Łzawy briefing byłej posłanki PO przyłapanej na łapówkarstwie poruszył mnie podwójnie. Nie oceniam, nie wyrokuję, nie wątpię w sens walki z korupcją.
1. CBA zafundowało nam współczesną odmianę pręgieża. Inaczej niż w średniowieczu, oskarżony oczekuje wyroku sądu pod pręgieżem opinii publicznej. Jakie są tego konsekwencje, każdy potrafi sobie dopowiedzieć.
2. Właściwie nie powinienem być zaskoczony tym, że b. Posłanka bez skrupułów nadwyręża analogie, poniża wyborców, widzów, swoich byłych kolegów partyjnych (bo że gardzi przeciwnikami, nie wątpię). Zastanawia mnie, jak w samotności, kiedy pozostaje w obliczu własnego sumienia, ocenia to, co zrobiła. Czy rzeczywiście myśli to, co mówi na głos? Czy czuje się jeszcze pokrzywdzona? Bo jeżeli tak, to jestem podwójnie przerażony. Raz, dlatego, że zakłamanie znowu okazało się świetną drogą kariery. Dwa, ponieważ politycy nie stosują wewnętrznych przesiewów.
Uogólniam, bo z doświadczenia (przykrego) wiem, iż dwulicowość, neurotyczne osobowości, szalbierze i pospolici przestępcy są codziennością (chciałbym, by były zmorą!) wszystkich partii RP. Nie ma czystych. I wszyscy o tym wiedzą, tolerują i popierają (po cichu).
Pokazowa sprawiedliwość pogłębia moje przygnębienie. Bo to niestetty jedynie pozory i gra na pognębienie "oponentów". Ma tego dość!


Komentarze
Pokaż komentarze (5)