Donald Tusk musi zmieść Aleksandra Kwaśniewskiego. Od tego zależy istnienie PO. Teraz liczą się zdecydowanie i błyskotliwy pomysł. To najtrudniejsze zadanie w politycznym życiu Tuska.
UWAGA! Tekst bardzo długi.
Ogólna sytuacja przedbitewna
Wodzowie
Donald Tusk kroczy ze swoją armią w glorii pogromcy największego wroga. Wykorzystał wszelkie dostępne środki. Czuje swoją siłę, ma przewagę moralną, lokuje się na znakomitej pozycji lidera idącego po główną wygraną – samodzielne rządy. (Za moment obraz ten zostanie jednak mocno przyciemniony).
Aleksander Kwaśniewski jest wodzem po przejściach. Wycieńczył swoją armię idiotyczną przeprawą przez tropiki i stepy. Sam ledwo dyszy, a i zaplecze jego wyraźnie niedomaga. Generałowie skłóceni, doradcy albo nie mają śmiałości mówić mu prawdy, albo nie potrafią upilnować wodza lewicy.
Pozycjonowanie
Platforma ma poczucie, że jej działania przynoszą efekty. Dobrze przewidzieli kierunki natarcia i sposoby obrony Kaczyńskiego. W piątkowej bitwie zaminowali teren umiejętnie, skoncentrowali ogień tam, gdzie trzeba, nie dali się wykrwawić na niebezpiecznych bagnach. Łatwość, z jaką Kaczyński ustępował pola, musiała ich mocno zaskoczyć. Teraz przystępują do debaty w zupełnie innej, niespodziewanej jednak sytuacji. Przeciwnik na pozór jest dużo łatwiejszy. O ile jednak Kaczyński nieroztropnie ustawił się tyłem do rzeki, to LiD czeka na linii lasu. Jeżeli zechce, może bezpiecznie schronić się w cieniu drzew i przeczekać największy skwar.
Sztabowcy PO muszą przygotować swego szefa do walki bardziej manewrowej. Tutaj jedną szarżą nie uda się powalić przeciwnika. Jest zbyt rozchwiany, ale przez to i nieprzewidywalny…
Uzbrojenie
PO ma niezłe rozpoznanie słabości przeciwnika. Wystarczy (choć to jest prawdziwa sztuka!) odpowiednio dobrać argumentację i moment odpalenia niewinnych pozornie szpil. Tusk raził więc będzie raczej sprawami mniejszego kalibru, by większe i głośniejsze – taktownie czyli tak, by widz wiedział, iż Tusk czyni to z LITOŚCI – pomijając.
W kwestiach gospodarki główne argumenty (bez oceny ich zawartości merytorycznej i tego czy są w istocie liberalne czy socjalne) zaprezentował Tusk w debacie z Kaczyńskim. Teraz musi mieć w zanadrzu coś by ripostować hasła o zasługach Belki, Hausera i zręcznie ciąć podatkiem liniowym. Tusk może spokojnie wygarnąć Kwaśniewskiemu jego weto do reformy finansów przygotowanej przez Balcerowicza. Mimo wszystko, to był bardzo ważny projekt rządu Buzka. Jego odrzucenie zahamowało rozwój na kilka lat. Niebezpieczeństwo wyciągania tej sprawy polega na tym, że łatwo ją wykpić – Kwaśniewski może skwitować problem, iż największym sukcesem rządu Buzka było odkrycie gigantycznej dziury budżetowej.
Polityka zagraniczna daje przewagę na wstępie Kwaśniewskiemu. Dlatego nie uda się tutaj rzucanie twierdzeń, że Kwach kompromituje Polskę swoim zachowaniem. Najciekawiej może wyglądać fragment poświęcony obecności Polski w Iraku. Od niedawna przecież PO domaga się konkretnego terminu. Tu będą się łapać za słówka. Ciekawe czy Tusk zdecyduje się na wspomnienie o rurociągu północnym. W sprawach wewnętrznych
LiD roztrwoniło nieliczne atuty w sporach wewnętrznych. Jednak strzelając na oślep także można wyrządzić poważne szkody. Kwaśniewski zaatakuje pierwiastkiem – przygotowanym teoretycznie przez europosłów z PO – by część odpowiedzialności za grzechy PiS przerzucić na Platformę. Jeśli Kwaśniewski chce poważnie skaleczyć Tuska, to powinien wyciągnąć kwestię aborcji. Tusk ma tę sprawę dobrze przemyślaną i prezentuje rozsądne stanowisko, ale emocjonalna wycieczka Kwaśniewskiego może zaszkodzić wizerunkowi PO. To byłby typowy cios poniżej pasa, ale jak najbardziej należy się go spodziewać.
