Walka z "dopalaczami" trwa-a tymczasem nazywany "królem dopalaczy" Dawid Bratko, jak gdyby nigdy nic, otworzył sklep przy reflektorach kamer.
Bratko wszedł do sklepu wraz z inspektorami Głównego Inspektoratu Sanitarnego, prócz nich do lokalu weszli również dziennikarze i osoby, które chciały nabyć towar oferowany przez Bratkę. Kilku z nich dokonało zakupu. Po transakcji Bratko został przez policję wyprowadzony ze sklepu i radiowozem przewieziony na jeden z łódzkich komisariatów.
Całe to zdazrenei pokazuje jak traktuje sie obecne władze i jaki one mają mir w społeczeństwie...Jak widać malo kto boi sie groźnych min Tuska i jego postępowania na granicy prawa. Ale z drugiej strony czy można sie ludziom dziwić?
Najpierw lokalny biznesmen ma ministrów rządu na posyłki, Ci mu meldują to co zrobili dla jego sprawy...
Później mamy zdarzenia sprzed pałacu prezydenckiego, sprowokowane przez obecnego prezydenta i ciągnące się kilka tygodni z powodu obaw władzy przed podjęciem jasnej decyzji. Gdy już decyzję podjęto to oczywiście również chyłkiem i po kryjomu.....Bojąc sie ludzi.
Tak rządzący "nauczyli" ludzi się poważać, nikt ich nie traktuje poważnie.......Podobną sytuacje mamy również jeśli chodzi o obietnice rządowe, nikt z nich Tuska nie rozlicza bo i tak nikt w na ich spełnienie nie liczy....
Dziś po zatrzymaniu Bratki, policjantka mówi w TVP Info że jak jutro on otworzy sklep to znów zostanie zatrzymany:).....A to wszystko przy pełnych reflektorach-tak szanują władze-obywatele. Oczywiście przyznam iż jeśli chodzi o Tuska to mi go nie żal, zapracował na taka swą pozycje sam. Traci na tym prestiż Polski oraz władza jako taka.....Następcy obecnej władzy będą dłuugo pracować nad odpudowaniem szacunku do państwa.
Inne tematy w dziale Polityka