Actonik Actonik
73
BLOG

Wolność słowa, ONZ i muzułmanie

Actonik Actonik Polityka Obserwuj notkę 8

Rada Praw Człowieka ONZ opowiada się za ograniczaniem wolności słowa … w imię szacunku dla religii!

Epokową rezolucję światli przedstawiciele Narodów Zjednoczonych uchwalili 31 marca. To już nie news, ale jakoś głucho o tym w polskich mediach – z wyjątkiem GW, TOK FM, Przekroju i  www.wiara.pl.

W rezolucji, oznaczonej pięknym symbolem A/HRC/4/L.12, sprzeciwiono się przede wszystkim obrażaniu islamu i muzułmanów. To oczywiście daleki skutek zamieszczenia karykatur Muhammada w prasie zachodniej. Daleki tym bardziej, że wynikał m.in. z barier w komunikacji międzykulturowej.

 

Rezolucję forsował Pakistan, potężny muzułmański sojusznik USA w rejonie epicentrum wojny z terroryzmem. Szokujące jest jednak to, że – oprócz państw zaliczanych do rodziny islamskiej – za ograniczeniem wolności wypowiedzi  opowiedziały się m.in. Argentyna (dziedzictwo junty???), Brazylia, Meksyk, Filipiny czy RPA. Poparcie Indii zdaje się usprawiedliwiać z jednej strony liczna mniejszość muzułmańska, a z drugiej – hinduistyczna partia u steru władzy. Ameryka i Europa poniosły w głosowaniu kolejną znamienną klęskę: 24:14.

 

Wypowiedzi prof. Rzepińskiego (w TOK FM) oraz prof. Hołdy („Przekrój”) zwracają uwagę na przede wszystkim na to, że „Zachód jakoś sobie z tym poradzi, gorzej z krajami muzułmańskimi, gdzie z wolnością słowa jest i tak źle”. Ja tymczasem sądzę, że problem będzie wszędzie równie wielki. Dlaczego?

 

Religia, żadna religia, nie może istnieć bez wolności wyrażania się, w tym – szczególnie – wolności słowa. Po pierwsze – wolność wypowiedzi leży u zarania wszystkich religii i denominacji. Nie powstałaby żadna Święta Księga, ani żadna wspólnota, gdyby nie przesłanie, które w sposób nieskrępowany (nawet jeśli wbrew jakiejś władzy) rozprzestrzeniało się wśród wyznawców. Dla pierwszych chrześcijan, dla towarzyszy Muhammada, uczniów Siddharthy, i wielu innych swoboda wypowiedzi była najcenniejszym skarbem.

 

Wolność religii w ujęciu Jana Pawła II jest równoznaczna z wolnością wypowiadania się, także, a może zwłaszcza w sferze publicznej.

 

Problem jest z islamem, zwłaszcza współczesnym. Tam wykształcony na gruncie chrześcijańskim model rozdzielenia spraw świętych od doczesnych jest zupełnie niezrozumiały. Odkąd Prorokowi udało się przeciągnąć na swoją stronę najważniejszych przywódców klanów Pustyni, to nie wolność słowa poszerzała grono „posłusznych Allahowi”, tylko miecz. Dla wielu muzułmanów to najlepszy sposób zdobywania świata do dziś.

 

Pamiętajmy jednak o tym, że w państwach islamskich (np. Imperium Osmańskim) wspólnoty żydowskie czy chrześcijańskie miały odrębną jurysdykcję i sądziły swych współwyznawców wedle swoich praw.

 

Inne pojmowanie wolności wypowiedzi – zwłaszcza w islamskim kręgu cywilizacyjnym – wynika więc z samej istoty tej religii. Wolność słowa jest sprawą drugorzędną, skoro wszystko zostało powiedziane w Koranie. Kimże mieni się być człowiek, by chciał dodać coś, albo powiedzieć więcej, niż zechciał wyjawić sam Najwyższy.

 

Dalej, póki co, nie sięgam, bo rezolucja L12 też się nimi specjalnie nie zajmuje.

 

Wniosek salonowy: wolność słowa w obecnym kształcie – hołubionym na Zachodzie – nie byłaby możliwa gdyby nie chrześcijaństwo właśnie. Bowiem tylko w łonie tej religii mógł się ostać szaleńczy pomysł, by bluźniercę (czyli człowieka „przekraczającego” granice wolności słowa) otaczać miłosierną nadzieją, że może kiedyś, może jakoś…

 

Szydercom i tropicielom odbiorę teraz nieco satysfakcji (z wypunktowywania słabości i luk). Chrześcijaństwo, a jakże, też ma swoje ciemne strony i ciężko grzeszyło przeciw wolności słowa. A także przeciwko Słowu, które, jak wiemy, było na początku. Samo chrześcijaństwo – co chyba najbardziej zadziwiające – wiele w dziedzinie wolności słowa zawdzięczało sceptykom czy nawet cynikom starożytnym. A to przede wszystkim dzięki ich bezkompromisowości, która może czyniła z nich naczelnych ekscentryków Antyku, ale i przecierała szlaki dla tych, którzy głosili później twierdzenia bardzo niewygodne dla władców. I chętnie oddawali życie za tę wolność: wypowiedzi, słowa, życia po swojemu.

 

Myślę, że ta niepojęta wolność ducha dawała im moc. A kto taką moc ma w sobie dzisiaj?

 
Actonik
O mnie Actonik

"Granice mojego języka są granicami mojego świata". Ludwik Wittgenstein "Traktat logiczno-filozoficzny"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka