Platforma Obywatelska gra o wszystko. Jeżeli już na wstępie popełni błąd, to pociągnie on za sobą kolejne. Niczym lawina, będą one coraz większe, niebezpieczniejsze i trudniejsze do zahamowania.
Dwa lata temu PiS miał świadomość, że w chwili powołania rządu Kazimierza Marcinkiewicza rozpoczęła się kampania wyborcza. Nieustanne podtrzymywanie kryzysu było ich pomysłem na tę kampanię. Na początku szło nieźle, ale najwyraźniej przedobrzyli.
PO znajduje się jednak w sytuacji o niebo korzystniejszej od tej, w której władzę przejmował PiS. Weźmy budżet – krojony na pełną kadencję rządów Jarosława Kaczyńskiego. Musiał być bezpieczny, na tyle, by w latach 2009-2011 dało się odczuć wyraźną zmianę. Zyta Gilowska mogła ukryć nim kilka niedociągnięć, poprzesuwać jakieś wydatki, liczyć na kolejny rok większych przychodów. Ale nie miała powodu minować terenu, tak, jak robił to podobno jej poprzednik w rządzie M. Belki.
Koalicję PiS z LPR i Samoobroną zwyczajowo ocenia się jako pomyłkę, kompromitację, bądź przedsięwzięcie ryzykowne, ale zwieńczone połknięciem przystawek. Uczciwi pisowcy przyznają chyba jednak, że to właśnie koalicja z populistycznymi szalbierzami zamknęła im drogę do rzeczywistego, powtórnego zwycięstwa. Żadne tam fronty, spiski itp. Krzywdę PiS zrobiło sobie samodzielnie.
Platforma zawiera koalicję równie niebezpieczną i ryzykowną. Oczywiście PR polityczny ustawia opinię publiczną dokładnie odwrotnie. PSL podobno się zmieniło, ucywilizowało, zrozumiał, że bez wolnego rynku nie ma rozwoju i tym podobne. Ludowcy ponoć stracili pazerność, ciąg na stołki i bakszysz z kasy państwowej.
Nic bardziej błędnego! Eurodeputowani z Platformy też długo chwalili kolegów z PSL, zasiadających w tej samej frakcji EPP-ED. Do czasu, aż niesnaski wewnętrzne nie skłóciły ludowców i nie ukazały ich prawdziwego oblicza. Bezideowców, zainteresowanych jedynie własną kieszenią.
Tym razem skłonność PSL do sprzeniewierzania się umowom koalicyjnym, czyli do głosowania przeciwko własnemu rządowi będzie nie mniejsza, ale większa! Co prawda ludzie zupełnie przypadkowi (jak Łukasz Fołtyn – nie będzie posłem) nie zdominowali ław poselskich PSL. Niemniej wystarczą „starzy wyjadacze”, żeby drżeć ze strachu. Oni będą uprawiali prywatę. W to nie wątpię. Jeżeli się mylę, założę wór pokutny i odszczekam pod stołem!
PO musi zrobić przynajmniej jedno – od razu wziąć się ostro do roboty. Wewnętrzne przepychanki, typu wycinanie Zdrojewskiego przez Schetynę, tylko ich ośmieszą. To takie oczywiste… Pytanie na dziś: czy Donald Tusk ma dostatecznie wielu ludzi nadających się do trudnej i odpowiedzialnej roboty? I czy oni nie zawiodą?
Wodzowska partia Kaczyńskiego była łatwiej sterowalna, bo wszystko zależało od przywódcy. Tusk musi działać bardziej motywująco i mieć odpowiedzialniejszych współpracowników.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)