Actonik Actonik
60
BLOG

Człowieczeństwo mordercy

Actonik Actonik Polityka Obserwuj notkę 8

Oto zapis rozważań o karze śmierci sprowokowanych przez nieocenionych: Arkadiusza Robaczewskiego i Xiazeluka. Chcę im najserdeczniej podziękować za tę iluminację.

W komentarzu do poprzedniego wpisu derzyło mnie stwierdzenie Xiazeluka:
"Kara śmierci szanuje mordercę jako człowieka, wyrzeczenie się jej nieuchronnie prowadzi do wniosku, że a) morderca nie jest człowiekiem, b) mordercy są wyróżnieni przez prawo przywilejem zachowania życia niezależnie od uczynków, na jakie sobie pozwolą."

Kategoryczność tego zdania w pierwszej chwili wytrąciła mnie równowagi - nie tyle emocjonalnej, co intelektualnej. Jakże to? My, humaniści mielibyśmy dopuścić by morderca przestał być człowiekiem? Zażyłem wszelako niezwłocznie soli trzeźwiących i uspokojony zacząłem dumać.

W jakiż to sposób kara śmierci "szanuje mordercę". Arkadiusz Robaczewski twierdził, że to czyn w istocie moralny i stanowiący najwyższy wymiar chrześcijaństwa. A wynika to z przekonania, ze życie wraz ze śmiercią zmienia się, ale nie kończy. Tu byłoby więc tak: morderca to właściwie dobroczyńca. Przyspiesza bowiem to co nieuchronne, dając zamordowanemu łaskę szybszego obcowania ze Bogiem. Xiazeluka tymczasem każe mi myśleć, iż życie jest przywilejem. Nie wolno zachowywać tego przywileju dla tego, kto pozbawia go innych.

Czyli klops. Ślepy zaułek. Jeden i drugi chce mordować morderców. Obaj uzasadniają to szlachetnymi pobudkami. Czyn swój moralny jednak uzasadniają w sposób sprzeczny. O, Najwyższy - westchnąłem - czemuś mi tak poskąpił przenikliwości. Czemuż pojąć nie potrafię, skąd bije źródło owego litościwego domagania się zagłady dla zbrodniarza?!

Porzuciłem więc ten bagnisty teren, jako że i tak bym go nie przebył, i udałem się (taka przenośnia) ku bardziej atrakcyjnemu przedmiotowi, czyli mordercy - jakim mi się jawił.

Zbir ów, w wyjątkowo zwyrodniały sposób dokonał licznych zbrodni na zupełnie niewinnych swych ofiarach. Zafascynowany nim, niczym Hannibalem Lecterem, pozwoliłem uwieść się jeszcze myśli, że oto mogę wykazać, iż nie jest on nijak człowiekiem. Człowiek bowiem - myślałem naiwnie - nie zdobyłby się na takie zło.

Z pełną satysfakcją postanowiłem okazać mu więc miłosierdzie. Stłumiłem w tym celu miałkie wyrzuty i poczucie sprawiedliwości. W akcie najwyszukańszej zemsty postanowiłem go ułaskawić. Czyn ten wydał mi się dalece bardziej okrutnym, niż długotrwałe więzienie, w daleko posuniętej izolacji, z koniecznością zarabiania na własne utrzymanie (lenistwo w takim wariancie spotykałoby się z wynagrodzeniem wedle zasady: "kto nie chce pracować, niech też nie je"). Niechże sobie łajdak idzie wolny. Niechże poczuje, jak jest nie być człowiekiem.

A jednak, zwątpiłem i w to. Przecież za rogiem spotkać może kogoś mniej opętanego bezduszną furią, który jednak dostrzeże w nim jakąś cząstkę człowieczeństwa. Niechże w swoim niezmierzonym miłosierdziu ów ktoś sięgnął po dubeltówkę. I cały mój trud odczłowieczania diabli wezmą!

Jakże więc ja - sam, bez oparcia w aparacie państwa - mam osiągać wyżyny moralności chrześcijańskiej?

Na szczęście przeczytałem powtórnie jakże światłe i jakże mądre zdania Xiazeluka:
"Morderca, wiedząc, że za czyn, który zamierza popełnić grozi KS i mimo to decyduje się kogoś zabić, ponosi automatyczną konsekwencję swojego własnego wyboru".

HA! Nareszcie, to jest to! Morderca nigdy nie był człowiekiem - pomyślałem sobie z zachwytem. Mordercą kieruje automatyzm, odruchy atawistyczne. Ja nie muszę nic robić, żeby okazało się, że człowiekiem być on przestaje:zabija, a to jest dowód jego odczłowieczenia.

Tak się tą myślą zachwyciłem, że zupełnie nie zauważyłem, że zbłądziłem. Otóż w swej przenikliwości Xiazeluka wykazał właśnie, że morderca jest człowiekiem - czy mi się to podoba czy nie. Jest człowiekiem, bo dokonuje wolnego wyboru. I ten wolny wybór jest w jego wykonaniu ostatecznie SAMOBÓJSTWEM! zabija, aby samemu umrzeć. Kara śmierci jest więc nie tylko aktem miłosierdzia, jest najdoskonalszą eutanazją. Dobrą śmierć łaskawie ofiarują mu Ci, którzy wierzą, albo nie wierzą w to iż śmierć jest końcem drogi człowieczej. Dobra śmierć mordercy jest najpiękniejszym prezentem ofiarowanym mu przez doskonale współczujących humanistów chrześcijańskich.

Ochrona cywilizacji chrześcijańskiej - jak chce Arkadiusz Robaczewski - ukazała mi się w całej pełni, że tak powiem. Dzięki tym znakomitym argumentom pojąłem, że najdoskonalszym wypełnieniem wolności jednostki i najdonioślejszym jej ukoronowaniem jest jej zamordowanie. W sposób planowy, urzędowy, zatwierdzony i zaaprobowany. W formie uroczystej, w odpowiedniej oprawie i asyście - dla podkreślenia człowieczeństwa mordowanego. Należy mu zapewnić, z należnym szacunkiem, obecność kapelana i zrealizować ostatnie życzenie (to z pewnym ociąganiem, przyznaję). W ten sposób osiągniemy pełnię własnego człowieczeństwa również.

Kara śmierci jako korona moralności!

Oto pochwała konsekwencji.

Actonik
O mnie Actonik

"Granice mojego języka są granicami mojego świata". Ludwik Wittgenstein "Traktat logiczno-filozoficzny"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka