Actonik Actonik
42
BLOG

Kto zarabia na lekarzach

Actonik Actonik Polityka Obserwuj notkę 1

Zadajmy sobie proste pytanie: czy zwykły "ryl" byłby gotów pracować 80-100 godzin tygodniowo (dwa i pół raza więcej, niż na etacie, czyli 16-18 godzin dziennie) za 3 tysiące złotych na rękę?

Tytułowe pytanie dotyczy praktycznej wyceny pracy lekarzy w Polsce. Kto tej wyceny dokonuje? Na pewno nie rynek, ale grupa biurokratów. Mianowanych z politycznego klucza urzędników, dla których realia szpitalne nie mają kompletnie żadnego znaczenia.

Monopol NFZ opiera się na jednej przesłance: to państwo decyduje czy obywatelom sie coś należy, bądź nie. Państwo - w tym wypadku okazuje się po raz kolejny łupem grupy partyjnych besserwiserów - występuje tu w pozycji wrogiej obywatelowi. Tak oczywiście być nie powinno, ale jest...

Sedno problemu tkwi z kolei w tym, że przyjmuje się "tradycyjną" - etatystyczno-centralistyczną - perspektywę zarządzania sektorem zdrowia. W skrócie: "Mamy 40 miliardów, którymi będziemy rozporządzać wedle własnego rozeznania".

Zakładając nawet najuczciwszą motywację, dobrą wolę i rzetelność w szacowaniu kosztów utrzymania poszczególnych placówek oraz wyceny procedur medycznych, zdobycie komletnej wiedzy na ten temat - samo w sobie - jest po prostu niewykonalne. Nawet śmiay i trafny pomysł (ze znakomitym skutkiem realizowany na Śląsku za pomocą tzw. kart czipowych) kontroli przepływu pacjentów pomiedzy placówkam oraz zachorowalności nie wystarcza. Lekarze, pielęgniarki wcąż bardziej sa biurokratami niż służba zdrowia, a urealnienie kosztów leczenie wciąż pozostaje odległym projektem. Co więcej, woj. śląskie za każdym razem otrzymuje mniej pieniędzy, w przeliczeniu na mieszkańca i na faktyczne potrzeby, niż inne. Ale nie o tym mowa.

Nie da się centralnie oszacować, ani tym bardziej przewidzieć, ile, jakiego typu i jak kosztownych procedur leczniczych trzeba będzie zastosować!

Tym bardziej nie można centralnie wycenić, ile dany lekarz czy pielęgniarka powinni zarabiać. 

Zaraz ktoś wytknie mi, że popełniam błąd, bo przecież to szpitale płacą - jedne lepiej, inne gorzej. Oto szatański zabieg: zapłacimy wam tylko za to, co a priori uznamy za sensowne (mówi NFZ), a wy róbcie co chcecie.

System, którego uparcie broni rząd ignoruje bowiem:

- faktyczną jakość świadczonych usług, w tym kompetencję lekarzy, zaawansowane techniki leczenia, innowacyjność, stopnie referencyjne szpitali itd.

- pozycję rynkową (atrakcyjność z punktu widzenia pacjenta);

- liczbę wykonywanych procedur, uzależnioną nie tylko od sytuacji losowych (kto przewidzi ile urodzi się dzieci, albo na co będa chorowały; statystyka nie daje jasnych odpowiedzi, ale to truizm); ale i od opinii, jaką cieszy sie szpital, czy oddział;

- koszty funkcjonowania placówek medycznych w systemie "państwowym" i "prywatnym" (wolę nawet nie komentować bezsensownych dywagacji wiceministra Piechy).

To, o czym nie muszę przekonywać, nie wszystko.

W szpitalu, który dobrze znam - wielkiej, nowoczesnej placówce klinicznej przy akademii medycznej - najlepiej funkcjonujące oddziały właściwie okazują się kulą u nogi dyrekcji szpitala. Przekraczają limity, mają tłumy pacjentów z różnych stron kraju, dbają o najnowsze procedury terapeutyczne, biorą udział w badaniach międzynarodowych (jeśli nie uda się znaleźć sponsora - firmy famaceutycznej, to lekarze wykładają z własnej kieszeni)... I co na to NFZ? Nie płaci, bo przecież kontrakt tego nie przewiduje.

O moralności w takim wypadku myślą tylko lekarze, którzy ratują dzieci umierające na nowotwory. Podczas zeszłorocznych strajków, oni normalnie pracowali. A nawet więcej, bo kiedy inni przestali przyjmować, oni zajmowali się nawet przypadkami z izby przyjęć. W zamian za to otrzymali 25 proc. zwykłego wynagrodzenia. Bo szpital mógłby utracić płynność finansową...

Szczerze mówiąc bardzo podoba mi się pomysł Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, żeby dotacje zamiast na rolników, górników i hutników przeznaczyć na podniesienie wynagrodzeń lekarzy. Nie mam tylko pewności czy politycy zrozumieją, że chodzi w nim o ośmieszenie takiego funkcjonowania państwa. Bo to wymaga inteligencji. Tym razem lekarze błysnęli. 

 

 

Actonik
O mnie Actonik

"Granice mojego języka są granicami mojego świata". Ludwik Wittgenstein "Traktat logiczno-filozoficzny"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka