Actonik Actonik
45
BLOG

Paranoja polityczna

Actonik Actonik Polityka Obserwuj notkę 6

Paranoja stała się narzędziem walki politycznej. To nowa zaraza, której nosiciele znaleźli niezwykle łatwy dostęp do umysłów nieświadomych zagrożenia Polaków.

Wczorajszy wywiad Jarosława Kaczyńskiego dla „Rzeczpospolitej” okazał się chytrym przygotowaniem pola dla spotu telewizyjnego. Wielu rozszyfrowuje postaci gangsterów i oligarchów, oraz „charakterystycznego polityka”. Proponuję jednak zająć się ukrytym przekazem, ową chytrością, zawartą nie tylko w spocie i wywiadzie, która niczym rak, albo wirus zaatakowała debatę publiczną w RP.

Dlaczego psychopaci, socjopaci, a nawet paranoicy robią kariery polityczne?

Osobowości neurotyczne (określonego typu) zdobywają przewagę sytuacyjną nad innymi ludźmi przede wszystkim dlatego, że nie mają skrupułów oraz z powodu ograniczonych zdolności do empatii.

Tyle mądrości ludowych. Czy to, że o tym wiemy, coś zmienia?

Jako, że kampania wyborcza przyspiesza, zadumałem się nad umiejętnym wykorzystywaniem paranoi politycznej do zdobywania poklasku i poparcia społecznego.

Możemy sobie to tłumaczyć ciemnym ludem, który wszystko kupi, byle w odpowiednim opakowaniu. Możemy lepić kolejną paranoję o antyukładzie wobec układu, a następnie kontraantyukładzie, rekontraantyukładzie itd. Możemy nawet zżymać się na polityków, spindoktorów, speców od marketingu politycznego i tym podobnych macherów. Tylko – o co się na nich gniewać? Że chcą wygrać wybory? Że uciekają się do wszelkich dostępnych środków? Że per fas et nefas zmiękczają umysły „elektoratu”, aby w urnie wyborczej wylądowała kartka korzystnie zakreślona?

Może jeszcze zaczniemy pleść o honorze, etyce, moralności, patriotyzmie i odpowiedzialności społecznej?
Jeżeli polityka w Polsce (proszę mi udowodnić, że się mylę) stała się/jest areną/sceną dla rozmaitej maści psychopatów i paranoików, to
klasyczne oceny programów wyborczych, zamierzeń i celów politycznych, a także wizji państwa, społeczeństwa, jakieś koncepcje filozoficzne, teologiczne, czy nawet ideologie przestają mieć sens.
Nie warto ich stosować z powodu ich bezużyteczności.
Nie tłumaczą one bowiem ani zachowań polityków, ani strategii partii.

Partie ulegają paranoi swoich liderów. Frakcjami kierują animozje osobiste, albo resentymenty. Nie możemy tu mówić nawet o interesach grupowych, ponieważ jedynym wspólnym interesem jest urzeczywistnienie tego, co zalega niezdrowe pokłady wyobraźni szefa. Hochsztaplerzy, pragnący zrobić sobie dobrze (najbardziej wyraziste są pod tym względem typu Samoobrona, SLD czyli LiD, choć w każdej sejmowej partii potrafimy wskazać gromady parlamentarzystów dietetyczno-smalcowych) wypychani są na margines. Dokładnie tam, gdzie od dawna znajdują się naiwni ideowcy, liczący na to, że ich „tak-tak, nie-nie” daje wystarczającą siłę, by pokonać przeciwników w walce politycznej. Przykłady Tadeusza Mazowieckiego czy obecnie Marka Jurka są mylące dlatego, że obydwaj działali w partiach, które przez pewien czas zdawały się traktować ich poglądy i postawy życiowe poważnie (z uwzględnieniem wszystkich różnic oczywiście). W polityce, jak wiadomo prawość osobista to za mało. Częściej przeszkadza. Ale to inny temat (warto doń wrócić).

Od dwóch lat, a ściślej od poprzedniej kampanii parlamentarnej, obserwuję kontredans paranoików.

 

W pierwszym akcie mieliśmy pieszczoty (słowne i fizyczne) członków PiS i PO. „Mój drogi przyjaciel”, „wspaniały fachowiec”; potrząsanie rękami, uśmiechy i ukłony. Akt drugi, to eksplozja nienawiści (tłumionej, bo każdy kto był odrobinę bliżej sztabów, mógł się dowiedzieć: „jak oni nas nienawidzą!”, „wykorzystają każdą okazję, żeby nam dołożyć”, „musimy być na to przygotowani”). Trzeci akt – niczym rozprawa rozwodowa – to obrzucanie się wyzwiskami i wzajemne obwinianie za wszystko.

Teraz nadchodzi akt czwarty – ZEMSTA.

A właściwie omerta. Czyli łańcuch coraz okrutniejszych i pochłaniających coraz więcej ofiar mściwych razów. Wymierzanych każdemu, kto otarł się rękawem o przeciwnika.

Patrzę na ekran telewizora. Czytam gazety. Słucham radia. A tam uczestnicy spektaklu poddają się temu rytuałowi. Podjudzają ich dziennikarze – nieświadomi, że za chwilę sami padną na piach bezradnie podtrzymując wypadające własne wnętrzności.


Roztropność zamieniono na spryt. Rozwagę – na wyrachowanie. Prawość oddano za smak zwyciestwa. A współczucie (najbardziej ludzką z cnót) za satysfakcję z cudzego poniżenia i chwilowe poczucie, że ów wróg nie jest mi w stanie zagrozić.

Actonik
O mnie Actonik

"Granice mojego języka są granicami mojego świata". Ludwik Wittgenstein "Traktat logiczno-filozoficzny"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka