Błąd Jarosława Kaczyńskiego to zgoda, by do debaty z Donaldem Tuskiem w ogóle doszło. Bo szef PO, niezależnie od wyniku, wyjdzie świeży, będzie się przede wszystkim komentowało co miał do powiedzenia i jak wypadł.
Prezes PiS już właściwie wszystko, co miał do powiedzenia, powiedział podczas telespotkania z Aleksandrem Kwaśniewskim. Oceniany będzie więc najwyżej za oryginalność. O ile za pierwszym razem zaskoczył "przyjaznym" wizerunkiem, o tyle teraz musiałby odtańczyć kankana, by poruszyć widzów.
Wbrew temu, co się mówi, to sztab Kaczyńskiego ma trudniejsze zadanie. To PiS jest dzisiaj w defensywie. Jak drużyna, która na wyjeździe wymęczyła jednobramkową przewagę, ale do rewanżu przystępuje z połową zawodników kontuzjowanych, a drugą z żółtymi kartkami...
Jeżeli Kaczyński zdecyduje się na grę otwartą, Tuskowi wystarczą kontry. Nawet, kiedy jest pasywny (jak w "Autografach" Kuby Strzyczkowskiego) nie irytuje widzów, bo do takiego Tuska przywykli. Musiałby się strasznie wygłupić, albo dać wprowadzić w niezręczność i pseudoluz na miarę "reportażyku" o piłce nożnej mon amour z rzeczonego programu.
Kluczem do uzyskania przewagi będzie jednak formuła debaty. Jeżeli politycy będą musieli sztywno trzymać się podziału czasu i odpowiadać na pytania, to mamy murowaną klapę. Sądzę, że ze szkodą dla obydwu.
Jeśli natomiast będę dyskutowali ze sobą, będę musieli na wizji opanować emocje patrząc sobie w twarz, a przy tym zręcznie wybronić i zripostować, to Kaczyński ma szansę uzyskać przewagę. Tym właśnie, co jest jego słabością - uporczywym powtarzaniem tego samego. No i może znajomością faktów dostępnych jedynie premierowi...
Tusk udający zafrasowanego twardziela jest komiczny. Jako spokojny miglanc mimo wszystko wypada korzystniej. Bo okazuje się wtedy, że jego "oponenci" są równie powierzchowni i sloganowi (vide: Artur Zawisza i Jerzy Szmajdziński u Kuby S.)
Swoją drogą nie mógł się Tusk spodziewać lepszego prezentu od TVP, jak ostatnie Autografy. Być może to koniec zarobkowego projektu niezłego dziennikarza Trójki. Ale to przecież zupełnie inna historia...


Komentarze
Pokaż komentarze (4)