Pisałem niedawno o odwołaniu wykładu Jerzego Roberta Nowaka na Uniwersytecie Wrocławskim. Wbrew głosom krytycznym cofnięcie zaproszenia nie miało nic wspólnego z organiczaniem wolności słowa. Uniwerystet jest instytucją autonomiczną i może zapraszać i „wypraszać” kogo chce. Pracownicy Instytutu Spraw Międzynarodowych nie chcieli zaproszenia Nowaka ze względu na jego egzotyczne i paranuakowe poglądy – zaprotestowali więc przeciwko dyrektorowi, który stał za zaproszeniem. Myślę, że mniej hałasu byłoby jeżeli konferacja miałaby otwarty charakter i prof. Nowak wysłałby swoje zgłoszenie. W takim przypadku odmowa przyjęcia takiego zgłoszenia byłaby już nie na miejscu. Jednak wykład na zaproszenie to swego rodzaju nobilitacja. Szanujący się instytut po prostu byle kogo nie zaprasza. Wycofanie zaproszenia przez instytut w niczym nie ograniczyło swobody wypowiedzi prof. Nowakowi, który ma do dyspozycji szereg innych możliwości przedstawiania swoich racji – z czego skrzętnie korzysta. Można wręcz powiedzieć, że decyzja o odwołaniu jego wykładu przysporzyła mu dodatkowego rozgłosu.
Wracam do sprawy prof. Nowaka z powodu wykładu na temat książki pt. Chiny na drodze socjalistycznej modernizacji, która kilka dni temu miała miejsce na Uniwersytecie Wrocławskim. Właściwie nie o samą książkę chodzi – niech sobie nawiedzeni ideolodzy piszą co chcą – tylko o sposób jej promocji. Otóż promocja tego ideologicznego traktatu, który stawia Chiny za wzór dla innych państw świata odbyła się w sposób zadziwiająco huczny i oficjalny. Wykład odbył się w jednej z najbardziej reprezentacyjnych sal Uniwersytetu, wzięli w nim udział przedstawiciele władz wydziału nauk społecznych, obecny był również reprezentant ambasady chińskiej. Uroczystość rozpoczęła się od odegrania chińskiego hymnu narodowego i wygłoszenia przemówienia przez chińskiego oficjela. W tle, na ogromnym ekranie wyświetlano slajdy zrobione przez autora książki w czasie pobytu w Chinach sugerujące, że to państwo to oaza szczęśliwośći: same nowoczesne lotniska, miasta, technologie, zadowoleni i śmiejący się ludzie – a wszystko w cieniu czerwonych flag. Sam wykład oprócz semantycznych potworków typu „socjalistyczna gospodarka rynkowa” składał się głównie z peanów na cześć Chin, które się gospodarczo rozwijają jak żadne inne państwo na świecie. Co więcej, gospodarka służy tam dobru całego społeczeństwa i podporządkowana jest potrzebom ludności. Kryzys Chin oczywiście nie dotyka a wszelkie trudności mają przejściowy charakter. Kapitalizm czeka ostateczny krach, imperialistyczne NATO dążące do panowania nad światem się rozpadnie i wszystkie oczy zwrócą się na Chiny – nowy socjalistyczny model rozwiązujący sprzeczności kapitalizmu. Pytanie o koszty transformacji zostało zbyte: przecież na zachodzie jest bezrobocie, dług publiczny, deficyt i w ogóle kryzys a Chiny rosną w siłę... Partia „wyciągnęła określone wnioski” z błędów przeszłości (wielki skok Mao) i skuteczniemodernizuje państwo troszcząc się o całe społeczeństwo...
Wydarzenie w zasadzie przemknęło bez echa, choć było delikatnie mówiąc niesmaczne....
Jeszcze raz podkreśle: nie idzie o ograniczanie swobody wypowiedzi. Jak kogoś pociąga chiński model, to niech sobie fantazuje. Niech sobie te swoje masochistyczne rojenia drukiem ogłasza. Jednak robienie z tego ogromnej fety, z udziałem chińskich oficjeli i pod patronatem władz uczelni, to gruba przesada. Przesada i niekonsekwencja. Jeżeli Uniwersytet z taką pompą angażuje się w promocje skostniałego marksistowskiego bełkotu, to równie dobrze może z wielkim namaszczeniem zapraszać antysemickich ideologów. Tylko po co?


Komentarze
Pokaż komentarze (7)