Sprawa gróźb pokazuje, że ministrowie miewają synów, którzy szybciej działają niż myślą. Pokazuje jednak również cynizm, brak zaufania ze strony większości blogerów do instytucji państwa, brak przekonania o niezależności polskiego sądownictwa. Niewiarę w jeden z fundamentów państwa prawnego, a mianowicie rozdział władzy wykonawczej i sądowniczej. Jeżeli dyskusja w salonie miałyby stanowić probierz nastrojów w społeczeństwie, to źle to wróży demokracji, ponieważ jednym z jej głównych fundamentów jest zaufanie. W Polsce zdaje się go brakować.
40
BLOG
Zaufanie
Przewrażliwiony i nieokrzesany – sądząc po treści ujawnionych fragmentów maili – syn ministra sprawiedliwości zażądał od administracji salonu przekazania danych osobowych jednego z blogerów grożąc procesem sądowym. Poczuł się dotknięty treścią jednego z wpisów. Jego prawo, chociaż jako osoba publiczna powinien posiadać grubszą skórę i przyzwyczaić się do krytyki i opinii, które uważa za niesłuszne. Treść i forma bezpodstawnego żądania powinna wywołać po prostu śmiech i wzruszenie ramion. Wszystko, to co napisała blogerka mieści się w granicach wolności słowa, swobody wyrażania opinii, głoszenia własnych przekonań. Istnienie szeroko rozumianej wolności słowa, co wykazał w dobitny i klarowny sposób już John Stuart Mill w eseju O wolności jest podstawą ustroju demokratyczno-liberalnego. Wolność słowa gwarantowana jest przez konstytucję i międzynarodowe dokumenty, które Polska zobowiązała się przestrzegać, zwłaszcza Europejską Konwencję Praw Człowieka. Normalnie żądanie Krzysztofa Czumy powinno zostać przyjęte z rozbawieniem: w żadnym sądzie nie ma szans. K. Czuma po prostu ośmiesza siebie i swojego ojca ministra, który powinien zdecydowanie odciąć się od poczynań swojego syna.
Reakcje w salonie przybrały jednak nieco inną formę: pokazały głęboką niewiarę w polski system sądowniczy. Większość blogerów rzeczywiście zdaje się wierzyć, że żyjemy w swego rodzaju bananowej republice, w której syn ministra może faktycznie ograniczyć wolność słowa, manipulować sądami, uzyskać wyrok korzystny dla siebie mimo absurdalnych zarzutów.
Zamiast gestu pukania się w czoło, mamy tworzenie atmosfery zagrożenia. I tak szef salonu zauważa, że „Syn ministra Czumy, Krzysztof Czuma od jakiegoś czasu grozi nam procesem sądowym. Oczywiście w starciu z takim gigantem, który potencjalnie – bo wierzę, że minister Czuma tego nie uczyni – pewnie mamy małe szanse”. W podobnym duchu pisze sama Kataryna: „Gdybym wierzyła w nasz wymiar sprawiedliwości sama podałabym panu ministrowi dane potrzebne do sporządzenia pozwu, to mogłoby być ciekawe doświadczenie bo jestem przekonana, że żaden normalny sędzia by mnie nie skazał za ten wpis. Niestety, obawiam się, że w Polsce wszystko jest możliwe i szybko przekonałabym się, że jako obywatel państwa miłości nie mam prawa wyrażać własnego przekonania co do wiarygodności ministra ani dawać wiary niewygodnym dla niego artykułom prasowym (...) Niestety, w kraju gdzie można skazać na więzienie za nazwanie prezydenta <rumianym nierobem> i ścigać z urzędu żula za jakieś rzucone po pijaku wyzwiska nie stać mnie na odwagę zaryzykowania wystawienia się na łatwy cel i stawiania się na ochotnika w sądzie w procesie z urzędującym ministrem sprawiedliwości nadzorującym prokuraturę i sądy”. Nawet rozsądny prof. Sadurski zdaje się nie wierzyć w polskie sądy i pisze o politycznej i administracyjnej potędze ministra (http://jankepost.salon24.pl/105225,syn-ministra-sprawiedliwosci-obraza-blogerowi-i-grozi-salonowi24#comment_1415500). W jaki sposób jednak ta potęga administracyjna i polityczna ministra miałyby się przełożyć na decyzję sądu? We wszystkich powyższych wypowiedziach zdaje się kryć sugestia, że minister dzięki swojej pozycji będzie uprzywilejowany. Słowem, obywatel w starciu z władzą przed sądem ma nikłe szanse. Zauważmy również, że we wpisie Kataryny syn ministra bezpodstawnie przeobraził się w samego ministra. Właściwie to nie wiemy, jakie jest stanowisko samego ministra sprawiedliwości.


Komentarze
Pokaż komentarze