Polityka wewnętrzna musi być maksymalnie konkretna. Bez knock-outu rzeczywistymi problemami Tusk straci tu najwięcej.
Strategia Tuska
PO ma dwa – na pierwszy rzut oka sprzeczne – cele.
1. Potwierdzenie, że jest jedyną liberalną gospodarczo partią w Polsce, o wyraźnym obliczu konserwatywnym.
2. Poszerzenie bazy wyborczej o środowiska liberalne i lewicowe w kwestiach obyczajowych.
Tusk będzie prezentował się zatem jako człowiek o jasnych, sprecyzowanych poglądach, ale otwarty i skłonny do dyskusji i kompromisu. Jeżeli Tusk wygra tę debatę, to ma szansę rzeczywiście wygrać wybory. A za zdołowanie/wykluczenie LiD Kaczyńscy wybaczą Platformie nawet samodzielny rząd. (Tu oczywiście wykazuję się skrajną naiwnością, bo Kaczyńscy niczego nigdy PO nie wybaczą)*.
Donald Tusk może zaryzykować, bo jest na fali. Pokazanie oblicza triumfującego wodza przysporzy mu poparcia. Bój jednak będzie toczył się w trudnym terenie, z przeciwnikiem tchórzliwym, który nie wystąpi do otwartej walki.
Strategia Kwaśniewskiego
1. Wykrwawić Tuska. LiD broni się przed przejęciem elektoratu przez rosnącą Platformę.
2. Przetrwać do mowy końcowej bez oznak zmęczenia. Jeżeli Kwaśniewski wejdzie do studia chory, nie ma szans. Z drugiej strony, jeżeli będzie wyglądał zbyt dobrze, runie legenda o tropikalnym wirusie. Wszystko w rękach wizażystki…
Kwaśniewski będzie grał człowieka światowego, który zęby zjadł na władzy i doskonale sobie poradził. Jest w końcu najpopularniejszym politykiem. Postara się obudzić niechęć do Tuska i wzmocnić przekonanie o nijakości i bezradności szefa PO. Będzie powtarzał, że PO i PiS to właściwie skłóceni bracia, nie różniący się poglądami, a walczący jedynie o władzę. Unikanie starcia, częste zmiany tematu, mieszanie pojęć i faktów – im większy chaos, tym lepiej dla Kwaśniewskiego.
Taktyka Tuska
Donald Tusk rozpocznie uprzejmie i wręcz spolegliwie. Przyjmie pierwszy cios Kwaśniewskiego. Powinien łatwo sparować, bo rzecz będzie dotyczyła cudu gospodarczego, o którym były prezydent powie, że przecież niebywały postęp się już dokonał. Tylko, że nie wszyscy są jego beneficjentami. Tusk odpowie „Kaczyńskim” – no właśnie, bo rządy lewicy uniemożliwiły ludziom normalne życie, odbierając im owoce pracy i marnotrawiąc je w budżecie. Dopiero teraz ruszy ostrzej, nawiązując do sztandarowego wyjazdu na Wyspy Brytyjskie i odwołując się do tych, którzy wyjechali.
Tusk musi wystrzegać się pouczania Kwaśniewskiego. Formuła pytań - wypróbowana w konfrontacji z Kaczyńskim - może nie spełnić swego zadania. Kwaśniewski jak mało kto potrafi pływać i jest impregnowany na konkrety. To, co innego by już dawno zabiło, jemu nawet nie zaszkodziło. Sztabowcy Tuska i on sam powinni merytorycznie przygotować się jeszcze dokładniej, niż w piątek. Tym bardziej, że nie może się powtarzać („Opowiada Pan w kółko to samo” – może przecież odciąć się Kwachu, punktując dla Kaczyńskiego).
