Politycy chętnie więc godzą się na pouczenia specjalistów od politycznego marketingu. Kiedy zabierasz głos, bądź stanowczy, pewny siebie, i wplataj zwroty wartościujące. To sprawia, że widz/słuchacz zaczyna reagować. Wyliczanki pasują do eksperta, ty – polityku – masz poruszać, chwytać za serce. Eksperta nikt nie słucha. Nawet drugi ekspert szuka tylko dziury w całym, luki w wywodzie kolegi, a nie tego, co naprawdę chce powiedzieć.
Polityk ma być widziany i słyszany. Nie ważne czy ma rzeczywisty program, musi przekonać, że go ma. Nie ważne, co chce zrobić – musi wykazać, że wie, co zrobić. A co zrobić, to się będzie martwił po zwycięskich wyborach.
Nie ważne czy to SLD (w słusznie minionej przeszłości) czy PiS (obecnie), a i – wszystko na to wskazuje – PO. Żadna z wygrywających wybory partii nie miała planu rządzenia. Dopiero teraz PiS zapowiada, że chce walczyć z korupcją! Bo, że tego nie robił dotąd, to wiem. Stwarzał pozory, łapał ludzi przypadkowych (i na dodatek może się okazać, że niewinnych…). Dobrze wszelako, że już wie. Oby to była prawda, a nie kolejne wyborcze złudzenie serwowane wyborcom.
W ciągu pierwszych dziesięciu dni kampanii partie postawiły na emocje. Teraz są już komitetami wyborczymi. Teoretycznie powinny włączyć argumentację – jak to się uczenie mówi – merytoryczną. Ktoś wierzy, że tak będzie?
Za mało czasu, więc nie warto się trudzić na włączanie specjalistów. Tym bardziej, że partie zwyczajnie ich nie mają (poza piarowcami). Potem trzeba by znowu tłumaczyć na prosty i emocjonalny język, to co eksperci rzucali jako argumenty zbijające przeciwnika. Za mało czasu.
Trzeba teraz przede wszystkim pokazać swoich. I pokazać, że są lepsi, jak bardzo są lepsi, jak bardzo przeciwnicy są słabi, źli po prostu.
Mało czasu. Mało czasu!
Trzeba więc rozniecić emocje. Jakie się rozpala najszybciej? No? NEGATYWNE! Walimy więc w bęben nienawiści. Obrzydzamy, plujemy, wycieramy sobie ich gębami podeszwy, ujawniamy wstydliwe wpadki, znajdujemy haki. Przeciągamy, obśmiewamy, kompromitujemy.
Mało czasu? Nie szkodzi! Wykorzystamy go maksymalnie, żeby dowalić przeciwnikowi. Osłabiony, musi skoncentrować się na gojeniu ran, na ratowanie wizerunku.
Na wszelki wypadek warto zachować kilka przyzwoitek. Żeby łagodzili nasze zmarszczone oblicze szubrawca. Niech łagodnym tonem, stańczykowym, poklepując po ramieniu powiedzą, że to nie ładnie tak poniżej pasa, tak błotkiem obrzucać, tak niedelikatnie. Od czasu do czasu pojawią się w jakiejś stacji TV i będziemy mieli dobre alibi.
Mało czasu! Do roboty! Zabij wroga!


Komentarze
Pokaż komentarze (2)