Wracam do problemu wynagrodzeń lekarskich. Oczywiście nie będę mówił o zarobkach w sektorze prywatnym, bo tam rządzi rynek (przynajmniej częściowo) i wiele tłumaczyć nie trzeba.
Sprowokowany jednak przez czerwonego komentatora „Faktu” Łukasza Warzechę bronię tezy o słuszności i godziwości protestu lekarskiego. A najsilniejszych argumentów dostarcza mi właśnie etyka. Etyka, którą napastliwie wywijają – niczym cepem – zarówno rząd, jak i publicyści prezentujący poglądy zbliżone do wyrażonych przez Łukasza Warzechę.
Po kolei zatem.
- Powtórzę najpierw, że medycyna jako taka jest biznesem. Po prostu. Wiem oczywiście, że w Polsce wciąż przewagę (przynajmniej medialną) ma pogląd przeciwny. Obecny system (podobno) publiczny ma być wyrazem przekonania, że lekarz pełni służbę społeczną. Niemniej uważam za fałszywy pogląd, że lekarze wykonują swój zawód z innego powodu niż „dla pieniędzy”.
- Zaraz, zaraz – już uściślam, co znaczy, że lekarze pracują „dla pieniędzy”. Odniosę się tu do klasycznego dowodu Adama Smitha (przedstawiać nie trzeba): nie z powodu altruizmu i miłości do rodzaju ludzkiego piekarz piecze co rano chleb, ale z powodu dążenia do egoistycznego zysku. Bo tylko zysk pozwoli piekarzowi zaspokoić liczne jego potrzeby oraz zachcianki. A zysk bierze się z pracy. A uczciwa i sumienna praca jest nagradzana na wolnym rynku przez tych, którzy chcąc korzystać z jej owoców. Podobnie nagradzane są talent, pomysłowość, przedsiębiorczość, innowacyjność, wiedza. Wolny rynek zakłada najprostszą etykę, polegająca na przestrzeganiu reguł wymiany. Jeśli jeden z uczestników złożonego procesu wymiany naruszy reguły, to zaburzone zostają także pozostałe elementy rynku. Naturalnym dążeniem rynku (a ściślej – ludzi na nim działających), jest eliminowanie zaburzeń (ludzi niegodziwych). Oszust-piekarz zostanie więc ukarany w ten sposób, że klienci przeniosą się do konkurenta.
- Z lekarzami jest podobnie. Mają wiedzę, umiejętności, dysponują praktyką, doświadczeniem i zdobywają sobie klientów.
- Chory to klient. W Polsce świadomość o tym zanikła, albo została celowo zdławiona. Kiedy jestem zdrowy, nie potrzebuję lekarza. Prościej – do dentysty idę z bolącym zębem, albo w ramach tzw. profilaktyki. Odwiedzam, proszę o radę – płacę. Niekiedy (zdarza się!) płaci NFZ.
- Polski klient zachowuje się często dziwnie. Domaga się bowiem od lekarza (ale wielekroć i od sprzedawcy np. magnetofonów czy golarek) miłości do siebie, gestów solidarności, albo wręcz dobroczynności. Chce być obdarowywany prezentami. Jeśli jeszcze jest skłonny zapłacić – to nie ma sprawy. Specjaliści od marketingu wiedzą doskonale, jak te skłonności wykorzystać, więc tacy pazerni i naiwni kupujący stają się w istocie ich łupem.
-
A teraz najważniejsze. Nagonka na lekarzy, wykorzystywanie ich opiera się na fundamentalnym oszustwie. Oszustwo polega na tym, że wmówiono ludziom (wierzą w to nawet niektórzy lekarze), że bycie lekarzem to powołanie, a nie zawód. Więc jeśli się nie jest Judymem, to znaczy, że coś moralnie nie tego…
-
Na tej podstawie zmusza się lekarzy do leczenia, pozbawiając ich podstawowego uprawnienia ludzkiego, jakim jest godziwe i sprawiedliwe wynagrodzenie. Już pytałem, kto wycenia pacę lekarzy w szpitalach. Specjaliści, dzięki którym ratowane jest życie pacjentów zarabiają mniej niż ludzie bez wiedzy, talentu i odpowiedzialności. Nie dlatego, że średnio wykształcony hulajdusza zrobił niezły interes, ale z powodu widzimisię jakiegoś przemądrzałego biurokraty.
- Żeby zostać specjalistą trzeba w Polsce sześć lat studiować, potem odbyć staż, potem co najmniej pięć lat specjalizacji. Całkowitym kłamstwem jest twierdzenie, że nauka ta odbywa się za darmo. Przyjmijmy chwilowo, że tak jest (to znaczy „za darmo”). Czy to oznacza, że inni – podatnicy, rząd, lub Bóg wie kto – sponsorują kształcenie lekarzy? Czy powinni oni ten „dług” spłacać społeczeństwu otrzymując przez „x” lat możliwie jak najniższe wynagrodzenie? Jeśliby nawet miało być tak, jak się zachciewa wiceministrowi Bolesławowi Piesze, że lekarz nie mógłby po studiach wyjechać zagranicę, tylko powinien odpracować studia, to trzeba: dokładnie wycenić koszt studiów i wprowadzić dobrowolność kontraktowaną, ujawnić wysokość przyszłych zarobków w systemie publicznym, wskazać wszystkie warianty i sposoby odstępstwa od nich. Tymczasem takie postawienie sprawy jest niemożliwe. Więc rząd dalej będzie kłamać, a politycy opowiadać głupoty. Obecnie w Polsce żadne studia nie są „za darmo”. Tylko niektórzy są traktowani bardziej niesprawiedliwie.
-
Każdy kto twierdzi, że lekarz ma obowiązek leczyć drugiego człowieka z powodów np. moralnych czy dlatego, że złożył przysięgę Hipokratesa, więc nie musi otrzymywać za spełniony obowiązek zapłaty, jest zimnym szantażystą, żerującym na cudzej krzywdzie.
- Cóż takiego jest szczególnego w deontologii lekarskiej, że wykształcenie, doświadczenie, praktyka itd. czynią z nich pod-ludzi (taka jest ostateczna konsekwencja heglowskiego ukąszenia w przytoczonej argumentacji)? Zapytałem Łukasza Warzechę czy naprawdę nie widzi, że w tym sporze chodzi o upokorzenie lekarzy?
- Zarzuty pod adresem lekarzy – że biorą łapówki, że żyją na wcale niezłym poziomie, że jeżdżą dobrymi samochodami, itd. itp. – świadczą jak najgorzej o tych, którzy je wypowiadają. Są bowiem dowodem na ich intelektualną ociężałość (przepraszam za tak jednoznaczną inwektywę, ale trzeba jakoś to wyrazić – i to najdosadniej jak potrafię). Popełniany jest tu przecież (z lubością?) prymitywny błąd w rozumowaniu. Najpierw – nieuprawnionego uogólnienia. Następnie, braku adekwatnej perspektywy. Przykład skrajny: w obozach koncentracyjnych czy jenieckich ludzie też zachowywali się na swój sposób racjonalnie. Dostosowywali się do warunków i nawet jakoś funkcjonowali (patrz „Król szczurów”). Chora sytuacja nie pozbawia ludzi racjonalności. Najprędzej polegnie wtedy moralność.
-
Podtrzymywany ze względów ideologicznych system publicznej ochrony zdrowia jest z gruntu niemoralny, degenerujący i upodlający. Dlatego jego obrona jest niemożliwa.
- Dodam jeszcze jeden ważny element – niepewności. To ona staje się bronią w rękach sprawujących władzę (w Polsce - odkąd pamiętam). Nikt nie potrafi powiedzieć, co nas czeka za parę lat. Ale racjonalna polityka stabilizuje warunki, w których żyjemy, koryguje błędy i tworzy perspektywy. Czy PiS tak rządzi? Proszę o przynajmniej jeden przykład!
- Lekarze widzą, jak żyją i jak zarabiają medycy zagranicą. Można ich oślepić, albo zamknąć granice. Albo pójść po rozum do głowy. Bo za progiem (już stoją w sieni) czekają nauczyciele, pielęgniarki, kolejarze i wielu innych. Kłamstwo ma krótsze nogi. I uwiera bardziej niż źle dobrane buty.
Zachęcam na koniec do egoizmu. Proszę się zastanowić (to pytanie do ludzi z wyższym wykształceniem) po co szliście na studia? Czy satysfakcjonuje was wasza praca i z jakiego powodu tak/nie? Po co chodzicie do pracy? Ile czasu pracujecie, żeby zarobić na zaspokojenie swych potrzeb? Jak oceniacie korelację wiedza/umiejetności - zarobki?
No, to już mniej więcej wiecie o co chodzi.
Jeśli natomiast uważacie (jak Łukasz Warzecha), że lekarze są niemoralni, bo przestaną przyjmować pacjentów, to zgłaszajcie się do mnie. Potrzebuję fachowców w każdej dziedzinie. Zlecę Wam mnóstwo roboty. Będziecie mogli pracować ciężko, wyegzekwuję każdą niedoróbkę, będę się czepiał, wymądrzał i pouczał. Będę marudził, że trwa to tak długo. I gwarantuję: nie dostaniecie na koniec ani grosza!


Komentarze
Pokaż komentarze (33)