Odnotowuję jedynie fakt, który AR ukrywa przed Salonem24*. Fałszowanie przebiegu dyskusji jest jego sposobem na lansowanie siebie w roli wybitnego filozofa-publicysty.
Pan Arkadiusz Robaczewski raczył wpisać na swoim blogu tekst o karze śmierci. Dowodzi jakoby uśmiercanie w akcie biurokratycznym było czynem wysoce moralnym oraz sprawdzianem "chrześcijańskości". Chodzi mu oczywiście o to, że jak najbardziej chrześcijańskie jest domaganie się wykonywania kary śmierci.
Ponieważ ten pogląd jest całkowicie niesłuszny, a wręcz przekłamuje fakty - zareagowałem na blogu Autora. Przedłożyłem mu listę pytań, z prośbą o rzetelną odpowiedź. Ów Pan zbył mnie najpierw protekcjonalnym: czytaj uważnie, bo o wszystkim napisałem. Nie zadał sobie trudu, by zrozumieć o co pytam i że odpowiedzi na te pytania nie ma w jego tekście.
Na ponowne prośby reagował opryskliwie, by w końcu stwierdzić, że skoro nie chce mi odpowiedzieć, to wyrazem złego wychowania jest ciągłe nagabywanie go o to.
Następnie począł wykasowywać wszystkie moje komentarze, w których dopytywałem i udowadniałem, na czym polega jego sposób postępowania.
W skrócie: uważam postępowanie Arkadiusza Robaczewskiego za żałosne fałszerstwo. Zostawia on bowiem komentarze, które są mu wygodne. Lansuje więc siebie jako znawcę filozofii (tak też się przedstawia), w najmniejszym nawet stopniu nie próbując zmierzyć się z tym, co stanowi rzeczywisty przedmiot filozofii. Uprawia jedynie propagandę, opartą na wykreowanych przez siebie, bądź zapożyczonych aksjomatach. Traktuje je dogmatycznie, odrzuca krytykę i domaga się od wszystkich by przyjmowali je jako oczywiste oczywistości.
Pogardliwy stosunek do logiki byłby w jakimś stopniu wybaczalny, gdyby nie aspiracje i samookreślenie Arkadiusza Robaczewskiego. Chce on uchodzić za "tomistę", ogłasza, ze hołduje arystotelesowskiej szkole myślenia. Wszelkie uwagi na ten temat odbiera chorobliwie, jako atak na własną osobę. Sam nie cofa się przed prymitywną erystyką. Wobec innych jest skrajnie nieufny i wszędzie węszy podstęp z agresją.
Gdyby rzeczywiście był uczniem Filozofa i Tomasza, czciłby nade wszystko Prawdę i rzeczywistość. Tymczasem manipuluje, wprowadza w błąd, fałszuje przebieg dyskusji. Liczy na słabość intelektualną Czytelników, którzy nie zauważą rażących luk i przekłamań w jego alokucjach. Tych, którzy mu to wytkną - wycina kozikiem.
Brak elementarnej odwagi oraz poczucia przyzwoitości kompensuje sobie gburowatym stwierdzeniem, iż ma "dobre" prawo do niedyskutowania z tymi, których niemile widzi u siebie. Czy to prawo "dobre" - wątpię. Ale jego. Widać kultywuje staropolską gościnność: "siedź na przyzbie i milcz, albo wykopię".
Zapytałem Imć Robaczewskiego czy przypadkiem megalomańskie przekonanie o własnej doskonałej douczoności pozwala mu wyzywać np. polityków od niedouczonych? Obelżywe traktowanie nieobecnych przychodzi mu szczególnie łatwo. Sam jednak wykazał się zupełnym niezrozumieniem poglądów niejakiego Kartezjusza. Podejrzewam, że tym właśnie wytknięciem uraziłem go do żywego. W końcu jest douczony.
Czerpiąc zatem z rezerwuarów arystokratycznego stosunku do niżej urodzonych (stary carski obyczaj nakazywał bić chłopów po gębie i pouczać, jak niesforne dzieci) przywołał mnie najpierw do porządku, a potem wygnał gdzie pieprz rośnie. Ponieważ pieprz rośnie właśnie w tej okolicy, więc z widokiem na Robaczewskiego odnotowuję, co zaszło.
Ciekawe czy zdobędzie się Arkadiusz Robaczewski na ciętą ripostę. By mi mina zrzedła i opuścił mnie nastrój wszeteczny. Setnie się w końcu ubawiłem jego miotaniem i nerwowym wycinaniem przykrych uwag. By nie skalane zostały lśniące, białe skarpetki w świeżo wypolerowanych lakierkach.
* Nie donoszę, bo kto chce, ten przeczyta, a reszta machnie ręką.
PS Zapytałem także - całkiem niewinnie - o "Mistrza i Małgorzatę". Chyba wystraszył się, że zapytam także: "Cóż to jest prawda"? Doprawdy, nie miałem takiego zamiaru.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)