Wpis oczywisty o oczywistości, tyle, że oparty na szczególnym przypadku.
Preambuła
Mamy różne problemy obyczajowe, które stają się nagle politycznymi. Przykłady zza Wielkiej Wody są zwykle pesymistyczne, głownie dlatego, że politycy robiący sobie z gęby cholewę, dbają przede wszystkim o odpowiednią ilość pudru i jakość fotek w publikatorach.
W Polszcze tymczasem politykierzy serioznym grymasem pouczają, że wyższość kraju nad Wisłą pozorna. Głąbów tu więcej niż cholewiarzy. Ot i cała różnica.
Teza
Głupota ludzi objawia się w głupocie instytucji, zwyczajów i przekonań.
Głupota lubi się stroić w patriotyczne, wolnościowe, solidarystyczne lub demokratyczne piórka. Pozostaje nią i tak. Czasem jednak przy okazji dzieje się coś pozytywnego. Kiedy głupota taka ujawnia się spektakularnie, pozwala niechcący szerszej publiczności zauważyć głupotę zjawisk, obyczajów, przekonań przyjmowanych dotąd automatycznie, albo w dobrej wierze za słuszne i niekwestionowane.
Kazus
Mirosław Orzechowski z LPR złożył do Prokuratury Okręgowej w Warszawie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa w programie Kuby Wojewódzkiego. W jednym z odcinków talk-show dziennikarz umożliwił zaproszonym gościom znieważenie polskiej flagi. Sprawa może mieć swój finał w sądzie.
Wywód
1. Znany i ceniony polityk zbulwersował się podczas rozmowy/wygłupu Wojewódzkiego z Markiem Raczkowskim, rysownikiem i satyrykiem (m.in. „Polityki”). Artysta Raczkowski w wywiadzie dla radia Tok FM powiedział niegdyś, żewetknął kilkadziesiąt polskich flag w psie odchody. Swoje słowa, dwa lata po kontrowersyjnej deklaracji, podparł gestem w trakcie wyemitowanego 25 marca w TVN programu. Jego zachowanie powtórzył drugi z zaproszonych gości – Krzysztof Stelmaszyk (za http://www.wirtualnemedia.pl/article/2289880_Prokuratura_i_KRRiT_przeanalizuja_program_Kuby_Wojewodzkiego.htm).
2. W całym tym kramie szczególnie uderzające są intencje skarżącego. Były wiceminister edukacji domaga się ukarania również podżegacza Wojewódzkiego, bo „wagę i społeczną szkodliwość wymienionych czynów dodatkowo potęguje fakt, że program, w którym nastąpiło znieważenie polskiej flagi, nadawany jest w godzinach wysokiej oglądalności i przyciąga przed ekrany znaczną ilość, głównie młodej widowni, co może negatywnie wpływać na jej stosunek do Państwa Polskiego, jego tradycji i historii”.
Oczywiście pan Orzechowski nie jest odosobniony w swym oburzeniu. Zawarte w odcinku treści, oburzyły też część widzów stacji. Po emisji programu w TVN w sieci powstał apel w obronie flagi. W skierowanym do organów sprawiedliwości, KRRiT oraz nadawcy proteście internauci żądają „podjęcia działań, które na przyszłość zabezpieczą Polaków przed podobnymi przypadkami haniebnego nadużywania wolności wypowiedzi” oraz wycofania przez TVN kontrowersyjnych fragmentów programu z obiegu i przeprosin. Inicjatywę przez weekend podpisało 4,5 tys. osób.
3. Mniejsza o to, co się teraz wydarzy. Krajowa Rada Tego i Owego (chylę czoła przed Deszyfrantami) oczywiście baaardzo się zainteresowała, dowodząc, że nie ma nic do roboty a tym samym, że można by ją natychmiast pożytecznie rozpędzić (gdyby nie była zapisana złośliwie w konstytucji).
4. Ważne jest natomiast absolutyzowanie i dogmatyzowanie „kwestii flagi” przez Oburzonych zachowaniem panów R. i S. oraz przyzwoleniem ze strony pana W.
5. Absolutyzowanie. Czym jest flaga? Kawałkiem kolorowego płótna. Symbolem narodowym. Chroni go konstytucja i inne prawa. Po co? Zamiast zwrotów retorycznych powiem wprost – nie mam pojęcia.
Symbolika państwowa jest mizernym naśladownictwem, zawstydzająco płytką imitacją symboliki religijnej. O ile archaiczne sakralizowanie władzy politycznej da się racjonalnie opisać i (uzasadnić), o tyle napychanie laickiego państwa w XXI wieku narodową symboliką cuchnie niczym dwuletnie jaja na twardo podawane z sałatką neapolitańską.
Śmieszy mnie niewymownie cała ta maskarada podczas uroczystych defilad, capstrzyków i świąt państwowych, kiedy należy uroczyście przemaszerować przed kompanią honorową, pokłonić się sztandarowi i wysłuchać (wyśpiewać) z rzewną miną pieśń zwaną hymnem państwowym. A do tego te wszystkie gesty, słowa, pusty ceremoniał, zupełnie bezcelowy i karykaturalny, kiedy biorą w nim przymusowo udział ludzie zabiegający o poparcie polityczne. Władza wybierana jest w konkretnym celu, dla wypełnienia sensownej misji, a nie po to, by uprawiać bezsensowne rytuały.
Przestaje mnie jednak bawić robienie sprawy niemal kryminalnej z wydmuszki umysłowej. Ochrona wydmuszki, śmierć w imię wydmuszki. Pięknie.
Nawet totemu archaiczny homo religiosus nie traktował w ten sposób. Ludzie lubią myśleć, że przedmioty mają większą wartość przez to, że się im przypisze jakąś wartość symboliczną. Homo religiosus miał jednak powody całkiem serio, by odczytywać rzeczywistość w sposób symboliczny. Człowiek współczesny, obśmiewający symbole religijne, a oddający cześć symbolom państwowym jest zwyczajnie żałosny.
Nie wystarczy być szczerze religijnym oraz widzieć naród jako twardą rzeczywistość (w to drugie powątpiewam), by obronić absolutystyczne pojmowanie symboli państwowych. Są one bowiem jedynie umowne, znaczenie ich jest wynikiem konwencji, odnoszą się do faktów tymczasowych i łatwych do podważenia. Ich obowiązywanie jest wynikiem presji, albo przymusu prawnego.
6. Dogmatyzowanie. To narzucanie wyobrażeń o znaczeniu symboli państwowych innym. Zestaw kolorów, ułożony we flagę może na forum międzynarodowym prowadzić do kolizji. Tak było niedawno ze Słowacją i Słowenią na przykład. Z kolei Chiny czy – dajmy na to Korei Północnej – mają flagi w stopniu minimalnym nawiązujące do jakiejś tradycji czy symboliki narodowej. A to nie jedyne przypadki przecież narzucania nowych znaczeń.
Dogmatyzowanie konwencji w postaci prawa jest wyrazem ni mniej ni więcej głupoty. Cóż takiego jest w kolorach, których niektórzy mogą nie rozróżniać? Czym się różni czerwony od amarantowego, cynobru albo karmazynu? Jaki odcień bieli należy stosować? Jakie to ma znaczenie?
Za pomocą barw – w stroju, czy też emblematów na ramionach rozróżniali się na wojnie wrogowie. Dziś rozróżniają się sportowcy. Gra jednak jest właśnie konwencją. Można zmienić narodowość, żeby zagrać w reprezentacji danego kraju. Z resztą przepisy w tym zakresie są coraz bardziej anachroniczne. Polska reprezentacja miała już Olisadebe, a przecież nie był to ani pierwszy, ani ostatni „Polak eksportowy”. [Wątków poruszam tu wiele, ale chodzi mi o pokazanie absurdalności przekonania, iż flaga, narodowość etc. cokolwiek znaczy RZECZYWIŚCIE].


Komentarze
Pokaż komentarze (5)