Jeśli Tusk zyska przewagę podobną do debaty piątkowej, może pokusić się o zdeptanie Kwaśniewskiego pokazując go jako małego, amoralnego krętacza. Ale dopiero wtedy. Moralizowanie nad pijactwem Kwaśniewskiego, szarganiem świętości (wczoraj był Dzień Papieski) na niewiele się zda.
Taktyka Kwaśniewskiego
Kwaśniewski będzie podkreślał niezdecydowanie i chwiejność Platformy. Wytknie głosowania za becikowym i ulgami prorodzinnymi, jako sprzeczne z liberalnymi hasłami PO. Będzie jednak musiał uważać, by nie zaplątać się we własne sidła. PO celowo przecież osłabia retorykę liberalną.
Stosunkowo łatwo będzie bronił polityki międzynarodowej, bo – primo – obydwaj krytykują PiS, jednak – secundo – Kwaśniewski cieszy się wciąż zadziwiająco dobrą renomą w UE oraz – tertio – nawet Kaczyński chwali go za zasługi na Ukrainie.
Najtrudniej będzie mu zachować twarz w wypadku bezpośrednich zarzutów o kłamstwa, brak odwagi cywilnej, niejasnymi powiązaniami finansowymi. Wyciąganie spraw z przeszłości może być jednak wobec Kwaśniewskiego bezproduktywne, bo zawsze pochwali się przejażdżką w papamobile, czy pojednaniem z Wałęsą.
Batalia i efekty
Spotkanie będzie miało dwa warianty:
- jałowy, kiedy obydwaj będą niby rzeczowo i uprzejmie, ale ponad głowami DEBATOWAĆ.
- konfrontacyjny – kiedy Tusk zdecyduje się zaryzykować. Jeżeli Kwaśniewski dostrzeże atak w porę i cofnie się do lasu, wtedy Tusk roztrwoni przewagę uzyskaną piątek. Dlatego Tusk musi wyciągnąć Kwaśniewskiego z kniei w pierwszych pięciu minutach, a potem celnie trafić. I poprawić. A potem już okrążyć i dobić. Bez jednoznacznego zgnębienia byłego prezydenta Tuskowi pozostanie jedynie zestaw laurek w Gazecie Wyborczej o „wzorcowej debacie prawdziwych europejskich dżentelmenów”.
Jeżeli debata okaże zupełnie jałową stratą czasu (bo sztabowcy przelękną się załamania wizerunku Tuska) wtedy Kwaśniewski odzyska pole, a straci PO. Jednak Kwaśniewski osłabiając Tuska w gruncie rzeczy gra na Kaczyńskiego. I na koalicję PiS-LiD. To musi budzić dzisiaj konsternację, ale ten scenariusz jest nieuchronny. Premier spodziewa się, że LiD postawi żądania zaporowe, a wtedy zagrozi powtórzeniem wyborów. Wybory się nie odbędą (bo LiD ryzykowałby samodzielne rządy PiS). Kaczyński zaś zyska kolejny rok, półtorej swojego zarządzania kryzysem.
Donald Tusk naprawdę musi walczyć z Kwaśniewskim, bez pardonu. Jeżeli sztabowcy PO tego nie widzą, to znaczy, że nie mają czego szukać na scenie politycznej. I niech przepadną z kretesem. Oddanie piędzi ziemi LiD-owi to nie tyle prezent dla PiS, ale przede wszystkim pokazanie, że przyszłość należy do tych dwóch obozów: PiS i LiD. Reanimowanie LiD zmiecie PO, nawet jeżeli lewusy nie przetrwają kolejnych wyborów.
To prawda, że niszcząc LiD, Tusk odda resztę pola PiS. Ale to właśnie musi zrobić, by przetrwać.
* Wyrzucenie LiD z sejmu, i pożegnanie się z przystawkami byłoby prawdziwym zwycięstwem Kaczyńskiego. Tego życzę mu z całego serca.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)