mówił: „Jeśli uznamy Kuklińskiego za bohatera, to znaczy że my wszyscy jesteśmy zdrajcami”. I właśnie dlatego 23 maja 1984 r. w tajnym procesie Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego skazał zaocznie płk Ryszarda Kuklińskiego na karę śmierci i konfiskatę majątku. Czarzasty idzie tokiem rozumowania zdrajcy Jaruzelskiego. On pluje na walczących w niepodległościowym podziemiu naszych „Żołnierzy Wyklętych”, bo wie, że uznanie ich za bohaterów oznacza wprost, że on i jego czerwoni towarzysze wysługujący się sowieckiemu okupantowi są zdrajcami. To dlatego oddawanie hołdu ludobójcom Polaków przychodzi mu tak lekko. Ostatnio podczas wizyty w Kijowie przemawiając w Radzie Najwyższej Ukrainy (Werchowna Rada) wykrzyknął do ukraińskich deputowanych banderowskie pozdrowienie: Sława Ukrajini!, widząc przecież, że na pulpitach ukraińskich parlamentarzystów stały banderowskie flagi.

1 marca w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych prezydent Karol Nawrocki powiedział: „Tak, my wygraliśmy wspólnie bitwę o pamięć, przeciwko pogardzie, przeciwko kłamstwu, ale musimy mieć świadomość, że 45 lat sowieckiej komunistycznej propagandy jest niestety wciąż z nami. Nadal są tacy i są jednymi z najważniejszych urzędników w państwie polskim, którzy jeszcze dziś mówią, że ofiarom żołnierzy wyklętych, bo takich nazywają, należy wypłacić odszkodowania. […] Nie tylko komuniści ich zabili. Nie tylko poddawali ich sfingowanym procesom. Nie tylko niszczyli przez 45 lat ich rodziny, prawdę o nich, wysyłali całą machinę propagandową żeby, zniszczyć tę piękną prawdę o ich postawie i wierności polskiej niepodległości. Chcieli po prostu zabrać nam bohaterów, abyśmy nie wiedzieli, że byli oni niezłomni. Wyklęli ich tylko po to, abyśmy nie czuli ducha wolności i przywiązania do suwerenności. Nie starczyło ich zabić, ukryć ich szczątków, tylko trzeba było ich ewaporować, wymazać z naszej narodowej świadomości. Bohaterom chwała, a komunistycznym zdrajcom, którzy do nich strzelali wieczna pogarda”.

Swoje wystąpienie prezydent zakończył słowami: Precz z komuną!

Słowa Goebbelsa o: „celowym stworzeniu na poszczególnych terenach marionetkowych rządów, które wydawałyby niepopularne zarządzenia”, są jak najbardziej aktualne i dzisiaj.

Taki marionetkowy rząd tworzyli w PRL komuniści służący sowietom. Dzisiaj taki rząd służący interesom Berlina tworzy Tusk i koalicja 13 grudnia przy wsparciu nawykłych do zdrady postkomunistów. Nie udało się Niemcom takiego rządu stworzyć podczas okupacji Polski, ponieważ wtedy trudno było znaleźć odpowiednią ilość kandydatów zupełnie wyzutych z polskiego kodu kulturowego. Dziś jest o wiele łatwiej. To nie przypadek, że już ponad trzydzieści lat temu Niemcy postawili na Tuska, dla którego przecież „polskość to nienormalność”. To według tego samego klucza Tusk dobiera sobie sojuszników takich jak Czarzasty. W jego sojuszu ze starymi komunistami nie ma niczego egzotycznego i zadziwiającego. Przecież wcześniej przytulił do siebie towarzyszy sekretarzy PZPR Millera, Cimoszewicza i Belkę. Oni wzajemnie rozumieją się bez słów, bo dla nich Polska i polskość nie stanowią żadnej wartości. Niestety przypominając konfederacje targowicką możemy powiedzieć, że to co dzisiaj dzieje się w Polsce nie jest historią bez precedensu.

Artykuł ukazał się w tygodniku „Warszawska Gazeta”

https://niepoprawni.pl/blog/kokos26/precz-z-komuna


Ruski palant.Kapusta KGB

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka